Jak zachęcić dzieci do czytania książek

Galileo powiedział kiedyś, że „czytanie to jak posiadanie ludzkiej super mocy”. Jako nałogowy czytacz książek śmiem przyznać mu rację i chciałabym, by moje dzieci też pałały miłością wielką do książek. Początki są obiecujące. Jak to zrobiłam? I co dalej?

 

Gdybyście mnie zapytali, czy znalazłam złoty środek na to, by moje dziecko samo z siebie chciało czytać książki to powiedziałabym wprost, że nie. To, jak się to potoczyło u nas jest sumą wszystkiego tego, co było w nas, we mnie, odkąd pamiętam – miłość do książek.

Kiedy byłam jeszcze w ciąży oczywiście, że przeczytałam gdzieś, że jeśli będę czytać dziecku będącemu jeszcze w brzuchu, to nie dość  że będzie słuchać mojego głosu, to jeszcze oswoję je z samym czytaniem. Szczerze, nastawiona byłam do tego sceptycznie ale skoro i tak czytałam sobie do snu co wieczór, to równie dobrze mogłam robić to na głos. Zatem wertowałam co wieczór „Dzieci z Bullerbyn” lub jeden z kryminałów, jakie miałam wówczas pod ręką.

Niesamowite było to, że do czasu czytania, Mia prawdopodobnie zwinięta w kłębek, spała. Ale kiedy zaczynałam czytać, brzuch zaczynał falować. Śmiem twierdzić, że to z radości, że mamusia czyta.

Kiedy Mia była już z nami od początku kierowałam, świadomie lub mniej, jej zainteresowanie w stronę książek. Najpierw były to książeczki typowo dla niemowlaków, później dla maluchów aż w końcu nastąpił etap tych stricte do czytania. W między czasie, kiedy moje dziecko samo sięgało po taką czy inną książeczkę, starałam się być dla niej przykładem i czytałam swoje książki przy niej.

Tak tak, wiem co sobie pomyślicie. Otóż, żeby nie było tak idealnie, przeważnie udaje mi się przeczytać jakąś stronę, może dwie. Ale głównie chodzi mi o to, by widziała, że to może być forma rozrywki, coś co możemy robić we dwie albo we trójkę, z Osobistym Połówkiem.

Dzisiaj, moje niemal 2,5 letnie dziecko, nadal lubi książki – czytać, oglądać, opowiadać o tym co w nich jest i co widzi na obrazkach. Regularnie szukam dla niej nowych, by ciekawość książek i świata nie malała.

Neil Gaiman, jeden z moich ulubionych pisarzy wskazał bardzo istotną, dla mnie, funkcję jaką pełnią książki w życiu człowieka. To sposób przedstawienia nam innej wersji świata poprzez wyobrażanie sobie alternatywnych możliwości jak może być, co może się wydarzyć się w naszym życiu.

„Fikcja może pokazać Ci inny świat. Może zabrać Cię gdzieś, gdzie jeszcze nigdy nie byłeś. Kiedy odwiedzisz jeden z tych innych światów, jak ten w którym jesz zaczarowany owoc, być może już nigdy nie będziesz całkowicie zadowolony z tego, w jakim świecie tak naprawdę żyjesz. A niezadowolenie jest rzeczą dobrą: ludzie mogą ulepszać swój świat, zostawić go lepszym, żyć inaczej jeśli tkwią w nim niezadowoleni.”

 

thebiggreenbook_gravessendak5_1

Rys.: Maurice Sendak, „The Big Green Book”, Robert Graves

Jak zatem zachęcić dziecko, które książkami zainteresowane nie jest?

Nic na siłę. Chodzi przede wszystkim o to, by pomóc dziecku pokochać czytanie. Z moich obserwacji wynika, że jeśli dziecko nie widzi w czytaniu czy przeglądaniu książek niczego ciekawego, a do tego zmusza się je do tego, wołami i końmi bym go nie zaciągnęła do ponownego czytania. Zatem rzecz w tym, aby dać dzieciom możliwość sięgania po książki i język, praktykę czytania i aby regularnie czytało dla przyjemności. I w końcu, by zrobić z tego pozytywne zajęcie, a może nawet zabawne.

Znajdź książki, które są bliskie zainteresowaniu dziecka

„Badania pokazują, że dzieci, które mogą wybrać to, co chcą czytać, są bardziej chętne, aby korzystać z czytania i by stać się dobrym czytelnikiem”, mówi Duncan McDougall, założyciel i dyrektor wykonawczy Children’s Literacy Foundation.

