Test Papp-a, robić nie robić – oto pytanie!

Nic w świecie nie jest idealne. Szkoda, bo chciałoby się by było inaczej, ale nic z tego. To samo tyczy się badań, przeprowadzanych u kobiet w ciąży, w tym tych dla nas najważniejszych – genetycznych, które umożliwiają wykrycie różnych nieprawidłowości w rozwoju dziecka już na bardzo wczesnym etapie. Test Papp-a, po USG genetycznym, jest najczęściej wykonywanym tego typu badaniem.

Czy jednak warto ryzykować statystyką? Bo dla przypomnienia, test ten nie podaje żadnych rozstrzygających wyników, a jedynie szacowane ryzyko wystąpienia wad.

W zależności od tego kogo zapytacie, taką odpowiedź dostaniecie. Osoby, które miały robiony test Papp-a z wynikiem prawidłowym powiedzą, że tak. Jak dla przykładu autorka bloga oczekując.pl w swoim niedawnym wpisie na temat badań prenatalnych. Możecie u niej zobaczyć zarówno zdjęcia, jak i wyniki. Pogratulować! Jeśli natomiast traficie na osobę, w tym również mnie, którym wyniki te nie wyszły pomyślnie, wtedy nie będzie to już jednoznaczna odpowiedź. Bo to igranie z ogniem, a dokładniej potencjalnym stresem, którego nikomu nie polecam.

By kontynuować ten temat, musiałam się sama tak właściwie zastanowić nad tym co mam Wam powiedzieć. Bo w tym przypadku robić czy nie robić to jest naprawdę ogromne pytanie!

Odpowiedź dla Was mam, ale chciałabym Was jeszcze zatrzymać na chwilę. Zacznę od tego, że jestem naprawdę zagorzałą zwolenniczką korzystania z wszelkich zdobyczy współczesnej medycyny. Żyjemy w czasach ogromnych możliwości i wierzę, że medycyna ma nam życie zdecydowanie ułatwiać a nie utrudniać. Idąc tym tropem, powinnam być oczywiście ZA takim badaniem, ale w tym przypadku jego mało precyzyjny wynik, w tak ważnej sprawie, każe mi się jednak zastanowić. 

No bo komu oceniać czy ryzyko urodzenia dziecka z wadą jak 1 do 300 to ryzyko wysokie czy niskie (poziom przyjęty jako granica między wynikiem pozytywnym a negatywnym). Pewnie gdyby szansa na wygraną w toto lotka była jak 1 do 300 zamiast 1 do 13 milionów to grałabym non stop, ale takie ryzyko urodzenia chorego dziecka? 1 na 300. Kto ryzykuje? Oczywiście, taki lub zbliżony wynik test Papp-a będzie wskazaniem do dalszej diagnostyki. Tylko czy ten ogromy stres jest potrzebny, skoro:

Około 70% ciężarnych wykonujących zabieg amniopunkcji czy biopsji kosmówki rodzi dzieci zdrowe. Oznacza to, że tylko 30% wyników testu PAPP-a zaklasyfikowanych jako „nieprawidłowe” czy „dodatnie” potwierdza się w badaniach rozstrzygających. Duże znaczenie przy obliczaniu ryzyka urodzenia chorego dziecka ma wiek matki. Stąd też starsze kobiety często mają gorsze wyniki badań przesiewowych

Same założenia co do testu są z pewnością słuszne. W czasach gdy amniopunkcja była jedyną metodą diagnostyki a jak wiadomo, niesie ona za sobą ryzyko poronienia, wynalezienie takiego nieinwazyjnego badania było bardzo dobrym rozwiązaniem. Testowi Papp-a mogą się poddać zarówno kobiety z grupy zwiększonego ryzyka czyli te, które mają więcej niż 35 lat, ale również i młodsze. Wcześniej one nie były badane, gdyż ryzyko było określane jako niewielkie, mimo iż 70% dzieci z zespołem Downa rodzą kobiety które jeszcze nie osiągnęły tego wieku.
Co dla mnie w tym badaniu jest najbardziej problematyczne to rozbieżność i szacowana skuteczność wykrywania choćby wspomnianego zespołu Downa. We wszystkich artykułach poświęconych temu testowi możemy przeczytać, że ma on 90% skuteczności i wykrywa 9 na 10 przypadków choroby u dziecka. Brzmi naprawdę nieźle. Tylko choćby mój wynik, z ryzykiem na poziomie 1:336 w przypadku ZD czy 1: 165 w przypadku zespołu Patau’a gdzie mnie plasuje na tej 90% skali skuteczności? To nadal są tylko cyfry i nic poza tym.

