Samodzielność dziecka – duma czy strach

Mama dojrzewająca. Diana nie mogła lepiej zatytułować jednego ze swoich ostatnich wpisów. Bo w tym pojęciu mieści się cała gama nas, czyli mam, które mamami, takimi a nie innymi, dopiero się stają. Czy to wraz z dwiema kreskami na teście, czy w momencie, w którym czujemy pierwsze kopniaki, czy też gdy tulimy malucha już na świecie lub jeszcze trochę później. Mamami się stajemy, i jako te mamy, dojrzewamy śmiem twierdzić dosłownie CAŁY CZAS!

Niestety w tym czasie, gdy do naszej roli dojrzewamy my, równie szybko, jak nie szybciej, dojrzewają i dorastają nasze dzieci. Zupełnie jak głosi jedno z haseł Apelu Twojego Dziecka opublikowanego na stronie fundacji Dzieci Niczyje:

Nie zapominaj jak szybko dorastam. Jest Ci zapewne trudno dotrzymać mi kroku, ale – proszę Cię – postaraj się!

Nie powiedziałabym, że jako mamy, jesteśmy w stanie o tym zapomnieć. Ale jako mamy, które chcą jak najdłużej zachować swoje dziecko dla siebie, możemy nie dostrzegać, że to nasze dziecko, jest już daleko przed nami. A to przecież nasze maleństwo! Przez 9 miesięcy było tylko nasze. Rosło w zaciszu mamusinego brzucha a my przykładałyśmy tyle energii ile się dało, by w tym brzuszku było maluchowi jak najlepiej. I nic z tego po urodzeniu się nie zmienia. Dziecko, to nasza najukochańsza kruszyna. To te małe rączki, stópki. Delikatna skóra i ciałko, które do szczęścia potrzebuje nas. A i my do szczęścia potrzebujemy jego bliskości. Poczucia, że jest mu najlepiej jak to tylko możliwe, bo my jesteśmy blisko.

I tak na naszych oczach ta mała kruszyna rośnie. Zaczyna siadać, chodzić, mówić. Uczy się każdego dnia, o każdej porze. Uczy się od świata i od nas. Widzicie na co dzień, jakie te nasze dzieci są odważne? Jak nie ma dla nich pojęcia niemożliwe? Świat stoi dla nich otworem i ważne, byśmy to czasem my własnemu dziecku tego świata nie zawęziły. Bo tak jak jego dobro, to główny cel, który nam przyświeca, tak czasem dobro dziecka, niestety wcale nie jest naszym dobrem. Bo nam trudno się rozstać, zostawić. Bo boli gdy nasz skarb w ferworze zabawy z babcią nawet nie zauważył, że nas nie ma obok. A przecież miałyśmy być zdecydowanie dłużej całym jego światem!

Nikt inny nie zna lepiej swojego dziecka niż mama. To my wiemy co lubi, czego nie. Kiedy jest chore, a kiedy ma po prostu parszywy humor. Wiemy, jak reaguje na kota sąsiada i którą czapkę lubi najbardziej. Wiemy, kiedy marudzi bo chce jeść, a kiedy bo właśnie nadeszła pora spać. Ważne jednak, by widzieć i wiedzieć też więcej. To, że nasz malec potrafi i chce na chwilę zostać sam. Że potrafi bez naszej pomocy przez 15 minut układać puzzle.  Że ciągnie go na plac zabaw nie na huśtawkę, a po to by gonić się z innymi dziećmi. Że woła, że chce do babci i potrafi z babcią i dziadkiem spacerować cały dzień. Wszystko to, na co mu pozwolimy sprawi, że będzie chłonął jeszcze więcej. A chłonie świat jak gąbka wodę. Jak kwiat promienie słońca.

Myślę, że w ogromnej większości wiemy kiedy i na co nasze dziecko jest gotowe. Ale czasami, to bardziej nam, niż naszym pociechom towarzyszy strach. Ja już dawno temu ten strach postanowiłam przekuć w dumę. Spróbujcie, szczerze polecam 🙂

A powodów do dumy nasze dzieci dają nam bez liku. W związku z tym ja mam wrażenie, że dumna jestem cały czas :D. Z tego, że radośnie idzie do żłobka. Że sama zakłada buty. Że próbuje mozolnie wciągać spodnie. Że sama zjada zupę. Że mam iść z tyłu bo to ona właśnie prowadzi wózek. Jestem dumna z jej każdej żłobkowej pracy. Gdy pierwszy raz zaśpiewała nam w swoim narzeczu „To lat, To lat” (Sto lat, sto lat”) czy też „Ja kotek, ko kotek” czyli „Wlazł kotek na płotek”. Te momenty, w których tak dobitnie widzę jak rośnie i jaka już jest duża sprawiają, że co prawda tak, jest taka mała chwila, w której myślę sobie jak ten cholerny czas zapierdziela, że kiedy to wszystko zdążyło się zadziać. Ale zaraz potem patrze na jej uśmiechniętą twarz i widzę samą radość. Jaka ona jest dumna z siebie, a ja – z niej.

samodzielność dziecka duma strach

Do pewnego rozwoju wydarzeń, ja siłą rzeczy byłam zmuszona. Zmuszona przez powrót do pracy. Czy gdybym nie musiała (mus czy nie mus, to temat na zupełnie osobny wpis) dalej posłałabym Młodą do żłobka? Z pewnością nie na przysłowiowy pełen dzwon. Ale na jakąś chwilę, z pewnością tak. A jak nie do żłobka, to na jakieś zajęcia. Kilka godzin dziennie co któryś dzień. Czy tak wcześnie jak zaczęła żłobek, a miała wtedy rok i miesiąc? Nie, pewnie ciut później. Jak duże CIUT, ciężko stwierdzić.

Ale dzisiaj, gdy widzę, ile moje dziecko potrafi, postąpiłabym podobnie. Bo nie wiem czy sama byłabym w stanie będąc cały czas sam na sam z nią, zaoferować jej taką różnorodność aktywności jakie ma tam. Czy wszystkich potrzebuje? Pewnie nie. Ale to tam rysuje, maluje farbami, kredkami, rękami. Ma zajęcia z rytmiki. Tańczy, uczy się śpiewać pierwsze piosenki i tworzy swoje pierwsze prace. Nie wiem, czy ja bym tak umiała. Poświęcić czas jej, na zabawę i rozwój, a nie na to, że zaraz trzeba zjeść kolejny posiłek, który sam się przecież nie zrobi. Że trzeba wstawić pranie. Posprzątać lub komputer odpalić.

Prawda jest taka, że podejmujemy całe mnóstwo decyzji za nasze dzieci. Wszystkie, by było im jak najlepiej. Ale nie pozwólmy by kiedykolwiek nasz strach czy smutek sprawiły, że nie dojrzymy tego, jak nasze dziecko rośnie i się zmienia. Zmienia z tego maluszka w coraz większego, choć dla nas zawsze małego człowieka. Musimy pozwolić sobie nadążyć za tymi naszymi pociechami, by towarzyszyć im przez całą drogę, jaką jest dorastanie. W poczuciu dumy z ich osiągnięć, bo strach, i tak nam będzie towarzyszył na co dzień!

samodzielność dziecka duma strach

 

(Visited 206 times, 1 visits today)

You Might Also Like