My zaczynałyśmy od książek tylko ilustrowanych i wierszyków. Przeglądałyśmy, śmiałyśmy się na widok takich czy innych rysunków, opowiadałyśmy co widzimy na obrazkach, a wieczorem zaczytywałyśmy się w rymowankach i wierszykach. Kiedy nadeszła pora księżniczek, królewien i kotków, takie książki pojawiły się u nas. Będąc w sklepie, Mia sama wybrała sobie te, które chce zabrać do domu. To, czy uśmiecha mi się czytać o Kopciuszku po raz 195 to już inna kwestia 😉

Stwórzmy pozytywne doświadczenie z czytania

Prawda stara jak świata, że lubimy robić tylko te rzeczy, które sprawiają nam przyjemność i są naszym zdaniem warte poświęcanego im czasu. A zatem, jeśli dzieci mają pozytywne doświadczenia z czytania – poznał superbohatera, poznał nowe słowo, wróżka posiada magiczne mocne, świnka chrumka w błocie- cokolwiek rozśmiesza i cieszy dziecko, jest dla niego pozytywnym doświadczeniem. Rozmawiajmy o tym z dzieckiem, podkreślajmy jak miłe i ciekawe jest to co czyta, bo wprawia go w dobry nastrój. A jeśli dziecko zapamięta śmiech i radość, to jaka jest szansa, że znów do tego wróci? No całkiem spora.

Czytajmy wciąż i wciąż tą samą książkę.

Są pewne książki, które z jakiegoś powodu, cieszą się większą miłością i sympatią dziecka, niż inne. Kilka takich książek przerobiłam już z córką. Jedną z nich była „Frozen – Kraina Lodu” Disney’a. Było w niej sporo tekstu, który Mię nudził będąc czytanym, więc głownie opowiadałyśmy o tym, co widzimy na obrazkach. Na początku była to cała książka, z czasem Mia skupiała się na wybranych stronach a kartki, w których Ania zamarza,a później powraca do żywych wertowałyśmy bilion razy i są, mówiąc krótko, potargane i zużyte maksymalnie. Ale fakt, że wracałyśmy do książki cieszył mnie bardziej, niż kolejny zagięty róg strony i wyrwana kartka .

Rozmawiajmy o tym, co przeczytaliśmy

Na fali fascynacji córki Kici Kocią Anity Głowińskiej, każda z jej książeczek to była motywacja i okazja do rozmowy o tym, co Kicia Kocia robiła w tej książeczce. Poznała strażaka? Świetnie, co Ci się w nim podobało? Co zrobił? Kicia Kocia była na basenie? A Ty chcesz iść? Kicia Kocia zbierała jabłka lub gotowała z babcią… i tak od książeczki do książeczki, albo rozmawiałyśmy o tym co właśnie usłyszała albo zachęcało ją to do zrobienia tego samego, co Kicia Kocia. I staram się, by było przy tym wesoło. By znów chciała wrócić do przeczytania o Kici Koci.

Czytając z dzieckiem, zatrzymajmy się i porozmawiajmy o tym, co się dzieje, o bohaterach, o tym co może się stać. Są to tak naprawdę podstawowe strategie czytania ze zrozumieniem, ale róbmy to też po to, by zaangażować dziecko bardziej w czytaniu.

Illustracja dla "The Book of Memory Gaps", Cecilia Ruiz

Ilustracja dla „The Book of Memory Gaps”, Cecilia Ruiz

 

Czytajmy na głos!

To chyba jeden z najważniejszych punktów. Dla nie, osobiście, najlepszy. Sama jako dziecko uwielbiałam, gdy mój tata czytał dla mnie powieści, bajki a robił to w taki sposób, że do dziś to pamiętam i wspominam. Mimo, że ostatnie moje wspomnienie to jakoś druga klasa podstawówki.

Przeczytałam kiedyś, że coraz więcej rodziców porzuca wspólne czytanie na głos, zwłaszcza wieczorem, na rzecz samodzielnego czytania przez dziecko. Nie róbmy tego i jeszcze nie dajmy spakować sobie swoich śmiesznych odgłosów na strych. Wszak czytanie na głos pomaga rozwijać dzieciom ich intonację głosową, uczy rozpoznawać emocje (radość, stres, nerwy, troska, smutek, złość, rozczarowanie), a także uczy intonacji w samym używaniu języka w potocznej mowie.

Bądźmy przykładem

Jedną z najważniejszych rzeczy jaką można zrobić, i już o tym pisałam na samym początku, jest pokazanie dzieciom, jak ciekawe i zabawne może być czytanie. Czytajmy książki, czasopisma, gazety i rozmawiajmy z dziećmi o tym, co czytamy. Powiedzmy im, dlaczego ta powieść tak bardzo przypadła nam do gustu, co jest w niej ciekawego lub co konkretnego zainteresowało nas w tym artykule. Nawiązujmy tym samym, jeśli jest taka możliwość, do innych książek lub filmów, które wspólnie czytaliśmy.

Szansa, że widząc nas czytających dzieci same sięgną po książki, są większe.

Neil Gaiman powiedział:

„Potrzebujemy bibliotek. Potrzebujemy książek. Potrzebujemy obywateli posiadających wiedzę.

Nie dbam o to – wierzę, że to nie jest ważne – czy te książki są papierowe lub cyfrowe, czy czytasz trzymając ksiązkę w rękach lub przewijając na ekranie. To zawartość jest ważną rzeczą.

Książki są sposobem w jaki możemy komunikować się ze zmarłymi. Sposób, w jaki możemy wyciągnąć wnioski z tych, którzy nie są z nami (…). Istnieją opowieści, które są starsze niż większość krajów. Opowieści, które są starsze od kultury i miejsc,  w których zostały one po raz pierwszy opowiedziane.”

 

(Visited 295 times, 1 visits today)

You Might Also Like