Wkładki laktacyjne, domowy test i czemu się nie udał.

Gdy wrzucałam na facebook’a post o wkładkach laktacyjnych, nie spodziewałam się, że spotka się z takim odzewem. Padły przykłady najróżniejszych marek, z których miałyście okazję korzystać. Pamiętam jak wtedy postanowiłam, że zrobię taki test wkładek laktacyjnych i powiem Wam, które są naprawdę najlepsze. Albo no przynajmniej takie, które warto kupić a które zupełnie nie. Mój test się jednak nie powiódł, a ja dosyć sfrustrowana rzuciłam temat w kąt.

wkladki laktacyjne test

Niestety z wkładek laktacyjnych korzystam nadal. Wierzcie mi, że nie wiem czemu. Nie przypominam sobie, bym przy Starszej Młodej już na tak zaawansowanym etapie rozszerzania diety i ograniczonych ilościach karmienia musiała korzystać z wkładek. A tu z Młodszą Młodą klops. Bez nich ani rusz. Bo różne niespodzianki nadal się zdarzają.

Gdy w myślach pomysł kielkowal, wiedziałam, że napewno na początku pominę wkładki od marki Lansinoh, Chicco i Philips Avent. Je po prostu przerobiłam przy Starszej Młodej i wiedziałam, że warte są zakupu. Pora dać szansę innym. Idea była więc taka, że kupuje za każdym razem inną paczkę. I notuję jak mi się te wkładki sprawdzają.

Mój test jednak nie zaszedł daleko. Po komentarzach, chyba jako pierwsze z puli alternatywnych wkładek, kupiłam te od marki Akuku. Dostępne tylko online, ale jak akurat robiłam większe zakupy w internetowej aptece więc skorzystałam. Akuku mnie nie powaliły. Znaczy są poprawne, ale dla mnie były ciut spore. Choć zakładam, że nawet w kwestii wkładek znaczenie ma to z czym, która z nas jak się czuje. Jeśli ktoś woli większą, bardziej otaczającą pierś wkładkę, to wtedy ta byłaby jak znalazł. Ale to jednak zupełnie nie mój typ.

Następnie polowałam na wkładki Johnoson’s Baby. Ich nazwa padła kilka razy, więc też wzięłam je na tapetę. Byłam zaskoczona, bo jak na wkładki te były znowu relatywnie małe, dosyć sztywne i wyprofilowane. Z takim jakby wgłębieniem na środku. Gdyby przyszło mi tylko na oko ocenić, nie byłabym przekonana. Ale już w praktyce wypadły całkiem dobrze. Miały również pewien plus, który dla innych może być jednak minusem, a mianowicie to, że spakowane są po prostu w pudełko. Niektóre wkładki pakowane są każda osobno, lub parami, przy czym ja bardzo nie lubię tego dostawania się do każdej wkładki po kolei. Tutaj nie ma tej dodatkowej ochrony, aczkolwiek mi, wydaje być się to rzeczą zbędną. A już napewno nie czymś, za co warto więcej płacić.

Następnie w ręce wpadły mi lidlowe wkładki Toujours, wkładki Belli a jeszcze później marki NUK. Te z Lidla podobne to marki Akuku, NUK jakby ciut większa wkładka od marki Johnson’s. Bella nic innowacyjnego. Uznałabym ten zestaw za wkładkowy standard.

wkładki laktacyjne lidl toujours

wkładki laktacyjne NUK

wkładki laktacyjne Bella

 

Potem jednak mój test padł.