O ten aspekt dopytałam ostatnio w klinice, do której trafiłam po tym felernym teście, gdzie obecnie prowadzę ciążę. Otóż, to nie do końca jest 90% skuteczność wyniku, ale bardziej czułość testu na różne odchylenia od normy. A to już zmienia postać rzeczy i jest bardziej zrozumiałe. Test jest bardzo czuły, więc wyłapuje nawet najmniejsze odchylenia, ale w żaden sposób nie daje 90% pewności wyniku. Dodatkowo ostatnio trafiłam na bloga dziewczyny, która mimo szacowanego niskiego ryzyka, urodziła dziecko z zespołem Downa i dzieli się teraz ze światem swoimi spostrzeżeniami. U niej we wpisie o badaniach prenatalnych znajdziecie stwierdzenie „złudnego poczucia bezpieczeństwa”  jakie dały jej te badania. I dziwicie się?

Jeśli chcecie dokładnie przeczytać co i jak z tym testem, bo przyznam, że nie będę tutaj powielać licznych technicznych aspektów związanych z całą procedurą, zajrzyjcie sobie choćby pod te 2 linki:

Dowiecie się tam co, kto, gdzie i kiedy.

A jeśli chodzi o to, co ja mogę Wam powiedzieć w tej kwestii to to, że niestety nie ma idealnego rozwiązania. Za sobą mam jedną, w 100% zdrową ciąże bez żadnych komplikacji, w której o żadnych tego typu testach nawet nie słyszałam. Teraz jestem w drugiej a za sobą mam już całą masę badań, z amniopunkcją na czele. Spodziewamy się zdrowej, prenatalnie przebadanej na wszystkie strony dziewczynki. Mając na swoim koncie te kilka doświadczeń powiedziałabym, że przede wszystkim:

–> warto wybrać dobrego lekarza do zrobienia USG genetycznego między 10 a 14 tygodniem. To USG bowiem stanowi podstawę do dalszego badania. Przy prawidłowych parametrach z profesjonalnie wykonanego USG, na odpowiednio zaawansowanym sprzęcie, nie ma potrzeby wykonywania testu Papp-a. 

–> warto się nie spieszyć! Wiem, że wszystkie czekamy na to USG w 12 tygodniu jak na zbawienie. Większość z nas dopiero wtedy ogłasza światu, że jest w ciąży, że wszystko jest dobrze. Zaczynamy się w pełni cieszyć. Ale pośpiech jest tu marnym doradcą. Trzeba spróbować trafić w mniej więcej 12, 13 tydzień, tak by dzidziuś już miał te swoje 50mm. Do diagnostyki USG i testu Papp-a dziecko powinno mieć minimum 45mm. Wiecie jak to bardzo niewiele? Ocena parametrów na takim maleństwie jest wyjątkowo trudna. Dajmy naszej fasolce podrosnąć! Warto przy tym obliczaniu nie kierować się datą i tygodniem wynikającym z ostatniego okresu, a z wieku ciąży z USG, które myślę, że większość z nas ma wykonane jeszcze przed 10 tygodniem. To wtedy najdokładniej określa się wiek płodu i czas porodu. Odliczajcie od tej daty. 

–> Jeśli podejmujecie decyzję na tak, warto umówić się od razu po wynikach na wizytę. Czas oczekiwania na pełen wynik (USG+krew) to od 5 dni do tygodnia w zależności od miejsca. Przy dobrym wyniku wizytę zawsze można odwołać, ale przy każdym innym wariancie, dobrze od razu pójść skonsultować się z lekarzem w temacie tego co dalej. A opcji do rozważenia jest dobre kilka. 

Inaczej nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy ten test robić czy nie. Bo jednoznacznie się po prostu nie da. Tak jak z tego testu nie otrzymacie jednoznacznego wyniku. Niestety. Bo jak wspomniałam na wstępie, idealnie nie istnieje!

test pappa robic nie robic

(Visited 3 047 times, 2 visits today)

You Might Also Like

  • Pingback: Aborcja czy Abstrakcja? Kto powinien decydować? - MAMORKI.com()

  • Pingback: Amniopunkcja, czy jest się czego bać? - MAMORKI.com()

  • Nata lia

    Przytoczę fragment „urodziła dziecko z zespołem Downa i dzieli się teraz ze światem swoimi spostrzeżeniami. U niej we wpisie o badaniach prenatalnych znajdziecie stwierdzenie „złudnego poczucia bezpieczeństwa” jakie dały jej te badania. I dziwicie się?” złudne poczucie bezpieczeństwa? Wyraźnie Pani Mama miała napisane ze lekarz proponuje dodatkowe badania, bo ryzyko urodzenia chorego bobaska jest duże i niestety potwierdziło się, to była decyzja matki czy zrobi kolejne testy czy nie, więc słowo „złudne” wydaje się tu nie na miejscu.

    • Wiesz co czytam swój wpis i ten przytaczany i nie wiem w sumie do czego się odwołujesz. Mamie Tymka właśnie wprost przeciwnie, lekarz proponował nie ze względu na duże ryzyko, a o tak, bo w pewnym wieku jest to proponowane a teraz po prostu staje sie powszechną normą. Co do mojej osoby… długą historię opisałam, też składało się na to kilka czynników. Dzis nie zrobiłabym tego testu a od razu bardziej zaawansowane badanie genetyczne….