Jak żłobek uratował moje życie!

Żłobek. Wielu rodzicom spędza sen z powiek. Ale nie mi. Spędzał, gdy już ponad półtora roku temu decydowaliśmy o wyborze opieki na Starszą Młodą gdy nadchodził mój czas powrotu do pracy. Wtedy to analizowaliśmy za i przeciw. Dla naszej rodziny, żłobek był najlepszym rozwiązaniem. I choć po 3 pierwszych miesiącach byliśmy bliscy zwątpienia, bo Starsza jednak chorowała, gdy raz ten okres został zażegnany, już nie powrócił. A żłobkowa przygoda zaczęła się na dobre.

jak żłobek uratował moje życie

Jak czytam czasem te mrożące krew w żyłach opowieści o żłobkach czy przedszkolach, to mam wrażenie, że to też trochę tak jak te wszystkie, równie mrożące krew w żyłach opowieści z porodówek. I zakładam, wybaczcie mi proszę, że jednak część jest podkoloryzowana naszymi emocjami i z natury tym, że w pewnych kwestiach nie będziemy obiektywni. W związku z tym żyje mi się odrobinę lepiej, gdy na te wszystkie opowieści nakładam stosowny filtr, w efekcie którego, nic nie jest aż tak złe. Bo wszystko ma swoje plusy dodatnie, i plusy ujemne.

Ten wpis jednak wcale nie ma być o wyższości żłobka nad innymi rodzajami opieki.

Żłobek choć kluczowy, jest narzędziem, które sprawiło, że w drugiej ciąży mogłam poczuć chociaż namiastkę tego klimatu z pierwszej. Bo miałam ten luksus bycia, choć przez chwilę w ciągu dnia sama ze sobą! No powiedzcie, kto tak miał? 😀

Gdy dowiedziałam się o ciąży zakładałam, że i tak będę pracować do minimum szóstego miesiąca, więc kontynuacja żłobka była rzeczą jak najbardziej naturalną. Zwłaszcza, że starsza dostała się do państwowej placówki i co o niebo ważniejsze, naprawdę było po niej widać, że lubi ten swój żłobek. A jak do tego lubienia, dodaliśmy jeszcze regularny tryb pracy i nieopuszczanie dni, wszystko działało nam jak dobrze naoliwiony mechanizm. Czasem tylko pojawiał się jakiś zgrzyt w formie moich wyrzutów sumienia. Ale takich malutkich. Takich ciut ciut.

jak żłobek uratował moje życie

Druga ciąża sprawiła nam psikusa jednak, a w efekcie pozmieniała plany a ja spędziłam więcej czasu w domu niż to było zakładane. Dało mi to co prawda możliwość szybszego odbierania Młodej ze żłobka, ale… na tym zmiany by się skończyły. Nadal wstawaliśmy rano, wyprawiałam ją z tatą do wyjścia, zamykałam za nimi drzwi i korzystałam z chwili naprawdę „wolnego” (tłum. bez dziecka) w ciągu dnia.

Czy już ktoś pomyślał, że jestem złą matką? 🙂

Bo jeśli tak, to nie zaprzeczę, chyba jestem. Dwa tygodnie z córą, gdy ta miała zapalenie oskrzeli,  które przydarzyło jej się raz, pokazały mi jak absorbujące potrafi być dwuletnie dziecko w wydaniu 24/h. A absorbujące do kwadratu gdy Ty nie chcesz nic więcej jak położyć się spać. Gdy ono chce biegać i grać a Ty ledwo kiwasz nogą. Więc w środku, a dzisiaj już i na głos bo Wam, dziękowałam za ten żłobek. Że ma miejsce, w którym może się wybawić i wyszaleć. W którym zje i pójdzie spać. A widząc w analogicznym okresie czasu swoją sąsiadkę, która również była w ciąży ale ze starszą, półtora roczną córą w domu, nie raz pomyślałam sobie, jak bardzo jej nie zazdroszczę. I jak dobrze mam ja!

O plusach tej sytuacji już na finiszu ciąży chyba nawet nie muszę wspominać. Jak z takim brzuchem opiekować się starszym ale nie na tyle dużym dzieckiem, które by już zrozumiało, że mama nie może tak czy tak, naprawdę nie wiem. I dziękuję, że dowiedzieć się nie musiałam.

Żłobek okazał się wybawieniem, bo inaczej bym chyba zwariowała. Choć oczywiście jak człowiek musi, to ze wszystkim da sobie radę, ale nie musiałam. Za to mogłam skorzystać z tego czasu, który dostałam. Złapać dystans do tempa i biegu jaki narzuca rytm pracy i całego dnia. Odpocząć i odespać stres wcześniejszych wydarzeń. Wyciszyć się i zdystansować, by ze spokojem stawić czoło ponownie nowym nam. Naszej rodzinie o jeszcze jedną osobę większej!

zlobek

(Visited 416 times, 1 visits today)

You Might Also Like