Rozstanie z dzieckiem, trudne, ale konieczne. Dlaczego?

Ten wpis powstaje właściwie wtedy, kiedy nie powinien. Widzicie miałam Was motywować i przekonywać do tego, że pracująca mama, to również super mama i że nie ma się czego bać. Niestety ostatnimi czasy sama miewam wątpliwości. Nie co do tej nadrzędnej idei, ale do tego, czy to, co akurat przyszło mi robić, jest warte tego czasu i poświęcenia. Gdy z całym impetem po ostatnich kilku dniach urlopu dotarło do mnie, że jak nic nie zmienię to przez najbliższe 30 lat będę dłubać analizy w excelu i szykować prezentacje wyjaśniające, padła na mnie blada trwoga. I zadaje sobie pytanie, jak ja się w tym świecie właściwie znalazłam?

W związku z powyższym myślałam, czy w ogóle teraz o tym pisać. Jak mogę być wiarygodna skoro samą mną targają takie wątpliwości? Doszłam jednak do wniosku że tak, bo nadal głęboko wierzę w to, że mama powinna w jakiejś formie pracować, dbać i pielęgnować swoje pasje i zainteresowania, by nie zgnuśnieć w domowych pieleszach.

Jeden z argumentów za jakąkolwiek zawodową aktywnością mamy, a co za tym idzie rozstaniem z dzieckiem, czy to na pól dnia czy pełen etat najtrafniej przemawia cytowany już we wcześniejszym wpisie Diany komentarz pewnej czytelniczki pozostawiony pod jednym z wpisów mumandthecity. Sama natknęłam się na niego już jakiś czas temu, i od razu wiedziałam, ze będę chciała go Wam przytoczyć. Diana mnie ubiegła :), ale myślę, że warto powtórzyć, w trochę bardziej rozbudowanej wersji:

Rodzicielstwo to nie tylko wychowywanie, pedagogika, kwestie opiekuńcze, ale też proces socjalizacji. To jakim rodzic jest człowiekiem, jakie ma sukcesy, pewność siebie, karierę, kontakty społeczne, aktywność kulturową, obywatelską, towarzyską, bardzo wpływa na to na kogo wyrośnie nasze dziecko. Przy zachowaniu zdrowych proporcji, okazywaniu miłości i bliskości, dużo ważniejszym jest by rodzic się rozwijał. Pomyśl, że syn/córka jest nastolatkiem, a Ty większość życia zajmowałaś się tylko domem, opieką. Mam wrażenie, że dużo trudniej być wtedy punktem odniesienia dla dziecka, które szuka drogi życiowej. Trudniej nadążyć za zmieniającym się światem, gdy się nie pracuje i aktywność życiowa mocno ogranicza się do rodziny. Poza tym nawet takie momenty, kiedy nie masz czasu dla dziecka, uczą go czegoś. Może tego, że czasem trzeba poczekać, że potrzeby innych też są ważne. Wiadomo jest jeszcze maleńkie, ale już bardzo chłonie.”

Można by na tym temat zakończyć, ale nie byłabym sobą, gdybym nie dodała czegoś jeszcze.

Ostatnio w jednym z komentarzy na blogu jedna z czytelniczek, jak to sama ujęła, chciała dodać oliwy do ognia pisząc o tym, jak to mama po jej urodzeniu nie wróciła do pracy i to dzięki temu ona miała szczęśliwe dzieciństwo. Ona, jako że ma zamiar wrócić do pracy, nie będzie mogła swoim dzieciom stworzyć takich warunków. I tak sobie pomyślałam, że jeśli to jest jedyny wyznacznik szczęścia dziecka, to byłby to bardzo smutny obrazek. Przecież prawie połowa dzieci, jak nie trzy czwarte lub więcej, rodzi się w rodzinach gdzie oboje rodziców pracuje. A jeśli tak rozumować, to sama chyba półsierotą byłam, bo moja mama jako lekarz odkąd tylko pamiętam chodziła na nocne dyżury minimum raz w tygodniu a raz w miesiącu na cały weekend. I bywało, że nie było jej w wigilię, na Nowy Rok choć jak moja Mała świętuje wtedy swoje urodziny, na Wielkanoc, nasze urodziny i wiele innych okazji. Ale mimo tego, nigdy nie powiedziałabym że moje dzieciństwo nie było szczęśliwe! Ono było inne, ale było moje, równie radosne i pełne miłości.  A przy okazji nauczyło mnie dokładnie tego, o czym pisze autorka przytaczanego komentarza – obowiązkowości, aktywności, tego, że czasem trzeba na coś poczekać. Moja mama miała zdecydowanie największy wpływ na to, jakim ja jestem człowiekiem teraz. Jaką jestem kobietą. I czy to przez nią, czy dzięki niej wiem, że JA w tym rodzinnym równaniu, jestem równie ważna jak pozostali domownicy, a nasze szczęście to wypadowa działań, charakterów i marzeń każdego z nas z osobna.

