W kolejce do żłobka? Nie jest źle… ale czy nie będzie gorzej?

Żłobek jest kontrowersyjnym tematem. A po tym jakie plany ma co do tej instytucji nasz rząd, wątpliwości jedynie wzrosną. Nie to, żeby żłobek był gorszy czy lepszy niż opieka niani. Jest inny. A historii tych złych i o jednej formie opieki i o drugiej jest na pęczki. Całe szczęście, tych dobrych też. Nic jednak nie zastąpi mamy. Ale życie jest jakie jest i trzeba sobie radzić.

Żłobek dla wielu z nas jest jedynym wyborem. Dlaczego? Bo nawet prywatny po cenach warszawskich jest średnio 1000 złotych tańszy niż opieka niani. I to tyle w temacie. A żłobek państwowy już w ogóle. Dzięki dotacjom nie funkcjonuje jak mające na celu przynosić zyski placówki prywatne, ale służy dostarczaniu opieki nad najmłodszymi, po kosztach, w których inne placówki nie mogłyby funkcjonować. To dlatego, mimo mniejszego „wypasu” żłobki państwowe są oblegane.

Oczywiście słowo „wypas” też nie oddaje sytuacji bo jeden żłobek drugiemu nie równy. Są żłobki państwowe na równie dużym wypasie jak i prywatne, a i z drugiej strony, bywają prywatne placówki, których progu lepiej nie przekraczać. Jak dla mnie znowu żadna eureka. Po prostu życie.

Jak ma to jednak wyglądać dalej?

Jako mama, która korzysta z instytucji żłobka, zdębiałam, gdy usłyszałam propozycję zwiększenia limitu dzieci jaki przypada na jedną opiekunkę grupy w żłobku. Przez głowę przeszło mi wiele niecenzuralnych myśli, które zakończył strach o los mojej Młodszej Młodej, która pewnie od września, zacznie z placówki korzystać (już wiemy, w między czasie przyszedł mail, że została zakwalifikowana). Pomyślałam jedynie o tym, by cokolwiek planują zrobić, nie zadziało się w tym roku.

Nie wiem jaki mózg jest w stanie wpaść na taki pomysł. Znaczy na 100% jest to najprostsza droga do tego, by faktycznie zwiększyć ilość dostępnych miejsc w żłobkach, ale jakim kosztem? To nie większe grupy są rozwiązaniem. Większe grupy to tylko większe obciążenie dla sprawujących opiekę pań, to większe niebezpieczeństwo i działanie, które autentycznie sprawi, że żłobek z instytucji opiekuńczo-wychowawczej stanie się przechowalnią dzieci.

W świetle tego, w głowie wybrzmiewa mi wpis, który przeczytałam niedawno, a w którym jako forma wręcz ograniczania dziecka w rozwoju było wskazane to, że dziecko w państwowym żłobku zamiast widelcem, miało zjeść obiad łyżką. Powiem Wam tak, u nas Starsza Młoda też je w żłobku łyżką (przy czym nie ucierpiała u niej umiejętność jedzenia widelcem i ćwiczenie w jedzeniu z dziecięcym nożem ani odrobinę), a na integracji, zupełnie jak ta autorka wpisu, jeden z tatusiów dokładnie o to samo zapytał „ale czemu dzieci nie jedzą widelcami”. Odpowiedź mógł zaobserwować już podczas posiłku. Lepiej jednak już jeść łyżką, niż wieźć dziecko na izbę przyjęć z wbitym widelcem w rękę, głowę lub jeszcze inne miejsce. Tak, dzieci są nieprzewidywalne, a opiekunki choć nie wiem jak wyczulone, mogą w tej jednej małej chwili nieuwagi, zareagować za późno.

A jak dzieci będzie więcej, to i takich chwil też.

Jako mama, staram się być gdzieś po środku. Po środku wszystkich trendów, burz i awantur. Nie jestem ani skrajnie eko, ani vintage ani fit. I takie też wyśrodkowane podejście mam do swoich dzieci. Nie widzę krzywdy, która zaważy na ich całym życiu tylko dlatego, że kotleta będą jadły łyżką. Ale martwi mnie dużo bardziej to, że będą w otoczeniu, które już w ogóle będzie pozbawione bliskości i szansy na kontakt na linii opiekun-dziecko.

Do dziś, choć mojej Starszej ten problem nie dotyczył, widziałam wychodząc jak dzieci dosłownie wiszą na żłobkowych ciociach. Każde dziecko na początku łapie to jedną rękę, to nogę. A na kolanach brak miejsc. A to tych miejsc właśnie nie powinno zabraknąć. Wręcz powinno być więcej, by dzieciom dodać otuchy a rodzicom wiary, że decydując się na korzystanie ze żłobka nie są najgorszymi rodzicami na świecie!

po co komu ten żłobek

 

(Visited 256 times, 1 visits today)

You Might Also Like