Ułatwiamy sobie życie. Gadżety, cz.5 – na początek bycia mamą

Kiedy dowiaduję się, że zostanę ciocią, automatycznie włącza mi się syndrom „cioci dobra rada”. Taki impuls, który zjawia się znikąd, nagle, diabli wiedzą czemu akurat u mnie. Żeby jednak nie być gołosłowną i nie wyjść na hipokrytkę (sama wyznaję zasadę, że takie „ciocie” lepiej trzymać na dystans), wyciszam to maksymalnie, duszę w zarodku i stwierdzam, że lepiej swoje złote myśli i porady wypisać na blogu. Biedni Wy 😉

Kilka dni temu zostałam zapytana, bez jakich przyborów bądź sprzętów, nie wyobrażam sobie samych początków bycia mamą i ogarniania codzienności przy dziecku. Pytanie nie jest zaskakujące, bo z którą mamą nie rozmawiałam, tak każda jedna przyznawała, że na wstępie była totalnie i kompletnie zagubiona. Przecież ja sama wypytywałam kogo mogłam o listy wyprawkowe, co powinnam a czego nie, co jest absolutnym „must have”, a co mogę sobie darować. Nie ominęła mnie gorączka zakupowa, niestety. Co rusz wyszukiwałam kolejny gadżet, który wg opinii recenzenta, spełni wszystkie moje potrzeby, potrzeby dziecka i ojca, a nawet babci i dziadka. I nie zgadniecie.

Część z nich kompletnie się nie przydała.

Powodów jest wiele, ale przede wszystkim jeden i najważniejszy: dzieci są różne. I jak są różne, tak różnie się zachowują, mają różne potrzeby i odczucia. W związku z czym to, że komuś przydał się mega fajny sterylizator do smoczków nie oznacza, że u nas będzie dokładnie tak samo. Mia nie używała smoczka w ogóle, nie tolerowała go, nie wiedziała nawet, jak go użyć i wypluwała. Sterylizator schowany jest głęboko w szafie, użyty był ledwie kilka razy.

Zatem rada nr 1: zanim zaszalejecie na wyprawkowych zakupach i zaczniecie zagłębiać się w takie gadżety, poczekajcie, aż szkrab pojawi się na świecie.

Poznajcie się, a wtedy sami przekonacie się, które „must have” będzie właśnie tym wg. Waszej, a nie kogoś innego, potrzeby.

Co mogę zaproponować od siebie?

Wybór oczywiście subiektywny, ale starałam się zwrócić uwagę na te najbardziej uniwersalne przedmioty. Czyli takie, które w zasadzie przydałyby się każdemu z nas, niezależnie od charakteru dziecka.

  1. Avent – Mikrofalowy Sterylizator Parowy

Sam pomysł jego kupienia został mi sprzedany przez przyjaciółkę i chwała jej za to. Co prawda, moja córka nie tolerowała picia z butelki. Gardziła nią od początku, niemniej przydawał się, gdy musiałam odciągnąć mleko i użyć butelek do jego przechowania lub wysterylizować laktator i plastikowe strzykawki do podawania lekarstwa.

Sama koncepcja używania tego sprzętu jest tak prosta, że w całym tym początkowym chaosie, byłam w stanie to ogarnąć. Nalewamy określoną ilość wody na podstawę miski sterylizatora, na to kładziemy koszyczek z wszystkim tym, co wymaga sterylizacji. Nakładamy pokrywkę, zatrzaskujemy dwoma uchwytami i wkładamy do mikrofali na jakieś 2,5 minuty (czas zależy od mocy mikrofali). Wyjmujemy, gotowe.

SCF281_02-IMS-pl_PL

Na stronie producenta można przeczytać, że sterylizator ten został opracowany z myślą o praktycznie wszystkich kuchenkach mikrofalowych na rynku. Dzięki temu istnieje mała szansa, że akurat u Was nie będzie pasować.

Prosty w użyciu, szybki czas sterylizacji i można używać nie tylko do butelek. I tu się zastanawiam, po co w takim razie skusiłam się na osobny sterylizator do smoczków? Sami widzicie, człowiek błądzi i mądrzeje po czasie.

  1. Laktator Medela Swing 

Taki laktator to zbawienie. Dla matki i dziecka. Dla matki jednak przede wszystkim, z dwóch bardzo ważnych powodów.

