Ułatwiamy sobie życie. Gadżety, cz.2

Łazienka. Moja córka uwielbia czas kąpieli, pluskanie się i nieustannie próbuje pływać, co dobrze wróży na przyszłość. Ja, z życiową ułomnością nieumiejętności pływania (no, może na dno nie pójdę ale też lepiej czuję się na dnie i pod wodą, niż nad nią ;)), będę nakłaniać ją do pływania i chodzenia na basen. Na razie bawimy się w domowym zaciszu i idzie nam to całkiem sympatycznie.

Co zrobić, by było ciekawie ale jednocześnie bezpiecznie? Mam trzy patenty, czyli po mojemu, trzy gadżety, które ubarwiły nam codzienne łazienkowe imprezowanie J

  1. Tub Stickers, Non-slip Stickers – Slip Doctors

Kto ma wannę ten wie, że poślizgnąć się w niej bardzo łatwo. Mnie samej zdarzyło się to jakiś czas temu i od razu miałam przed oczami scenę, w której przydarza się to mojemu dziecku. Wtedy już wiedziałam – muszę poszukać czegoś antypoślizgowego.

Nie chciałam żadnej maty. Nie podobają mi się, często nie są wystarczająco stabilne, nie przywierają do powierzchni wanny tak, jak powinny. Wzory są mało ciekawe. I mogłabym tak wymieniać…

Szukałam dla takiej maty alternatywy i chociaż założyłam sobie na początku, że nie przemienię łazienki w plac zabaw dla dziecka, tak z czasem pewne swoje ustalenia naginałam pod znalezione gadżety. Jednym z takich gadżetów są właśnie naklejki antypoślizgowe do wanny.

Kapitalnie przyklejają się do dna. Można odnieść wrażenie, że ich powierzchnia jest pokryta malutkimi kryształkami (to złudzenie oczywiście), dzięki czemu bardzo fajnie połyskują pod wodą, są lekko chropowate ale absolutnie nie ranią w dziecięce stópki. Mają żywe kolory i Mia uwielbia wpatrywać się w nie, kiedy wchodzi do wanny albo już wtedy, gdy napuszczam do niej wodę.

IMG_20141217_100525

Minus taki, że trzeba ich kupić więcej, by faktycznie pokryć dno ale uważam, że warto. Raz przyklejone nie zmieniają położenia, dziecko może śmiało po nich chodzić i co najważniejsze, nie poślizgnie się. Przyciągają uwagę podczas kąpieli, no i wanna nie jest już tak nudnym miejscem, jak zawsze. My skusiłyśmy się na kaczki, żaby i rybki Nemo, ale jeszcze rozważamy żółwie 🙂

  1. Koo-di Bath Tap Protector

Nasz dom odkupiliśmy od młodej rodziny z dzieckiem, niewiele, może z pół roku starszym od naszej Mii. Będąc jednak w łazience można odnieść wrażenie, że została urządzona zanim poprzednim właścicielom pojawiła się na świecie córka. Nikt bowiem, o zdrowych zmysłach, na instalowałby baterii w wannie o tak ostrych krawędziach wiedząc, że będzie w niej kąpać się dziecko. Ja sama kilka razy, zapominając o tym kranie, huknęłam w niego kolanem lub udem i tylko w myślach przeklinałam tego, kto to zaprojektował.

Koniecznie musieliśmy coś z tym zrobić, inaczej życie  mojego dziecka byłoby w kąpielowym niebezpieczeństwie (śmiejcie się, ale wyobraźnia matki robi jednak swoje). I tak wyszukałam ochraniacz na kran.

Wersje takich ochraniaczy są bardzo różne. Począwszy od tych najtańszych, przeważnie dmuchanych coś w stylu piłki plażowej, po egzemplarze za ponad 70 funtów! Postawiłam na zdrowy rozsądek i wybrałam taki ze średniej półki cenowej i jak na razie, spisuje się. Nakłada się taki ochraniacz na kran… i w zasadzie tyle 🙂 Jest twardy ale przy ewentualnym uderzeniu główką dziecka o niego, nie grozi nam wielki guz, bo jest wykonany ze specjalnego tworzywa amortyzującego takie wypadki. Przy wylocie, gdy woda leci za gorąca, zmienia się kolor materiału na jasny. Jak widzicie na zdjęciu, nasz kran jest szeroki, ale ochraniacz bez problemu się dopasował. Kolory, kształt – nasza dziewczynka bardzo szybko przyjęła jego obecność do wiadomości i szczerze mówiąc, nie zwraca nawet na niego uwagi, co nawet jest dobre. Krany i kurki do odkręcania wody są dla niej daleko poza kręgiem zainteresowania. Przynajmniej na razie 🙂

1418810849080

  1. Farbki fluorescencyjne

Kiedy nasza pierwsza wanienka do kąpieli okazywała się być już za mała, nieporęczna wręcz, szybko zapadła decyzja o kąpielach w normalnej wannie. Pomyślałam, że dobrze byłoby zrobić ciekawy wstęp dla Małej do takiej nowości i wymyśliłam malunki na ścianie za pomocą farb fluorescencyjnych.

Kupiłam taki zestaw, do tego specjalną żarówkę z czarnym światłem (tzw. black light) i voilà! Mia wpatruje się w nie, jak zaczarowana. Bywa, że ratuje nam to sytuacje, gdy dzieciątko jest już zmęczone, coraz bardziej marudne i trzeba chwilowo oderwać jej myśli od ewentualnego płaczu, zrzędzenia i wiercenia się. Świecące w ciemności kwiatki, serduszka, gwiazdki i balony to niezły zbiór maminych zdolności artystycznych 😉 Następnym razem pojawią się motyle, słońce i chmurki ale coś mi mówi, że na przyszłość, tematycznych malunków będę musiała wymyślić zdecydowanie więcej!

IMG_20141112_013534

(Visited 115 times, 1 visits today)

You Might Also Like