Ułatwiamy sobie życie. Gadżety, cz. 4

Gadżety. Jest ich naprawdę cała masa, zarówno dla mamy jak i dla dziecka. Można powiedzieć, że trudno od tego nie zwariować! Patrząc jednak na to, jak ubogi jest nasz mamorkowy gadżetowy cykl, śmiem twierdzić, że gadżetowa gorączka nas ominęła. Widzicie, jednak można :). Mimo tego, jest taka jedna rzecz, o której chciałabym Wam napisać.

Gdy tak myślałam nad tym, czy jest w moim domu coś, bez czego nie wyobrażam sobie funkcjonowania, po odsiewie wielu różnych mniej czy bardziej oczywistych sprzętów zostałam z jednym. I to naprawdę tylko jednym sprzętem. Macie jakieś typy? Podpowiem, to nie jest odkurzacz :).

Chociaż nie jest to nic, z czego byśmy nie korzystali przed pojawieniem się dziecka, tak już w ciąży, przygotowując się na przyjście potomka na świat, wykorzystujemy go dużo częściej. Trzeba przecież te wszystkie ubranka nie tylko uprać, ale i uprasować! Jeśli do tej pory wydawało się, że jest dużo prasowania, od tego momentu będzie go tylko więcej. A warto nie tracić życia na staniu przy desce. Przyznaje się Wam szczerze, że miałam mnóstwo wątpliwości na początku. W końcu czy cokolwiek może usprawnić tę mozolną pracę domową? Okazuje się, że tak. Żelazko parowe naprawdę daje radę! To jest zupełnie inny poziom prasowania.

No, to już wiecie, że mam na myśli żelazko :). A bardziej precyzyjnie – parowe żelazko.

Pamiętam jak pierwszy raz zetknęłam się z takim żelazkiem z generatorem pary jakieś całe wieki temu, będąc u jednej koleżanki. To było jakieś monstrum. Wielkie, ciężkie, które łączyło się z pojemnikiem na wodę gigantycznym kablem. Nie przekonało mnie zupełnie. Tak szybko jak je zobaczyłam, równie szybko o nim zapomniałam. Ale jak na technologie przystało moment, i z tego monstrum powstały zgrabne (no tak mniej więcej), lekkie (rzecz względna) i praktyczne żelazka.

Ale oczywiście w międzyczasie trzeba było sobie radzić. Moja metoda? Po prostu wybierałam jakiś lekki film, nie wymagający większej koncentracji i tak umilałam sobie ten czas. Ale gdy koleżanka mi pewnego razu w pracy opowiedziała, jak to jej mąż gadżeciarz kupił do domu właśnie takie żelazko, ponownie zwróciłam na to uwagę. I tym razem, chwyciłam przynętę.

Jak znalazło się w moim domu? Przy okazji kupowania właśnie takiego żelazka w prezencie dla mojej mamy. Miała okrągłe urodziny, i razem z wujkami i ciotkami zrobiliśmy zrzutkę na taki gadżet, bo bardzo dobrze wiedziałam, jak nie lubi prasować. Swoją drogą chyba dlatego to na mnie zawsze w domu spadał ten obowiązek. No ale mnie już nie ma, a prasowanie dalej pozostało. Kupując wtedy mamie w promocji kupiliśmy drugi taki sam model dla siebie. Na raty jakieś, bo toż to strasznie drogie było. Ale są to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy jakie można przeznaczyć na sprzęt domowy.

Już się nie martwię o temperaturę i rodzaj materiału. Odpalam moją maszynę i po prostu śmigam z prasowaniem. Do starego żelazka do dzisiaj mam uraz. Przez nie rozstałam się z niejedną ulubioną bluzką, przypaliłam kawałek ukochanej sukienki. A taki uraz chowa się na całe życie. W związku z tym zostało wymienione na nowy, „lepszy” model. Obecności wad nie stwierdzam. No, może zajmuje ciut więcej miejsca w szafie. Ale wszystkie plusy sprawiają, że ten jeden mankament naprawdę można przeboleć. Nie wiem czy i Wy macie tak żywe uczucia co do czynności tak prostej, jaką jest prasowanie. Oczywiście nawet takie żelazko nie sprawiło, że nie zbiera mi się w szafie cała sterta do prasowania, ale obawiam się, że na taki patent trzeba będzie jeszcze długo poczekać. A czekając na, przecież trzeba sobie jakoś radzić!

I tym słowem na sobotę, życzę miłego prasowania! 😀 U mnie zapowiada się na dłuższy seans!

Ułatwiamy sobie życie gadżet żelazko parowe

 

(Visited 154 times, 1 visits today)

You Might Also Like