Rytualnie o rytuałach!

O tym, że rutyna i przewidywalność, wzniośle zwane rytuałami, są bardzo ważne w życiu dziecka wie każda matka. Dowiadujemy się tego już na samym początku drogi, jak jesteśmy w ciąży lub tuż po urodzeniu dziecka. Czytamy o tym w poradnikach i wpisach na blogach. Tymczasem, czy zdarza Wam się wątpić w słuszność tej teorii? Jeśli tak, to zapewne jesteście w miejscu, w którym sama byłam jakiś czas temu. Rytuały były, bo być powinny, ale dowodów na ich bezpośrednie przełożenie na naszą rzeczywistość można było szukać na próżno. Dzieliły los przysłowiowej igły w stogu siana.

Nastawiona więc wyjątkowo sceptycznie, do skuteczności wyżej wymienionych metod, ze skruchą muszę przyznać, że chyba jednak coś w tym było, a raczej jest. Jeśli nie widzicie jeszcze wymiernych efektów Waszych starań u półrocznych (miesięcznych lub rocznych) maluchów, apeluję – BĄDŹCIE WYTRWALI. W końcu nadchodzi TEN moment.

W ferworze dnia codziennego, ten moment, w którym Wasz mozolnie wypracowany system małych rytuałów zaczyna przynosić wymierne efekty, możecie go po prostu nawet nie zauważyć. Przerobiłam to na własnej skórze. Dotarło to do mnie stosunkowo niedawno, gdy przyszło nam późno wracać z przyjęcia rodzinnego i siłą rzeczy zastanawialiśmy się, czy w ogóle w takich okolicznościach pójdziemy spać. Okazało się, że to, co działa u nas na co dzień, było równie skuteczne i w tym przypadku. Bo nie ważna była godzina, ważne były tzw. okoliczności przyrody! 🙂

O okoliczności usypiania Młodej dbałam od samego początku. Chyba dlatego, że sama tak bardzo lubię spać, i perspektywa wieloletnich, długich, nieprzespanych nocy mnie po prostu przerażała. Usypiania w dzień nie opanowaliśmy do tej pory, ale nie można mieć przecież wszystkiego. Cieszę się, że kiedy przychodzi wieczór, już wszyscy wiemy, co i jak.

A jak?

U nas wieczorny rytuał wygląda dosyć standardowo. Zasłaniamy zasłony by w pokoju było odpowiednio ciemno. Włączamy lampkę nocną, która u nas świeci lekkim różowym światłem i odpalamy kołysanki, które Młoda dostała, jako jeden z prezentów po urodzeniu. Te kołysanki lecą naprawdę za każdym razem, codziennie wieczorem, nawet na wyjazdach jak tylko mam radio, a nawet sama śpiewam już większość z nich! W tym czasie leci już woda do kąpieli. Wcześniej była to wanienka, teraz się dziecko pluska w głębokim brodziku, który zastępuje wannę. Potem trochę się pluskamy (pod hasłem „plusku plusku Panie Tusku 😛 ), myjemy i wychodzimy. Suszymy włoski, czyścimy ząbki, wkładamy piżamkę i idziemy do pokoiku, gdzie dokonuje się pozostała część pielęgnacji dziecia, by całość zakończyć w łóżeczku. Wtedy jest mleczko, mała lampka Barbapapa i szumiący szumiś. I idziemy spać!

Oczywiście całość procesu się trochę zmieniała w czasie, bo wiadomo, dziecko rośnie jak na drożdżach i jego coraz to nowe umiejętności determinują coraz to nowsze podejście do rytuału, natomiast ramy pozostają te same. Szumiś stosunkowo późno dołączył do procesu, ale naprawdę spisuje się świetnie, choć obawiałam się, że działa tylko na malutkie maluszki. Całe szczęście okazało się, że nie.

Naprawdę wcześniej, dopóki nie przyszło nam kłaść Młodej o tak niestandardowej porze, w ogóle nie zwracałam uwagi na to, co robimy. Tak po prostu robiliśmy i już, trzymając się w miarę możliwości schematu. A dopiero w tamtym momencie spojrzałam na to jak na pewien proces. W momencie, w którym zaczynamy, Młoda już wie, że teraz będziemy iść spać. Że kończy się dzień i pora zamykać oczy.

Oczywiście, jest to pewien fragment całości. Poza porażką na polu usypiania w dzień, młoda też nie usypia sama, trzeba być obok. Nie potrzebuje głaskania, tulenia, ale tego by być przy łóżeczku, wtedy z misiem pod pachą zasypia. Jak jest bardzo zmęczona, od razu, jak mniej, zajmuje to czasem całe wieki, ale jak już uśnie, w większości przypadków śpi do rana.

Obecnie nocne pobudki traktujemy jako odstępstwo od reguły. Zdarzają się, gdy Młodą męczy przeziębienie, rosną zeby, jest jej zimno lub z łóżeczka wypadł miś a ona jak akurat przewracała się z boku na bok. Jeśli wszystko jest dobrze, śpi do rana. Ale takie spanie, uporządkowane, odnotowałam dopiero po roku. A może i nawet troszkę więcej.

Wiem, że niestety nawet takie poukładanie, nie na wszystkie dzieci działa. Po prostu każdy maluch jest inny. W tym aspekcie chyba lepiej wypowie się mamorkowa mama Diana. Nam się jednak udało (oby nie chwilowo :D). Może i Was to czeka? A może już tak macie? Odnieśliście sukces, czy nadal walczycie? Podzielcie się w komentarzach tym, jak to u Was wygląda.

rytualnie o rytuałach

(Visited 54 times, 1 visits today)

You Might Also Like