I żeby nie przedłużać zbyt mocno, pozwolę sobie jeszcze przytoczyć tylko jedno wspomnienie, które dla mnie, jako mamy jest o tyle przerażające, że nigdy nie chciałabym, by moje dziecko o mnie kiedykolwiek tak powiedziało. Do dziś pamiętam pewną rozmowę z jednym z dawnych znajomych, którego mama nie pracowała. Było to dawno, kiedy wszystko przypisać było można pod szalone „naście” lat. I odpowiednio do wieku, jak na zbuntowanego nastolatka przystało, usłyszałam od kolegi słowa „…bo moja mama to się nudzi. Siedzi w domu i nie ma nic do roboty i tylko ciągle ingeruje w moje życie”. Niewdzięcznie prawda? Ale prawdziwie. Zapewne nastolatek już wydoroślał i rozumie, że już samo bycie matką, to praca na pełen etat. Że ta ingerencja, to troska i odpowiedzialność. Ale wtedy, na tą chwilę, ten nastolatek szukający swojego miejsca w świecie, odbierał to zupełnie inaczej.

Zostawiam to Wam, do przemyślenia. Mam nadzieję, że w natłoku wpisów ZA i ANTY uchodźcami, udało się Wam znaleźć chwilę, by przeczytać ten tekst. Pamiętajmy, że z żadnej skrajności nigdy nic dobrego nie wychodzi.

rozstanie z dzieckiem, trudne, ale konieczne

(Visited 62 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Ja podpisuje się pod cytatem. Jestem mamą pracującą, która przeszła i przez pracę w domu i teraz znów na pełnym etacie. Nie jestem typem kobiety, która chce być tylko matką. uwielbiam samorealizacje jaką daje mi praca. cenie sobie ta odskocznie od domu, spotkania z dorosłymi ludźmi i kreatywne, wymagające dyskusje. Sądzę, że byłabym bardzo nieszczęśliwa, gdybym musiała siedzieć w domu z dzieckiem. Po prostu nie jestem szyta na ten model życia. pewnie są kobiety, które spełniają się w tym w pełni. Nie rozumiem ich, ale szanuje. No i na koniec wcale nie uważam, że moje dziecko coś traci przez to, że nie jestem z nim w domu. A wręcz przeciwnie pokazuje mu co to oznacza odnosić sukcesy na wielu polach, ciągle się rozwijać, poznawać, zdobywać. Teraz tego nie widać, ale wiem, że pewnego dnia spijemy tego śmietankę 😉

    • Misako, oto mi głównie chodziło. Mam wrażenie, że to jest trochę tak, że wiecznie po dwóch stronach barykady są te mamy, które zostają w domu, i te, które wracają do pracy. Ja chciałam tylko podkreślić, że szczęście dziecka, nie jest zależne tylko od tego. Bo jakby ktoś Ciebie zmusił do zostania z dzieckiem w domu, to byłabyś nieszczęśliwa. A jaki pożytek i wzór z nieszczęśliwej matki? Myślę, że żaden. Poza tym uważam, że naprawdę zdrowo, mieć coś swojego. Taką małą odskocznie, bo każda z nas tego potrzebuje, nie ważne czy spełnia się będąc w domu czy też nie 🙂 Tak jak nie wskazane jest poświęcanie całego życia np na pracę (co ładnie nazywają pracoholizmem), to chyba podobnie jest z tymi naszymi dziećmi. Aż sprawdzę, czy istnieje pojęcie dziecioholizmu 😀

  • www.calareszta.pl

    Niestety też miałam głównie przemyślenia w stylu, że to co robię jest bez sensu. Chodziłam do pracy i ani w domu ani w pracy nie byłam na 100%. Teraz, po tym jak opublikowałam na ten temat wiele postów i przeprocesowałam wiele komentarzy od czytelniczek wiem, że wszystkie tak mamy. Ja tak jednak nie chciałam. Pracuję z domu, rozwijam bloga. Nadal nie jestem ani tu ani tu w 100% ale przynajmniej nie jestem ostatnia, z wywieszonym jęzorem i poczuciem winy jak stąd do Monaco odbierająca dzieci wiecznie spóźniona. Na razie decyzja była słuszna. I zgadzam się z tym co napisałaś – nie umiem siedzieć tylko w domu, być kobietą domową i nie pracować. Winne jesteśmy to naszym dzieciom i partnerom.

