Za stara na bajki! Czyli czemu motywacja mnie wkurza…

Diana ostatnio napisała bardzo radosny i motywujący wpis o tym, jak jako mama wraca do zawodowej gry. Trzymam za nią kciuki, bo wiem jaka droga za nią. Ile poszukiwań na regularnym rynku pracy a potem pomysłu na to, by znaleźć coś dla siebie. I znalazła coś, co dla niej jest tak naturalne. Noszenie!

Sama korzystam z Diany porad i żałuję, że dzieli nas tyle kilometrów. Gdyby była bliżej i ja miałabym szansę zostania mistrzem motania dziecka w chuście. Mam nadzieję, że Brytyjki się przekonają. Więc z angielska „you go girl” i działaj dalej. Trzymamy kciuki!

Jednak…

Widziałam też pod tym wpisem, i zresztą nie tylko tym u nas, ale pod licznymi motywującymi wpisami na blogach również taki entuzjazm i wybaczcie, że wsadzą taką małą, malutką szpilę w to mrowisko.

Bo czy nie uważacie, że żeby podążać za tym zawodowym szczęściem trzeba mieć jednak jak?

I nie będę owijać w bawełnę, że o finansowe „jak” mi tutaj dokładnie chodzi. O ile jesteśmy radosnymi singlami lub ewentualnie w równie radosnych bezdzietnych związkach, łatwo podejmować takie decyzje. Decyzje w stylu rzucam wszystko w kąt i jadę zwiedzać świat. Takich też znam i z fascynacją śledziłam ich przygody. Ale w momencie pojawienia się dzieci, to już nie jest ten sam świat. To nie tylko my. To odpowiedzialność, również ta finansowa za nasze dzieci. Bo choćbyśmy nie wiem w jakie teorie wierzyli to sorry… bez kasy nic w tym świecie nie zrobimy.

I o ile naprawdę inspirujący jest cytat Michelle Obamy przytaczany przez Dianę „Success isn’t about how much money you make. It’s about the difference you make in people’s life”, tak jednak wniosłabym do niego pewną poprawką. Bo o ile faktycznie, sukcesu w życiu człowiek nie powinien mierzyć ilością pieniędzy na koncie, to jednak nadal, potrzebujemy ich, by żyć. I to całkiem sporo. A w głowie mam te najbardziej podstawowe potrzeby.

za stara na bajki

Pojawienie się dziecka, zwłaszcza w naszym życiu, życiu kobiet zmienia bardzo wiele, jak nie wszystko. Hierarchia dotychczasowego świata się wali i budujemy ją na nowo. Część z nas PRZED dzieckiem już była na swoim, część pracowała mniej czy bardziej radośnie na etacie. Część  szczęścia nie miała. Po dziecku została na lodzie.

Zostanie na lodzie? Oczami wyobraźni widzę jako najbardziej motywujące. Bo trzeba szybko spiąć poślady i działać. No chyba, że praca to czyste hobby bo na koncie odsetki płyną tysiącami, mąż zarabia za dwoje lub mamy wystarczająco oszczędności by sobie pozwolić na rok poszukiwań. Niestety niewiele z nas jest w takiej sytuacji.

Jeśli ktoś był już wcześniej na swoim, może wprowadza zmiany? Adaptuje swoją działalność do nowych warunków, no i działa dalej. Choć nie zakładam, że to w jakikolwiek sposób łatwiejsze rozwiązanie.

Ale etat? Etat jest trudny. Sa osoby które się fenomenalnie odnajdują w pracy na etacie nawet z gromadką dzieci w domu. To są matki, które po to by żyć potrzebują rownież tej adrenaliny płynącej z wyzwań korporacji i deadlinów. Ale większość pracuje bo musi. Część musi i lubi co robi, ale dalej musi bo pieniądze są potrzebne do utrzymania domowego ogniska. Bo na zobowiązania, i nie mam tu na myśli egzotycznych podróży czy co drugiego weekendu w spa, trzeba mieć fundusze. A na te fundusze składają się oni. Oboje. Ona i on. I choć ona może by chciała inaczej, tak czas i obowiązki i to że jednak musi, sprawy nie ułatwia.

