Śląskie zagłębie basenowe, czyli gdzie te fajne baseny?

Nie wiem jakim sposobem, ale nie jestem w stanie w okolicach Warszawy znaleźć tak fajnych basenów jak na Śląsku. Za każdy razem gdy jadę w rodzinne strony, trafiamy gdzieś. Może to jednak moje kiepskie zdolności zaawansowanego wyszukiwania w google, ale jednak. Gdy jestem w Katowicach wystarczy wpisać „basen dla dzieci” by trafić na co najmniej kilka naprawdę fajnych przybytków do których dojazd zajmie nie więcej niż 15-30-45 minut.

Oczywiście takie fajne baseny („fajne” czyli z atrakcjami dla dzieci) mają swoje plusy i minusy. Dla przykładu mój dzieć na zwykłym basenie po prostu uczy się pływać bo możliwości innych szaleństw są siłą rzeczy ograniczone. Ale kto nie chciałby wyjściem na basen sprawić dziecku też najzwyczajniej w świecie frajdy? No kto? Plus w odpowiednio przemyślanej strefie dla dzieci, nawet rodzice mogą mieć frajdę. Bo jeden, ten który jak akurat pilnuje faktycznie może się odprężyć nie martwiąc się, że dziecko zaraz się przewróci czy zrobi sobie jeszcze inną krzywdę, podczas gdy drugi ma realną szansę w końcu nie pluskać się, a popływać.

No więc basen. Lubimy basen. Z mężem sami zwykliśmy dużo pływać. Chcemy by nasze dzieci również nie bały się wody. Starsza bać się nie boi. Młodsza… się jeszcze okaże. Ale od basenów nie stronimy a wprost przeciwnie, uważamy to za jedną z fajniejszych rodzinnych rozrywek.

Co sama cenię sobie w dobrym, przyjaznym dziecku basenie? Tak wiem, zaczęłam od atrakcji, ale w gruncie rzeczy to nie do końca prawda. Najważniejsza to dla mnie przestronna szatnia, przebieralnie, prysznice i suszarki. To ta otoczka kradnie moje serce w pierwszej kolejności. Bo to ja muszę jakoś te dzieci ogarnąć. A wejście i wyjście z basenu to jest największe rodzicielskie wyzwanie.

Na basenie na który chodzimy na co dzień, są osobne szatnie (męskie i damskie) nad czym bardzo ubolewam. Lubię, gdy szatnie są mieszane, a przynajmniej choć jedna koedukacyjna gdzie oboje rodziców może uskuteczniać próby ogarnięcia swoich dzieci. Jest się wtedy po prostu łatwiej zorganizować. Dlatego u nas też rzadko całą rodziną chodzimy na basen. Ale gdy tylko wyjeżdżamy, korzystamy z okazji i tego… co jest pod ręką.

A na Śląsku co najmniej dwa miejsca zrobiły na mnie naprawdę ogromne wrażenie!

Wodny Park Nemo w Dąbrowie Górniczej to jeden z takich właśnie basenów. Tak właściwie jest to cały kompleks rozrywkowy gdzie również można grać w bilard czy kręgle, ale pływalnia stanowi odrębną cześć. Stylistyką i już nazwą nawiązuje do powieści Juliusza Verne’a „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi” i Kapitana Nemo. Jest to taki basen, na który aż chce się iść. I odkąd tam trafiłam to tak sobie marzę właśnie o czymś takim w mojej warszawskiej okolicy… ale to sobie pewnie chwilę pomarzę.

wodny park Nemo basen

Nemo jest duży i przestronny. Atrakcji jest w sam raz a nawet w strefie rekreacyjnej, gdzie siłą rzeczy umieszczone są dziecięce zjeżdżalnie, statek i brodzik jest miejsce by i dorosły trochę popływał. Choć może co by Was nie oszukiwać z tym pływaniem, mnie głównie na biczach wodnych można znaleźć lub masażach, które przynoszą taką ulgę zmęczonym, napiętym plecom.

Jeśli interesują Was szczegóły, oczywiście polecam oficjalną stroną, by z pływalnią się zapoznać. Bo o ile bliżej Wam do Dąbrowy Górniczej, niż Rudy Śląskiej, to jest to najlepszy adres.

Ale… w odrobinę inną stroną, właśnie w Rudzie, jest drugi basen a dokładniej Aquadrom, który obecnie sam opisuje siebie jako jeden z najnowocześniejszych parków wodnych na Śląsku. No i pewnie coś w tym jest.

W Aquadromie szatnie są olbrzymie, człowiek nie obija się o szafki, pryszniców jest pod dostatkiem i chyba tylko zejście po dosyć wysokich schodach do strefy basenowej jest, no małym, ale malutkim wyzwaniem. Trzeba zarówno siebie, jak i dzieci pilnować. Jednak jak już się na pływalnie dostaniemy to radość gwarantowana.

Przyznam, że do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem bajtel zatoki, czyli dziecięcej strefy tego basenu.  I choć Starsza Młoda nie może przestać o zjeżdżalni opowiadać, ja z perspektywy matki powiem Wam coś zupełnie innego. Wiecie jaki tam jest fajny kibelek dla dzieci?

Serio, tuż przy strefie dziecięcej, jest taki jakby grzybek w którym schowane są toalety dla najmłodszych. Mają te śmieszne mikrokibelki, umywalkę prawie na poziomie podłogi i osobne pomieszczenie z przewijakiem dla najmłodszych. Czy już to Was kupuje? Bo mnie w 100 procentach.

Oczywiście jest tam też wiele innych atrakcji. Wszystkie zresztą opatrzone lokalnymi nazwami. Chebzie pętla, Wirek czy Zjazd na Nowy Bytom. Aż pisząc to się uśmiecham. Autor by kreatywny. I choć ja to znowu, głównie na masażach wodnych urzędowałam, tak połówek Mąż bawił się wręcz jak dziecko.

Jednym słowem, jeśli przypadkiem traficie na Śląsk a pogoda nie pozwoli na piesze wycieczki czy wizytę w otwieranym od nowa Śląskim Wesołym miasteczku, które (teraz, słuchaj Diana!) zwane będzie Legendią, to warto zajrzeć na jeden z tych basenów. Zabawa gwarantowana. A w nagrodę?

Zmęczenie dziecka i wcześniejszy sen, równoznaczny z wolnym wieczorem dla rodziców. No chyba, że też padniecie po przygodach wodnych!

nemo wodny park basen

 

(Visited 215 times, 1 visits today)

You Might Also Like