Pierwszy – jeśli kobieta zaczyna zauważać, że pokarmu jest jakby coraz mniej, ten laktator zwiększa szanse na rozbudzenie laktacji ponownie. Nie wnikając w techniczne i biologiczne aspekty ewentualnego zaniku pokarmu u matki, jego siła ściągania pozwala naprawdę zawalczyć o ciąg karmienia.

Drugi – jeśli mamy nadmiar, dziecko śpi a my czujemy, że zaraz nam biust eksploduje od ilości.

Laktator Medela Swing ma ciekawy 2-fazowy sposób ściągania mleka. Stworzony na podstawie badań sposobu ssania piersi mamy przez dzieci, odtwarza właśnie te 2 etapy. Pierwszy etap to stymulacja piersi, czyli szybsze ssanie pompy laktatora, które ma za zadanie pobudzić pierś do produkcji mleka i jego wydzielania. Drugi etap to ekspresja (z angielskiego: expression), czyli delikatne, powolne i efektywne ściąganie pokarmu.

swing

Jest poręczny, prosty i szybki w obsłudze. Kilka poziomów siły ściągana pokarmu pozwalają dostosować je pod własne potrzeby i dla własnego komfortu.

Czy jest dyskretny? Bardzo cichy nie jest, bezszelestny na pewno nie ale dźwięk, który wydaje nie jest ani drażniący ani głośny. Można się przyzwyczaić, a poza tym, tempo pracy Medeli jest na tyle szybkie, że przeważnie nie zdążyłybyście nawet zwrócić na niego szczególnej uwagi.

Największy minus? Koszt tego laktatora, niestety. Natomiast pomimo sporego wydatku a cena może odstraszyć, pieniądze nie zostają wyrzucone w błoto i sprzęt jest wart swojej ceny.

  1. MUSTELA Piankowy Szampon do włosów dla niemowląt

Mój absolutny hit. Owszem, cena do niskich może nie należy ale zwraca się, jeśli jednego szamponu używa się przez minimum 3-4 miesiące. A tak wydajny jest ten szampon i wiedzieć Wam trzeba, że córka urodziła się w bujną ciemną grzywą i codzienne mycie główki weszło nam w nawyk od samego początku.

produits-376x410-mbb-perseose-a-shamp-nourisson-150ml

Nie zawiera żadnych parabenów, phthalatesów czy phenoxyethanolów. Ma delikatny, przyjemny bardzo zapach. Jest niezwykle łagodny dla delikatnej skóry głowy tak małego dziecka. Obecnie stosujemy inny szampon Musteli, już nie piankowy i jestem równie zadowolona.

Te 3 rzeczy są pierwszymi, które przychodzą mi na myśl, gdy słyszę – „będę mamą, Diana doradź”. Są jeszcze inne, mniej praktyczne ale o tych innym razem. Poza tym, każda z nas ma lub będzie mieć swój bagaż doświadczeń z gorączki uwijania domowego gniazda.

A! I jeszcze jedno…

  1. KENWOOD Mini Chopper 

To w zasadzie już dla większych niemowlaków, ale nie mogłam o nim nie wspomnieć. A to dlatego, że dziś używałam go do przygotowania obiadu i zaskoczyło mnie, że o nim wcześniej Wam na blogu nie wspomniałam. Tak samo byłam dziś zdziwiona, że nie przyszło mi wcześniej do głowy używać go do siekania cebuli, zamiast męczyć się nożem i wylewać morze łez. Ale ten drobny szczegół już okryjmy kurtyną milczenia 😉

Polecam go szczególnie mamom, które tak jak ja, postanawiają bawić się z dzieckiem w BLW. Rozdrabnianie pestek, nasion i innych składników do obiadów czy deserów jest z tym urządzeniem bardzo łatwe. Zresztą, nawet jeśli ktoś chce karmić papkami, to posiekanie marchewki w drobne kawałeczki to też prosta sprawa.

9185617313822

Dla mnie jedynym, największym minusem, jest głośność tego urządzenia. Początkowo Mia alergicznie wręcz reagowała na włączanie tej maszynki, uciekała. Z czasem przyzwyczaiła się, ale to dało do myślenia, że producenci mogliby zadbać o komfort nie tylko praktyczny dla mamy ale też komfort dla uszu obojga, i mamy i dziecka.

I przyznam szczerze, że w życiu nie wpadłabym na pomysł, by coś takiego zakupić dla siebie, gdybym nie dostała tego w spadku po mojej koleżance, która tego już nie potrzebowała dla siebie i swojego malucha.

(Visited 105 times, 1 visits today)

You Might Also Like