Warszawskie przedszkola. O tym jak można zepsuć nawet najlepszy system rekrutacji.

Złożyło się ostatnio faktycznie tak, że i ja i Diana popełniłyśmy wpisy o tym, czemu warto by dzieci chodziły do przedszkola. Tym samym zgadzamy się co do tego, jak ważna jest to instytucja. O ile Diana funkcjonuje w angielskim systemie edukacji, tak mi właśnie przyszło się zmierzyć z tym, co serwuje nam nasza polska rzeczywistość. W przypadku moim, warszawska dokładniej. Nie wiem czy rekrutacja w całej Polsce odbywa się tak samo, dacie znać, czy u Was też tak jest (aczkolwiek oby nie), ale po tym, z czym się zderzyłam, jestem najzwyczajniej w świecie… zbulwersowana.

Czemu?

Spodziewałam się naprawdę wiele. Wiedziałam też, że nie będzie łatwo. Jednak w najśmielszych wyobrażeniach nie przypuszczałam, że system naboru może wyglądać AŻ tak źle. I nie, już nie chodzi mi o te podstawowe warunki, za które ubiegający się o miejsce w państwowym przedszkolu rodzic dostaje punkty. Z tym zapoznałam się już dawno i zdążyłam pogodzić. Nawet oswoiłam się z myślą, że w przeciwieństwie do rekrutacji do żłobków, dochód też ma znaczenie. Ale sposób jego obliczania, to jakiś absurd. Absurd o którym zaraz.

Bo jakie trzeba spełniać inne kryteria. Albo inaczej, jakie przede wszystkim? Pod uwagę w pierwszym etapie postępowania rekrutacyjnego brane są:

  • wielodzietność rodziny kandydata
  • niepełnosprawność kandydata
  • niepełnosprawność jednego z rodziców kandydata
  • niepełnosprawność rodzeństwa kandydata
  • samotne wychowywanie kandydata w rodzinie
  • objęcie kandydata pieczą zastępczą

A w kolejności następnej:

  • dziecko sześcioletnie objęte obowiązkowym rocznym przygotowaniem przedszkolnym oraz dziecko pięcioletnie i dziecko z odroczonym obowiązkiem szkolnym, ubiegające się o przyjęcie do przedszkola lub oddziału przedszkolnego w szkole podstawowej położonej w odległości do 3 km od miejsca zamieszkania
  • Dziecko z rodziny objętej nadzorem kuratorskim lub wsparciem asystenta rodziny
  • Dziecko, którego oboje rodzice/opiekunowie prawni pracują, wykonują pracę na podstawie umowy cywilnoprawnej, uczą się w trybie dziennym, prowadzą gospodarstwo rolne lub działalność gospodarczą. Kryterium stosuje się również do rodzica/opiekuna prawnego samotnie wychowującego dziecko
  • Dziecko, którego rodzic/opiekun prawny albo rodzice/opiekunowie prawni mieszkają w m.st. Warszawie i rozliczają podatek dochodowy od osób fizycznych w urzędzie skarbowym na terenie m.st. Warszawy
  • Dziecko, którego rodzeństwo w kolejnym roku szkolnym będzie rozpoczynało lub kontynuowało edukację przedszkolną w przedszkolu lub oddziale przedszkolnym w szkole podstawowej wskazanej na pierwszej pozycji we wniosku o przyjęcie
  • Dochód na osobę w rodzinie dzieckaa) w przypadku dochodu w wysokości mniejszej lub równej 100% kwoty, o której mowa w art. 5 pkt 1 ustawy z dnia 28 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych;b) w przypadku dochodu w wysokości przekraczającej 100% kwoty, o której mowa w lit. a, liczbę punktów oblicza się dzieląc tę kwotę przez dochód na osobę w rodzinie dziecka.

No i już dobra. Jakoś przeboleje to samotne wychowywanie w rodzinie, które bywa nadużywane (choć głowę chylę osobom, które faktycznie się samotnie zmagają z wychowaniem dziecka). I już trudno, że tutaj fakt samego posiadania rodzeństwa nie ma znaczenia, o ile nie jest się z rodziny wielodzietnej, lub dziecko nie idzie zaraz w kolejnym roku do przedszkola również. Ale ten dochód na osobę w rodzinie dziecka? To tutaj, w tym jednym podpunkcie, cały pies mojej rekrutacyjnej frustracji pogrzebany.

