Skurcz czy nie skurcz? W gąszczu objawów zwiastujących poród.

Poród. Nawet jeśli w ciąży nie jesteśmy, od czasu do czasu przechodzi nam przez myśl pytanie, jak to jest, jak boli, czy da się jakoś znieść. Jednak po krótkiej chwili kontemplacji temat jak się zjawił tak znika w natłoku innych myśli. Gdy jednak jesteśmy już w ciąży, rzecz zaczyna dziać się na poważnie. Zastanawiamy się nad tym ciut częściej, odrobinę dłużej. Na szkole rodzenia mamy nadzieję, że uda się nam temat jakoś oswoić. Że ta nieznana, będzie trochę mniej nieznana. Po to tylko by już na finiszu, mieć w głowie tylko jedną myśl. Czy ten skurcz to już? Czy może jeszcze nie?

O ile nie czeka nas planowane cięcie cesarskie, chyba wszystkie się nad tym zastanawiamy. Słyszałam co prawda, że są takie wśród nas, które budzą się w środku nocy i po prostu wiedzą, że to już. Nie wiem skąd. Nie wiem jak. Ponoć mamy taką moc. Aczkolwiek powtarzam tylko zasłyszaną teorię, bo to zdecydowanie nie mój przypadek. Dwa porody później, gdyby przyszło mi raz jeszcze spodziewać się dziecka, nie dam sobie głowy urwać, czy wiedziałabym, że JUŻ to napewno to JUŻ.

Różne mądre portale, artykuły i wpisy bardzo konkretnie wyliczają symptomy zbliżającego się porodu. Znajdziemy wśród nich:

Obniżenie brzucha

Jest to efekt odpowiedniego ułożenia się dziecka w macicy do wyjścia na świat. Nie jest jednak żadną regułą. Już w dwóch przypadkach słyszałam jak to jeszcze mam czas bo brzuch tak wysoko… Starszą córę urodziłam trzy dni później. Młodsza to się w ogóle pospieszyła na świat!

Odejście czopa śluzowego

Można pomyśleć, że niby czego? Ot takiej śluzowej zatyczki, która zamyka szyjkę macicy. W każdym jednym artykule na temat objawów porodu pojawia się ten wpis, jednak dla mnie to raczej zjawisko z tych w stylu „ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Widziałyście? 🙂

Odejście wód płodowych

Pech chciał, że gdy przed pierwszym porodem usiłowałam zaczerpnąć informacji o skurczach porodowych od koleżanek, które poród miały już za sobą, u wszystkich zaczęło się od odejścia wód. Mówię pech bo statystycznie zdarza się tak jednak bardzo rzadko. Wody odchodzą już w zaawansowanej fazie porodu lub wręcz pęcherz z wodami przebijany jest mechanicznie przez położną w jego trakcie.

Zmiana samopoczucia

Dużo trafniej określana jako potrzeba wicia gniazda. I całkiem dobrze bo przecież która z nas nie ma wahań nastroju? Do tego nawet ciąża nie potrzebna, a co dopiero poród. Za to z tym wiciem gniazda to inna sprawa, bo faktycznie… zaczynamy się szykować. Prasowanie… czyszczenie… wycieranie… przekładanie. Znalazłabym tutaj jakąś prawidłowość, ale żeby to symptomem nazwać? Jedne z nas wiją gniazdka już w momencie pojawienia się dwóch kresek na teście, inne na sam koniec. Podejrzana sprawa.

Biegunka lub/i wymioty

Jest to forma oczyszczania się organizmu na tuż przed. Nie rozpiszę się w tym temacie. Utnę to tak, zdarza się. Wiem coś o tym. Ale symptomem dopiero nadchodzącego porodu bym tego nie nazwała.

Skurcze

No i właśnie skurcze, to jedyne wymierne zwiastuny nadchodzącego porodu. O ile uda nam się skutecznie oddzielić te przepowiadające, zwane skurczami Braxtona-Hicksa, to wiemy, że to jest ten czas. Nie zgodzę się jednak z tezą, że skurczy przepowiadających nie sposób pomylić z tymi, które rzeczywiście zwiastują poród. Jak dla mnie jedyna różnica jest taka, że tamte jednak przechodzą, tych właściwych jedynym końcem jest pojawienie się dziecka na świecie.

Pytaniem pozostaje, kiedy wybrać się do szpitala? Jak jednak rozróżnić te fałszywe skurcze od tych prawdziwych? Są na to dwie, sprawdzone metody:

  1. Jeśli wykonywałaś jakąś czynność, podczas której skurcze się nasiliły po prostu przerwij. Połóż się. Odpocznij. I czekaj. Zmień pozycje. Czekaj. Pooddychaj trochę i czekaj. Jeśli to fałszywy alarm, powinno przejść.
  2. Ewentualnie weź ciepły prysznic lub kąpiel. Jeśli to fałszywy alarm, to z pewnością rozwieje wątpliwości. Nie ma nic bardziej rozluźniającego niż ciepła woda.

Jak dziś pamiętam podróż z rodzinnego spotkania w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Starsza Młoda urodzić się miała dopiero w okolicach 17 stycznia, a mnie w aucie tak strasznie wytrzęsło. Wysiadłam z mocnymi skurczami. Położyłam się. Wzięłam prysznic. Poszły w siną dal. Ale tylko po to by wrócić już 31 grudnia ze zwiększoną siłą, z pomocą której przyszła moja pierwsza córka na świat. Pierwszego stycznia.

Natomiast jeśli żaden z punktów powyżej nie skutkuje, proponuje zacząć liczyć skurcze. Są do tego nawet aplikacje, które można pobrać na telefon. I to był mój drugi przypadek. Wybraliśmy się z Mężusiem i Starszą do sklepu, kupić jej sandałki na lato. I to właśnie podczas zakupów poczułam pierwsze skurcze. Myślałam eeeeee tam, zaraz przejdą. W końcu jeszcze miesiąc przed nami. Jednak pomiędzy sklepowymi półkami coś przejść nie chciały. W aplikacji rozpoczęłam odliczanie. Skurcze krótkie. Rzadkie… mocno uśredniając co 7 minut. I ja rozdrażniona, z myślą jedynie by położyć się w domu. By wejść pod prysznic. To musi pomóc.

Nie pomogło.

Jeszcze tego samego dnia przed północą byliśmy w szpitalu. A polska drużyna na Euro z Portugalią przegrała. Za to nam, urodziła się z rana następnego dnia druga córeczka!

A kiedy ten szpital? Nie ma jednej odpowiedzi. Skurcze mają być silne i regularne, średnio co 5 minut. Jednak nie każda z nas nawet przy porodzie będzie miała skurcze regularne. U mnie nigdy takie nie były. Ale zawsze można wybrać się do szpitala. Jedyne co nam grozi, to powrót do domu.

Jest to za to idealny sposób by wiedzieć, że JUŻ to naprawdę JUŻ.

Pamiętacie swoje JUŻ?

skurcz-gaszcz-objawy-porodu

 

 

 

 

(Visited 321 times, 1 visits today)

You Might Also Like