Bardzo chętnie usłyszałabym właśnie takie motywujące historie. Nie cytaty wielkich gwiazd, tak oderwanych od naszego życia, a po prostu tych z nas, którym się udało. Tych mam, które bez owijania w bawełnę powiedzą, wiecie co zwolnili mnie z pracy. Było ciężko. Przez pół roku pomagali nam rodzice bo po opłaceniu wszystkich kosztów niewiele zostawało. I to motywowało i teraz jest tu gdzie jestem. Dla mnie taka historia to jest czad!

Lub rownież, prosto w oczy. Zrobiłam to. Mam swoje i zarabiam na tym co kocham i lubię, ale…. nie byłoby to możliwe gdyby nie partner. On wspierał i mnie i nas bo ja mogłam sobie na to pozwolić. Mogłam zostać w domu i próbować bo wiedziałam że w tym czasie niczego nam, a juz napewno dzieciom nie braknie. To komfort. Ale szczery! Za taka wypowiedz biłabym brawa!

za stara na bajki

Bo nie jest prawdą to, ze zawsze można. Że wystarczy jedynie chcieć. Chcenie rachunków nie zapłaci. Wiec ja stąpam po ziemi. I choć sama jak koń kombinuję, tak wiem na co, w jakich okolicznościach mnie „stać”. I o takich prawdziwych przypadkach, będziecie mogli przeczytać niedługo na blogu. Bo takie są, i z nich inspiracje należy czerpać całymi garściami. Wkrótce historia tego jak powstały dwa biznesy: makeup mamy i stylove dzieci. Stay tuned!

A tak na dokładkę…

Ostatnio w DDTVN, które jako,  że jestem w domu tak namiętnie oglądam, poruszany był temat coraz powszechniejszej depresji wśród Polaków. Mądrzy goście wypowiadali się jak to gonitwa za „mam” i „chcę jeszcze więcej” prowadzi nas ku wypaleniu i właśnie tej chorobie. Na mnie to wrażenia nie robi. Bo ja mniej więcej wiem czego chce. Niechcianego kitu choćby się nie wiem jak ktoś starał i tak mi nie wciśnie. Ale…

ale czy w gorsze poczucie nie wpędza nas to jak dookoła trąbią „możesz wszystko”? Bo co jeśli ja… nie mogę?

(Visited 129 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Ola B-Krysa

    dokładnie! można dostać obłędu na sam widok ‚gwiazd’ które chwalą się że aby biegać codziennie o 7 rano albo uprawiać miliony innych sportów to trzeba tylko chcieć! no chyba nie tak jest. normalni ludzie mają obowiązki pracę 8-17 potem drugi etat w domu a jak dzieci zasną to i to trzeci przed laptopem nie mogą zawsze robić zakupów przez internet i mieć wiecznie zdrowych potomków … a właśnie ostatnio w tv śniadaniowej wypowiadał się aktor, który zapewniał że skoro on może ćwiczyć 5 razy w tyg to każdy może bo przecież on też jest ojcem. no właśnie nie bardzo. jest ojcem to fakt ale dziecko mieszka z mamą, która to dziecko wychowuje i ogarnia np o poranku itd… denerwują mnie tak jak Ciebie te porady od ludzi ewidentnie oderwanych od rzeczywistości o tym że skoro nie jesteś aktywna nie pijesz dziennie 18 świeżych koktajlów, nie pieczesz co drugi dzień chleba i nie podróżujesz w dalekie kraje to jesteś leniwcem i nie umiesz czerpać z życia… no hello do tego trzeba mieć ogromne możliwosci czasowe i pieniężne! nie dajmy sobie wciskać takich kitów i wpędzać w załamanie!

    • Ola, zdarzają nam się różnice zdań. Ale dokładnie tak. Też to tak widzę, choć ujęłaś to tutaj dużo bardziej dosadnie.