Ułatwiamy sobie życie. Gadżety, cz.3

Mama Diana już jakiś czas temu, wiedząc, jak ciężkim wyzwaniem jest skompletowanie wszystkiego, co ułatwia obsługę dziecka, ale nie jest jednocześnie zbędnym wydatkiem, rozpoczęła cykl o przydatnych gadżetach. Dzisiaj i ja, chciałabym się z Wami podzielić, swoimi zdobyczami, które naprawdę, u mnie spisywały się (i nadal spisują) na medal!

Pierwszy na świeczniku:

  1. Leżaczek-bujaczek-łóżeczko TINY LOVE

Ten sprzęt nabyłam, nie tylko dlatego, że jest śliczny, w swoim designie prosty, lecz gustowny, ale głównie dlatego, że poleciła mi go jedna z moich koleżanek, jako jedną z tych rzeczy, które po prostu muszę mieć. I rzeczywiście, w tym przypadku okazało się, że naprawdę dobrze było zawierzyć słowom koleżanki, bo do dziś uważam, że były to jedne z lepiej wydanych pieniędzy.

Ten oto leżaczek bujaczek, dzięki temu, że rozkłada się zupełnie na płasko, jest bardzo wygodnym sprzętem, który pozwala naszego bąbla mieć zawsze blisko siebie, od pierwszych chwil spędzanych razem w domu. Jest lekki, więc z łatwością możemy go ustawić tam, gdzie w danym momencie przebywamy – czy to w kuchni, czy w salonie czy w pokoju. Jest świetnym rozwiązaniem zarówno do małego mieszkania, jak i dużego domu. Wszędzie się idealnie wpasuje. Używaliśmy go właściwie bezustannie, aż do momentu, kiedy nasza Madzia stała się już bardziej ruchliwa i siedziała na tyle dobrze, by przesiąść się na spożywanie posiłków do krzesełka do karmienia, o którym później.

Na początku, dzięki temu bujaczkowi, Madzia towarzyszyła nam w salonie, ucinając sobie wygodnie drzemki, podczas gdy my oglądaliśmy filmy. Po jedzonku, gdy zdarzało jej się ulewać, korzystaliśmy z funkcji podniesienia oparcia do pozycji półleżącej, by nie odkładać jej od razu na płasko. W bujaczku, już później w pozycji krzesełka, konsumowała pierwsze stałe produkty. Jest to sprzęt nie tylko praktyczny i ładny, ale przede wszystkim solidny i bezpieczny. Nasz bujaczek służy już obecnie kolejnemu bobasowi, któremu życzymy równie udanego korzystania z tego przeuroczego mebelka. Więcej dokładnych informacji, oczywiście na stronie producenta, o tutaj KLIK!

tl_3w1_all

2.  Pojemniki do przechowywania pokarmu Baby Ono

Gdy karmimy piersią, ale nasze dziecko mleczka i z butelki nie odmówi, jesteśmy naprawdę szczęściarzami. Hura! Tutaj mi się udało, dlatego też, na dosyć wczesnym etapie zaopatrzyłam się w pojemniki do przechowywania pokarmu. Zdarzyło mi się ze dwa razy kupić woreczki, ale są drogie i jak po woreczkach spodziewać się można, jednorazowe. A te pojemniczki, koszt porównywalny, a jaka gama zastosowań!

Karmiąc piersią zdarzało mi się odciągnięty pokarm przechowywać w tych pojemniczkach w lodówce lub mrozić. Nie byłam wielką fanką mrożenia, więc raczej było to krótkoterminowe przetrzymywanie w lodówce, a odciągane mleko, konsumowane było na bieżąco. Ja dzięki temu mogłam pozwolić sobie na swobodne chwile poza domem, bo wiedziałam, że dziecko ma w domu wszystko, czego mu potrzeba.

Jak praktyczne są to pojemniczki, przekonałam się jednak najbardziej, gdy nadszedł czas na rozszerzanie diety małej Madzi. Szybko, z pojemników na mleko stały się pojemnikami na wszelkie moje mozolnie wyprodukowane w kuchni dziecięce zupki i obiadki. Do dzisiaj, zawsze któryś jest w użyciu. Służą mi, jako miarki (do 200ml), pojemniczki do przechowywania niezjedzonych resztek i też, co najfajniejsze, jako kubeczki! Dlatego polecam właśnie Baby Ono, bo mają w zestawie dwie nakrętki z ustnikami, i można z nich śmiało korzystać również do nauki picia. To się nazywa wielozadaniowość tak prostego, plastikowego kubeczka 🙂 .

