Różowa miseczka. Dlaczego rozumiem, że dzieci czasem muszą mieć to samo!

Dla rodziców, to nie będzie żadne odkrycie. Dla osób, które dzieci jeszcze nie mają, może istnieć w głowie jako jedna z zabawnych anegdot. Ale to, że dzieci lubią mieć takie same rzeczy, jest faktem znanym nie od dzisiaj. Prawda?

Na tapetę zawsze można wziąć bliźniaki. Ile razy widzieliście na ulicy dzieci tak samo ubrane? Dziewczynki w takich samych sukienkach, warkoczach czy kokardach? Chłopców w taki samych czapkach? Każdy z nas ma chyba w głowie jakiś obrazek takiej właśnie, identycznej pary. I choć część z tego zestawu to pewnie zasługa rodziców, tak są sytuacje, gdy te czapki naprawdę MUSZĄ być takie same, a kokardki we włosach zawiązane dokładnie w ten sam sposób.

rozowa miseczka dzieci lubia tak samo

I tak właśnie ostatnio oberwało mi się, za nadmierne zrozumienie rozpaczy własnego dziecka. Wiecie, gdzie trzeba stawiam granicę. Po tysiąc razy dziennie dziecko sprawdza moją cierpliwość i konsekwencję. Ale są sytuacje, gdy nie walczę. Zamykam oczy. Odpuszczam. Rozumiem.

Tak też właśnie było z tą felerną miseczką. Wyobraźcie sobie. Niedzielny obiad u babci. Wujki i ciocia przy stole. Ale co najważniejsze – kuzynka. Ten sam rocznik, choć jednak młodsza. Jej zabawki. Jej królestwo. No i uwielbiane lody podane na deser. Śmietankowe z truskawkami. Mniam. Pozornie nic nie mogło pójść źle. