Kiedy urodzić, żeby nie zwariować?

Kiedy najlepiej rodzić? To jest naprawdę trudne pytanie. Zwłaszcza, że wcale TYM razem nie dotyczy metryki przyszłej mamy a czegoś zgoła odmiennego. Wiecie słońce, wiatr, zimno, deszcz, plucha, skwar i upał, co kto woli, a to wszystko można znaleźć u nas za oknem. Więc kiedy urodzić, żeby nie zwariować? Nie zwariować od słońca, zimna, deszczu, wiatru czy upałów? Zaraz Wam powiem, ale najpierw…

Najpierw podkreślę fakt, że osobiście uważam planowanie ciąży uwzględniające w swojej szczegółowości nawet potencjalny miesiąc narodzin za fanaberię. Przecież tu nie o miesiąc chodzi a o to, żeby w ogóle się udało. I żeby rosło zdrowe. Nie ważne czy chłopiec czy dziewczynka (tak, jasne 😉 ). W tym aspekcie pora roku, to sprawa tak drugorzędna jak tylko drugorzędnym można być.

Zdania zasadniczo nie zmieniłam, choć zapytana dziś o to, kiedy wolałam rodzić, w styczniu czy w lipcu, jestem gotowa odpowiedzieć bez chwili zawahania. Bo zima i lato, to jak przysłowiowy ogień i woda. Tak odmienne okoliczności przyrody jak tylko być mogą w całej swojej okazałości. Z całym arsenałem zalet i wad!

Ciąża zimową porą

Można by pomyśleć, że ciąża i rozwiązanie zimą ma więcej wad niż zalet. Choć będąc w ciąży z pierwszą córką, było mi to naprawdę obojętne. Nie wiedziałam, że może być inaczej. Termin na początek stycznia był równie dobry jak każdy inny. Ja czułam się świetnie, do końca siódmego miesiąca dziarsko dojeżdżałam do pracy, a już na końcówce udawałam się na spacerki do szpitala na ktg. Wyzwaniem było jedynie ubranie, bo jednak odpowiednio duża kurtka to wydatek większy niż zwiewna lekka sukienka, która zmieści brzuch, ale odpowiednio zaopatrzona przez koleżanki jakoś przetrwałam. Senna atmosfera później jesieni i grudnia nie miała dla mnie większego znaczenia bo i tak spałam, a zdążyłam jeszcze wtedy, będąc w piątym miesiącu na przełomie sierpnia i września zjeździć z nota bene mamorkową Dianą pół Włoch. W związku z czym we wczesnym etapie ciąży skorzystałam z dobrodziejstwa lata by już na finiszu, prawie jak ten niedźwiedź pogrążyć się w zimowym śnie… przerwanym przez poród. Nie narzekałam na nic, było mi dobrze!

Zima z noworodkiem i niemowlakiem?

Jedynym wyzwaniem tak naprawdę z takim maluchem w okresie zimowym są wyjścia na spacery. Wpływają na to dwa czynniki, to że dziecko non stop je i to, że trzeba je jednak grubo poubierać. W związku z czym, niezależnie czy karmione piersią czy mm, właściwie ledwo kończymy jedzenie, odbekiwanie, przewijanie, ubieranie to zdążymy może na pół godzinny spacer by gnać do domu z powrotem na jedzenie, odbekiwanie, przewijanie etc. Uziemienie gwarantowane. Uziemienie to jednak nie boli bo i tak dni krótkie. Bo zimno i pada. Opcja jestem w domu nikomu nie szkodzi. No, ewentualnie kiepsko wpływa na nasze samopoczucie. Bo nie dość, że połóg, to jeszcze szarówka za oknem. Ale szarówka się kończy szybciej niż się człowiek spodziewa, i można się cieszyć w pełni wiosną, latem i piękną (jak się trafi) jesienią. A latem, brzdąc już podrośnięty jest w pełni gotowy na wakacjowanie i korzystanie z dobrodziejstwa tej wspaniałej pory roku.

kiedy urodzic nie zwariowac

Tymczasem ciąża w lecie…

Zaawansowana ciąża w lecie to wyzwanie. Choć o ubrania (lub wręcz ich brak) dużo łatwiej, to trudniej się gdziekolwiek dotoczyć. Dni długie niemożliwie, co jest fajne jak jest się w drugiej ciąży, bo łatwo starszakowi zorganizować czas choćby na placu zabaw pod nosem. Jednak już uczestniczyć w jego zabawach gdy pot płynie po plecach to inna sprawa. Oczywiście taka ciąża byłaby wspaniała, zakładając pogodowe umiarkowanie, które u nas ostatnio nie występuje. Do wyboru 30 stopni lub 15, dobre 22 mogą się schować! W związku z czym końcówka ciąży w takich warunkach może doskwierać. Ja narzekałam. Zresztą, narzekałam i Wam. Bo było tak gorąco! A jak gorąco, to i łatwiej o obrzęki. Trudniej o nawet zwyczajną spacerową aktywność fizyczną. I już nagle ta pogoda przestaje cieszyć. Przychodzi czas błagania „upały kończcie się albo urodzę!”. Ja… urodziłam, tak było źle.

kiedy urodzic nie zwariowac

Letni noworodek

Małe dziecko urodzone w lecie to brzmi wręcz jak bajka. Może aż tak bajkowo nie jest, ale przyznaje, źle też nie. Choć uroki lata mam wrażenie przeszły mi tym samym koło nosa. Jeśli młoda urodziła się 1 lipca, to już na starcie byłam 5 dni w plecy, bo tyle mi się zeszło w szpitalu. A potem jak na złość wiecie, przyszło te 15 stopni… masz babo lato!

O ile zimą wiadomo jak ubrać nowo narodzone dziecię tak w Polsce latem, nawet ubranie to wyzwanie. No bo trzeba być gotowym na całe pogodowe spektrum od afrykańskich upałów po północne chłody. A zimą jest zimno. Problem zakończony.

Z długich letnich dni też nie za wiele się korzysta. Pobudki w nocy i tak zaburzają równowagę, a i trudniej o harmonijny plan dnia. A jak jeszcze starsze biega i ani myśli spać bo przecież jasno za oknem? Wesoła imprezka do rana gotowa!

Lato ma jednak jeden największy plus, a mianowicie to, że szybciutko możemy z dziecięciem wybrać się nawet w długi spacer. Podróż może? Bo nie grozi nam ryzyko wyciągania cyca gdzieś na ławce w parku przy 15 stopniowym mrozie. I ubierać też nie trzeba. Wystarczy do wózka przełożyć, pieluszką nakryć i jesteśmy gotowi. Szkoda jednak, że ten czas mimo wszystko tak krótko trwa, bo już od połowy sierpnia zaczynają straszyć nadchodzącą jesienią. Z chęcią zamieniłabym półtora miesiąca upałów na końcówce ciąży, na piękne letnie spacerki z dzieckiem!

Ogólnie jednak, bardzo dużo zależy od pogody! Można trafić na piękne lato, mroźną zimę, złotą jesień, deszczową wiosnę. Nie ma tutaj żadnych pewnych wariantów. Pewna jest długość dni, zmiana powietrza gdy zima powoli odchodzi, energia, która pojawia się wraz z promieniami słońca.

Kiedy więc najlepiej rodzić?

Po dogłębnej analizie stwierdzam, że najlepsze okienko czasowe jest między styczniem a kwietniem. Bo przed nami jest to co najpiękniejsze i na co tak czekamy czyli lato. Męczyć się w okresie między czerwcem a sierpniem tylko po to by mieć przed sobą perspektywę długiej jesieni, zimowej szarówki… no jak tak się złoży to i tak uda się przetrwać. Lato i tak będzie! Ale jest odrobinę mniej kuszącą perspektywą. A jak jeszcze czeka nas na jesieni powrót do pracy… oj, to już domyślcie się sami. Nawet pracę lepiej zaczynać wraz z pierwszymi promieniami wiosennego słońca!

Zgodzicie się ze mną?

 

(Visited 1 383 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Ola B-Krysa

    Moje pierwsze dziecko jest marcowe i po miesiącu w zasadzie spał na dworze godzinami bo ciepła wiosna była więc fajnie i długie dnie i jakoś można oszukać organizm no bo skoro wstaję o 4.30 to noc przespalam całą bo już jasno :p minus jedyny że nadprogramowe kilogramy po ciąży w lecie widać mocniej niż zimą bo człowiek nie schowa się w ubraniach za bardzo. Koniec lipca super pora- drugie było szczęśliwe w wózku cały dzień na dworze i kąpiel o 21 przy naturalnym świetle to mega wygoda. Teraz czekam na poród z początkiem września i tego się boję trochę że pierwsze dłuższe spacery będą już w kombinezonie ale od razu pocieszam się że jej fajny wiek około-roczny przypadnie na lato. Jakoś trzeba znaleźć chociaż trochę plusów 🙂 no i urodziny mają szansę odbywać się przy dobrej pogodzie bo niestety trzeciego marca syn ma zawsze jeszcze zimę i nie można zorganizować przyjęcia w ogródku 🙁

    • Ola, ten plus to jest ogromny plus! Bąbel będzie już tak odchowany, że będzie można w pełni korzystać z uroków wiosny i lata! A teraz trzeba po prostu przetrwać no i tyle 😀 A swoją drogą, marzec trafił się idealnie. Tak, to bym powiedziała, jest naprawdę najlepsza pora na urodzenie dziecka. Choć swoim styczniem nie pogardzę. Co do lipca… hm 🙂 bym dyskutowała!