 1028-1-Z_mini

  1. Krzesełko do karmienia IKEA ANTILOP

Z krzesełkiem do karmienia nie poszło mi już niestety tak łatwo. Jest to jeden z kolejnych zakupów, z którym mierzy się każdy rodzic, gdy dziecko jest już gotowe by na siedząco spożywać pokarmy. Na rynku jest cała masa, naprawdę prześlicznych krzesełek, i nie trudno o zakupowy zawrót głowy. Osobiście bardzo polecam najprostsze krzesełko z Ikei, ale też skłaniam każdego z osobna, by przede wszystkim poważnie pomyśleć, czego od takiego krzesełka oczekujemy.

Ja chyba sama nie do końca wiedziałam, co tak naprawdę chcę, i dlatego, nie uchroniłam się przed zakupem, z którego nie byłam w 100% zadowolona. Warto też wiedzieć, ile chce się na takie krzesełko przeznaczyć, nie zapominając o tym, że to jednak krzesełko do karmienia, będzie brudne, poplute i umorusane wszystkim, co dziecku w ręce wpadnie.

Moim pierwszym zakupem było krzesełko Chicco Pocket Lunch. Z Mężusiem zdecydowaliśmy się na ten model, że względu na jego relatywnie poręczne gabaryty, dziecinnie prosty mechanizm składania i małą wagę. Są to jego zdecydowane plusy. Nie będę odradzać tego krzesełka, bo w segmencie tego typu krzesełek, niczym nie odbiega od sobie podobnych, ale to, co okazało się przeszkadzać mi najbardziej to:

– tapicerka, większość tych krzesełek jest z takiej ceratki, która sprawia, że przy wyższych temperaturach, które i u nas się zdarzają, dziecko się w nim po prostu poci. Madzia miewała dosłownie całą głowę mokrą. Wiem, że są modele z materiałowymi wkładkami, przy zakupie takie krzesełka, warto je rozważyć.

– brak możliwości postawienia oparcia zupełnie na prosto, co kończyło się tym, że na śliskiej powierzchni, dziecko wiecznie zjeżdżało z siedzenia, niezależnie od długości i sposobu zapięcia pasów.

– dużo przestrzeni, co jest plusem, ale wraz z rozwojem motoryki dziecka, pozwala na dużą swobodę ruchu łącznie z obracaniem się, wstawaniem i wyciąganiem nóg na stoliczek :). A niezadowolenie dziecka z totalnego przypięcia 5-punktowymi pasami skutecznie uniemożliwia jakiekolwiek jedzenie.

W krzesełku z Ikei zakochałam się na wakacjach, gdy w jednej z knajp przyszło nam z niego skorzystać. Madzia siedziała w nim bardzo stabilnie, w pionowej pozycji, przygotowana do jedzenia. Przykładam dużą wagę do tego, by Madzia jadła przy stole, w kuchni czy też z nami w pokoju. Żeby to był czas poświęcony tylko jedzeniu, i to krzesełko sprawdza się w tym przypadku znakomicie. Okazało się, że wcale nie potrzebuje krzesła fotela dla dziecka, w którym ma robić w sumie sama nie wiem, co. Krzesełko z Ikei, to proste, ale jakże praktyczne rozwiązanie dla wszystkich tych, którzy nie dysponują przestrzenią w domu czy dużym funduszem. Czasami naprawdę, najprostsze rozwiązania, to najlepsze rozwiązania! I w tym przypadku się to bardzo dobrze sprawdza!

Zdjęcia oznaczone gwiazdką1

(Visited 200 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Musimy w końcu zakupić krzesełko…. 8 miesięcy minęło, radzimy sobie bez ale chciałabym usiąść przy stole z własnym dzieckiem i móc normalnie zjeść 🙂
    leżaczek-bujaczek bardzo fajna sprawa – też posiadamy ale z BringStars.
    http://www.MartynaG.pl

    • Martynag.pl i nie ma co zwlekać 🙂 Naprawdę fajnie, posadzić dziecko obok siebie, czy w kuchni, czy w salonie przy stole i jak najwcześniej uczyć, że tak się właśnie je. Sama przyjemność i dla dzieciaka, i dla Ciebie! No, choć może dla Ciebie odrobinę więcej sprzątania. Moja Madzia ma 13 miesięcy, i chce jeść zawsze z nami, dokładnie to co jest na naszych talerzach, a najlepiej to naszymi sztućcami 🙂

  • Pingback: BLW, czyli rozszerzamy dietę | MAMORKI.com()