No bo… cóż to jest za dochód na osobę w rozumieniu tego regulaminu?

Otóż… pewnie większość z Was, a przynajmniej tych z procederem rekrutacji nie zapoznana pomyśli sobie no tak, znowu trzeba z tego rozliczenia PIT wyskakiwać. Haha… Eureka! Dokładnie to samo pomyślałam i ja. Jakże się mocno rozczarowałam. Bo bynajmniej tak właśnie nie jest. Na potrzeby rekrutacji ktoś wymyślił inny dochód, który ma się nijak, do jakichkolwiek weryfikowalnych form zeznań, a już tym bardziej sprawdzalności. Niby jest on „oświadczany” pod groźbą odpowiedzialności karnej, ale nie od dziś wiadomo, że przecież każdy orze jak może no i czy ktoś zna kogoś, komu by się za takie kłamstewko po łapach dostało? No ja nie. Ale może…

No więc, jak można uśredniać dochód jak nie z rozliczenia PIT? Zgodnie z regulaminem rekrutacji jest to średnia wyliczana z trzech miesięcy z ostatniego pół roku. Czyli po ludzku, sprawdzam najlepiej paski z wynagrodzeniem a już co najmniej wysokość wpływu od swojego pracodawcy na koncie w ostatnich 6 miesiącach, wybieram 3 najgorsze (dla rekrutacji najlepsze) miesiące i z tego liczę średnią potem dzieląc przez ilość członków rodziny. Proste? Nawet bardzo, szkoda tylko, że…

Weryfikowalność tak podawanego dochodu jest bliska zeru. Równie dobrze, możemy sobie kwotę z fusów wywróżyć. A z pewnością pokusić się o przybliżone wyliczenie. No bo kto tam się o 20 złotych będzie rzucał. Jednak gdy w grę wchodzi metoda wyliczania punktów na podstawie dochodu, która podaje cyfrę do nawet tysięcznego miejsca po przecinku, każda złotówka staje się złotówką na wagę złota. No więc samowolka to jedno. Co tam składanie fałszywych oświadczeń. I choć sam system jest zasadniczo lepszy, niż ten bazujący na prostej zasadzie wieszającej niejeden serwer, czyli kto pierwszy ten lepszy, tak szwankuje na zupełnie innym, ale jak ważnym polu. Prawidłowości podanych zeznań.

Po drugie. Nie wszystkie zawody rozliczane są miesiąc w miesiąc. Niektórzy, prowadząc naprawdę lukratywne biznesy dostają przelewy przecież co dwa czy trzy miesiące, mogąc tym samym w innych „pochwalić” się bardzo korzystnym z punktu widzenia rekrutacji dochodem. Poza tym, przecież dziecko nie chodzi do przedszkola przez trzy miesiące. Co złego jest z rozliczeniem rocznym? Pewnie jest zbyt dokładne i zamyka inne możliwości manewrowania.

No więc czy jest ktoś, kto takie kryterium rozumie? Co się stało z dobrym, poczciwym rozliczeniem PIT? W naszej wspaniałej Polsce jest to nadal jeden z najbardziej przejrzystych dokumentów mówiących o przychodach w domostwie. I choć to tylko liczba, tak ta, jest jako jedna z niewielu w tak prosty sposób mierzalna i weryfikowalna. Ale tutaj… warszawskie biuro edukacji ma na ten temat swoje zdanie.

Z tego miejsca pozostaje mi apelować o jedno. Sprawdzanie list i weryfikowanie danych. O korzystanie z możliwości odwołań i drążenie skały. Ja osobiście choć bardzo nie lubię jestem w stanie pogodzić się z przegraną, o ile ta ma miejsce w wyrównanej walce. Ale zdecydowanie warszawska rekrutacja do przedszkoli do takich nie należy.

warszawskie przedszkola rekrutacja

(Visited 364 times, 1 visits today)

You Might Also Like