Padł przez kolejne dwa zakupy, które skierowały mnie finalnie na tory wkładek wielorazowych, o których pod postem również była mowa. Otóż po wkładkach NUK na próbę kupiłam wkładki TESCO Mum’s Care. Była to największa zakupowa porażka, i nie przypuszczałam, że nawet tak prostą rzecz jak wkładka, można tak kiepsko zrobić. Wkładki Mum’s Care były duże, ale to można przeboleć, niby pakowane w woreczki, ale nie wiedziec po co, natomiast tak skonstruowane, że cała wata, którą były wypełnione jak i cała wkładka po prostu zsuwała się pod stanikiem w dół. Czułam się jakbym w ogóle wkładki nie miała. Dokuczliwe było to zwłaszcza przy karmieniach w nocy bo nie wiem jak Wy, ale ja to tak karmię trochę po omacku. A z tą wkładką się nie dało. Ona nigdy nie wracała na poprzednie miejsce. Pamiętam już teraz tylko, że byłąm strasznie zła, że na coś takiego w ogóle wydalam pieniądze.

wkładki laktacyjne Mums Care Tesco

Po tej przygodzie stwierdziłam, że muszę chyba wrócić do mainstreamowych marek. Wybrałam Lovi. No i cóż… po tym jak mi pewnego razu przeciekły, mój wkładkowy projekt został zawieszony, a ja jako, że w między czasie musiałam sobie radzić, coraz bardziej przekonałam się do wielorazowego wynalazku.

wkładki laktacyjne lovi

Wkładki wielorazowe Philipsa kupiłam przy pierwszym zakupie. Tym w internecie, razem z pierwszymi wkładkami Akuku. Kupiłam je. Obejrzałam. Wypróbowałam. Jednak w początkowej, hulającej fazie laktacji mi przemakały i przepuszczały, więc schowałam je do szuflady na wieczne zapomnienie. Wtedy nie miałam pojęcia jednak, jakim później będą ratunkiem. Bo gdy trafiłam na nie ponownie, już z ustabilizowaną laktacją, sprawdzały się idealnie. I tak sprawdzają się mi po prawdzie do dziś. I choć nadal zamiennie korzystam w tej chwili chyba znowu z wkładek Chicco, tak te wielorazowe od Philipsa są zawsze pod ręką. Gotowe, tak na wszelki wypadek.

We wkładce, cały pic polega na tym, by wkładka chłonęła całą powierzchnią, a nie sprawiała, że nadmiar pokarmu zgromadzi się w jednym miejscu, najczęściej u dołu wkładki i przemoknie. Między innymi dlatego, o ile większość wkładek z segmentu standard sprawdza się, gdy laktacja się normuje. Jednak, gdy pokarmu mamy dużo, piersi są nabrzmiałe a przed nami noc, to z takim zadaniem poradzą sobie tylko najlepsze wkładki.

A tutaj moje top 3 pozostaje niezmienne!

(Visited 577 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • MamaKarolean

    Pamiętam swoje pierwsze laktacyjne chwile. W fazie nawału miałam jedynie wkładki belli w domu i to była porażka. Przeciekały, przesuwały się, a ja czułam się okropnie. Nie dość że w nowej roli mamy, to jeszcze kompletnie nie radząca sobie z moim własnym ciałem. Pamiętam budzenie się w nocy i rano z przemokniętym wszystkim i wielkimi plamami na prześcieradle od wyciekającego pokarmu. To było chyba jedno z najtrudniejszych doświadczeń na początek, zdecydowanie nie byłam na coś takiego przygotowana. Płacząc w nocy (no bo przecież jak mam poradzić sobie z dzieckiem jak nawet nie umiem ogarnąć własnej produkcji…!), szukałam informacji o innych wkładkach. Głupio sie przyznać, ale w desperacji wpakowałam w biustonosz podpaski i dopiero one były w stanie udźwignąć przeciekająca nadprodukcję. Pierwsze wyrwanie sie z domu bez dziecka to był bieg do drogerii i zakup wkładek własnie. Przetestowalam rożne, Johnson został zwycięzcą do dziś. Niemal pięć miesiecy później nadal jest koniecznością i ratuje mi samopoczucie i ubiór. Wielorazowych nie próbowałam, nawet nie jestem pewna jak to działa. Poguglam 🙂 Pozdrawiam i życze wytrwałości!