    • Dagmara, no powiem, że ja się ciągle zastanawiałam, jak Ty to robisz! 😀 Też sporo piszę o pracy, o godzeniu życia, ale prawda jest taka, że nie mam problemu z pogodzeniem chęci pracy i pracy z domem i dzieckiem, ale raczej z tym na jaką pracę ten czas przeznaczam i ile. I wiem, że tak można. Widzę na co dzień dokoła tyle matek, takich jak ja. Tylko ja nie wiem, czy ja tak chce. Myślę, że jestem w trudnym miejscu… wyrwać się z poukładanego życia i względnej stabilizacji nie jest łatwo. A z drugiej strony myślę, kiedy jak nie teraz, kto nie ryzykuje ten nie ma, ale na samą myśl, stres sięga zenitu, bo co jak się nie uda? Może masz jakieś cenne wskazówki? 🙂

  • ola

    muszę sprostować: nie TYLKO dlatego że moja mama nie pracowała miałam wspaniały dom, nie uważam że mamy które pracują zabierają dzieciom szczęśliwe dzieciństwo i skoro nie stworzę TAKIEGO domu to nie znaczy że nie stworzę innego równie szczęśliwego. Będzie inny bo będę pracowała ale nie stwierdziłam, że tylko szczęśliwe domy to te, gdzie matka nie pracuje. Sama wysłałam syna do żłobka jak miał 1,5 roku a jestem ostatnią osobą która świadomie zrobiłaby mu krzywdę. po prostu chciałam tylko i wyłącznie dać do zrozumienia wszystkim mamom, które mają wątpliwości czy dobrze robią wracając do pracy (nie w ogóle ale że np dosyć wcześnie) żeby nie ulegały jakieś przesadzonej (moje zdanie) presji, że będą szczęśliwe i one i dziecko tylko gdy będą się nieustannie zawodowo/społecznie/kulturalnie rozwijać. Uważam że to lekka przesada aby dzieci 6-7 miesięczne lądowały w żłobkach bo mama ‚musi się rozwijać’ – podkreślam, że nie ma tej obsesji na mamorkach ale w mediach już to słyszałam nie raz. Dla tego powtarzam że można być normalnym, zdrowym, ambitnym i rozwiniętym człowiekiem nawet gdy miałam swoją mamę w domu. O tym się zapomina. Dziś tak mocno się wspiera matki pracujące różnymi sloganami jakby matkom które z różnych powodów zostają w domu dzieci się nie rozwijały, nie miały ambicji i nie odnosiły w życiu dorosłym sukcesów. Po prostu chciałam obalić pewny ogólny dziś trend własnym przykładem, bo tak jak piszesz Monika zawsze przegięcie jest niezdrowe. I tyle. Zamierzam w przyszłości (bliskiej) wrócić do pracy, tzn w okolicach 2 roku córki. I nikt mi nie wmówi że przez ten rok skoro się ‚nie rozwijam’ z wykształconej i inteligentnej (mam nadzieję) kobiety stanę się bezmózgim robotem kuchenno-sprzątającym. Uważam że mój intelekt nie ucierpi na kilku miesiącach pozostania w domu a dla mojej córki będzie to bardzo znaczący czas. To mój wybór. Każdy ma swoje powody. I ma do nich prawo. POZDRAWIAM !

    • Ola, dobrze wiedzieć:)
      Twój wpis może był zbyt zwięzły, żeby z niego więcej wywnioskować. Jeśli do niego wrócisz, i spojrzysz okiem osoby z zewnątrz, to jednak piszesz o poświęceniu, że dzięki temu miałaś szczęśliwe dzieciństwo, i że takiego swoim dzieciom nie dasz bo wrócisz do pracy,a w związku z tym szkoda…
      Więc chcę jedynie powiedzieć, że nie powinno być szkoda, bo Twoje dzieci będą miały po prostu INNE dzieciństwo, ale nie będzie ono z tego powodu ani odrobinę mniej szczęśliwe niż to które Ty miałaś. A to chyba dobra rzecz, prawda?
      A zgadzam się z Tobą, że rozwój dziecka nie jest związany z zawodową aktywnością mamy, lub jej brakiem. I tak właściwie to to chciałam podkreślić, że to wcale nie musi być praca, bo rozwijać można się w różnych kierunkach, na różnych płaszczyznach nie tylko przez pracę!!! Ważne tylko, żeby o tym nie zapomnieć. Każdy „-holizm” jest zły.
      Ja sama się zastanawiam nad tym całym tematem, co znaczyłoby, że jestem leniwa, bo najchętniej wróciłabym do domu. Ale z drugie strony dobrze wiem, co w tym domu mogłabym zrobić, jakie pasje rozwijać i może skończyć kiedyś robiąc w życiu coś, co równocześnie kocham, a nie tylko muszę 🙂 To niestety bardzo skomplikowane, i tak indywidualne, jak każda z nas.