Sam na sam w samochodzie z niemowlęciem, czyli kilka rad mobilnej mamy!

Wszelkie wyprawy z dzieckiem, to prawie jak podróż na drugi koniec świata. Gdy jedziemy we troje (lub czworo, pięcioro etc), to jeszcze jakoś wspólnymi siłami można dotrzeć z punktu A do punktu B bez większych komplikacji. Jeden rodzic prowadzi auto, drugi, siedząc koło dziecka na tylnej kanapie w co gorszych chwilach robi z siebie wariata, wszystko, byle dotrzeć na miejsce bez większych wrzasków. Ale co zrobić, by przetrwać podróż z dzieckiem sam na sam? Jako zmotoryzowana i mobilna mama, mam kilka pomysłów i rad. Ciekawa jestem co Wy na to :).

Najważniejszym gadżetem mobilnej mamy jest lusterko. Nie takie zwykłe samochodowe, ale lusterko, które pozwoli nam widzieć naszego bąbla, gdy siedzi w foteliku na siedzeniu z tyłu. Np. o takie:

20141203_155622000_iOS

Dlaczego jest to taki ważny gadżet? Bo pozwala nam widzieć, co porabia maluch a przede wszystkim, czemu jak akurat zdecydował się krzyczeć w niebogłosy. Samemu krzykowi z pozycji prowadzącego pojazd nie zapobiegniemy, ale przynajmniej możemy być spokojne, że dziecku nic złego się nie dzieje. Lusterko nie jest oczywiście potrzebne, jeśli wozimy dziecko w foteliku obok kierowcy (koniecznie przy wyłączonej poduszce), ale wiadomo, że najbezpieczniejszym miejscem w samochodzie dla dziecka, jest jednak tylna kanapa.

Jak już jesteśmy wyposażone w lusterko, możemy wyruszać. Warto przed drogą sprawdzić 4 najważniejsze rzeczy, czyli czy dziecko jest najedzone, czy ma sucho w pieluszce, czy jest odpowiednio ubrane (w fotelikach bywa dzieciom naprawdę gorąco) no i czy jest bardzo zmęczone czy też dopiero co się obudziło. Bardzo wiele zależy od ostatniego punktu. Dlaczego?

Prosta sprawa. Wbrew pozorom wyjazd ze zmęczonym dzieckiem to nie jest złe rozwiązanie. Duża szansa na to, że bąbel pójdzie spać za pierwszym zakrętem a my w spokoju dotrzemy do wybranego przez siebie punktu docelowego. Jak dziecko śpi, nic tylko jechać w siną dal.  Jeśli jednak nie śpi, i się na to nie zanosi – tutaj musimy ponownie się odrobinę wysilić.

Oczywiście ważne są zabawki. Dziecko, które z jakiegoś powodu nie idzie spać w samochodzie, dobrze, żeby miało co robić. W lusterku widzi odbicie mamy, tragedii nie ma, no ale co robić w tak nudnej i niewygodnej pozycji? Najlepiej byłoby się czymś pobawić, czymś co ma szanse przyciągnąć uwagę dziecka na dłużej niż pięć minut. Klucz do sukcesu? O ile gdy maluch jest bardzo malutki, wystarczy cokolwiek co się świeci, trąbi lub szeleści. Natomiast już starsze, bardziej wybredne niemowlę, najlepiej uzbroić w odpowiednią ilość przyczepianych zabawek. Czemu przyczepianych? Bo nauczona doświadczeniem naprawdę wolę unikać krzyków spowodowanych utratą przez dziecko zabawki, która w ferworze akcji wyleciała poza zasięg rączek dziecka.

Przy zabawkach jest jednak pewna pułapka – pamiętajcie, że nie chcemy, by zbytnio wymyślne zabawki, zbudziły nam bąbla, gdy ten zmieni zdanie i jednak w połowie drogi zdecyduje się przymknąć oko (wiszące grzechotki – kiepski pomysł).

Poza lusterkiem i zabawkami, przydatna jest również muzyka. Jeśli wiemy, że nasz maluch lubi jakieś konkretne dźwięki, warto mieć w zanadrzu płytę na czarną godzinę. Czasem ulubiona piosenka, słuchowisko czy bajka potrafi uspokoić zdenerwowanego małego pasażera. Można spróbować też zagłuszyć wrzaski dziecka, a nóż widelec z zaskoczeniem stwierdzi, że nie ma po co tyle krzyczeć. U mnie, o dziwo, metoda na „zagłuszacza” sprawdza się nad wyraz dobrze. Mam wrażenie, że moje dziecko to jednak będzie muzykalna bestia :).

Czy można zrobić coś jeszcze? A no można. I dla mnie to ostatnia deska ratunku. Trudna do zastosowania w trakcie jazdy, ale warta przemyślenia, gdy dziecko już na wstępie się mocno buntuje. Mimo, że jestem raczej przeciwnikiem wystawiania dziecka już od najwcześniejszych chwil życia na wszechobecną telewizję i przekazy mediowe, tak piosenki z youtube’a sprawdzają się zawsze i wszędzie. Warto mieć wypróbowany zestaw dobrych dziecięcych hitów (my najczęściej korzystamy z poniższej playlisty https://www.youtube.com/watch?v=ZR2mDuzRS8A poleconej przez pewną zaprzyjaźnioną mamę) pod ręką. Ja nie mam specjalnego uchwytu – udaje mi się telefon wmontować na pasek, który dziwnym trafem jest na środku tylnej kanapy w moim samochodzie. Wiem też, że można telefon umieścić pod zagłówkiem przy odrobinie szczęścia. Dla osób pragnących czegoś bardziej wyrafinowanego – z pewnością w sprzedaży też jest coś dostępne.

Przyznam, że teraz zaczynam rozumieć fenomen samochodowych DVD i innych tego typu urządzeń. Można by powiedzieć, że przecież kiedyś obywało się bez takich gadżetów. Sama pamiętam jak maluchem z Katowic jechaliśmy całą rodziną nad morze, i jakoś dawaliśmy radę bez takich wynalazków. O czym zapomina się jednak dosyć często, to to, że wtedy nikt nas nie wpinał na sztywno w samochodowy fotelik i kazał siedzieć w jednej pozycji przez całą drogę. A to nie wydaje być się przyjemnym doświadczeniem.

Jestem ciekawa jak z Waszą mobilnością. Czy zdarza Wam się gdzieś jeździć z Waszymi maluchami? Macie jakieś swoje metody na to, by spokojnie przetrwać podróż? Chętnie się dowiem, jakie jeszcze są sposoby na spacyfikowanie małego podróżnika :).

20141203_155400000_iOS

(Visited 146 times, 1 visits today)

You Might Also Like