Urozmaicamy sobie czas z dzieckiem. Multibabykino!

Jakiś czas temu dzieliłam się z Wami przemyśleniami dotyczącymi czasu dla siebie, jaki każda mama powinna móc wygospodarować, by złapać oddech i odrobinę dystansu. Prawda jest jednak taka, że przebywając z dzieckiem, zwłaszcza przez pierwszy rok jego życia, jeszcze na urlopie macierzyńskim – te chwile dla nas, są raczej jedynie słodkim odstępstwem od codziennej rutyny. Dlatego ja, jestem zagorzałą zwolenniczką nie tylko łapania chwil dla siebie, ale też przede wszystkim urozmaicania sobie planu dnia razem z dzieckiem – tak, by wilk był syty i owca cała. Jakie sobie zapewniamy rozrywki? Dzisiaj na tapetę wezmę to, co tygryski lubią najbardziej, czyli w moim przypadku – KINO!

Jak na mamę kinomaniaka przystało, z Młodą uskuteczniamy chodzenie do kina. Tych wyjść na początku, zaraz po pojawieniu się córy na świecie bardzo mi brakowało, bo ja po prostu kocham kino. Od mojej kuzynki, która mieszka w Dublinie pierwszy raz usłyszałam o seansach dla matek z dziećmi. Nie są to seanse bajek, ale normalnych filmów, tylko zorganizowane specjalnie dla opiekunów z małymi dziećmi. Bez dzieci – wstęp wzbroniony. Czym prędzej postanowiłam poszukać takich seansów u siebie w mieście, a że to Warszawa, długo szukać nie musiałam. Na ratunek przyszło mi Multikino!

Multikino, co środę w południe organizuje seans pod nazwą Multibabykino. Ja znalazłam sobie swoją miejscówkę na niedalekim Targówku, gdzie odkąd moja córa skończyła 3 miesiące uczęszczamy mniej czy bardziej regularnie. Na pewno na deszcze, chłód i mróz jest to opcja idealna. Na czym to polega? Sprawa bardzo prosta.

Multibabykino, (czyli MBK) to w zasadzie nic innego jak zwykły seans filmu z bieżącego repertuaru różniący się od pozostałych seansów atmosferą i wyposażeniem sali. Jest to seans, na którym z założenia wiadomo, że cicho nie będzie :). Dozwolone jest rozmawianie, płakanie dzieci, bieganie, rozrabianie i wszystko, czego po maluchach można się spodziewać. Na pewno nie jest to opcja, dla miłośników ciszy i dużego skupienia, ale też chyba nikt nie ma takich oczekiwań wobec podobnego przedsięwzięcia. Sala jest wyposażona we wszystko, co maluchom i ich mamom może być potrzebne. Na sali jest przewijak z chusteczkami i pieluszkami, jest kilka fotelików samochodowych, w których można posadzić malucha, jak ktoś potrzebuje. Cała przestrzeń pod ekranem zmienia się w wielki plac zabaw z bujaczkami, matami edukacyjnymi, pufami i innymi zabawkami. Jest też, co ważne, sporo cieplej niż na pozostałych salach (nie ma włączonej szalejącej klimatyzacji) a dźwięk jest odpowiednio ciszej, ale nie znowu tak, że nic nie słychać. To w końcu nadal kino!

multibabykino multibabykino

Dosyć przewrotnie, im mniejsze dziecko, tym więcej można skorzystać z takiego wyjścia. Patrząc po sobie, pamiętam, jak pierwsze kilka filmów oglądałam w zupełnym spokoju. Młoda właściwie tylko jadła i spała, ewentualnie pół godziny bawiła się szeleszczącym papierkiem po batoniku, na który akurat miałam ochotę. Gdy miała kryzys, mogłam ją łatwo ubujać w foteliku lub przytulić na rękach. Im dziecko większe, tym trudniej o skupienie, bo oczywiście wymaga coraz więcej uwagi i rozrywki. Całe szczęście tu z pomocą przychodzą niezliczone gadżety. Mój urwis, teraz już 11 miesięczny, głównie śmiga na wybiegu pod ekranem, gdy ja rozłożona na pufie oglądam film, zerkając od czasu do czasu, czy nie robi sobie, bądź innym dzieciom krzywdy.

Frekwencja z reguły jest w sam raz. Ani ludzi na sali za dużo, ani za mało. Tylko raz, na filmie „Bogowie” seans przeżywał istne oblężenie, i wtedy, cóż – podobało mi się odrobinę mniej. Za dużo większych dzieci, które biegając nie zwracają jednak uwagi na takie małe pędraki. Ale to był wyjątek potwierdzający regułę. Już w następnym tygodniu wszystko wróciło do normy. Najczęściej też rozkład wiekowy dzieciaczków pozwala każdemu na swobodne oglądanie. Część maluszków śpi w ramionach mam lub siedzi na kolanach, część podbija podekranowy plac zabaw, przy okazji nawiązując pierwsze społeczne interakcje.

Nasze wyjścia niedługo się skończą wraz z moim powrotem do pracy, więc póki jeszcze mogę, planuję korzystać z tej odrobiny przyjemności. Przedświątecznie, pewnie jeszcze się załapiemy na jakieś 2 seanse. Nowy Rok przyniesie już niestety, nowe wyzwania.

Tymczasem, jeśli lubicie chodzić do kina, i poszukujecie jakiejś odmiany w Waszym harmonogramie dnia, dajcie szanse Multibabykino. Uważajcie tylko, by wybrać się na seans polsko lub anglojęzyczny. No chyba, że władacie biegle francuskim, to różnicy Wam to nie zrobi. Jednak warto pod uwagę wziąć to, że nie zawsze jest możliwość patrzenia na ekran, a wtedy bardzo przydaje się znajomość języka filmu. Ja w związku z tym odpuściłam ze dwa seanse francuskich komedii, bo mimo, iż z pewnością nie gorsze niż pozostałe, jak akurat w tym wydaniu, są mniej przystępne.

multibabykino


    


(Visited 110 times, 1 visits today)

You Might Also Like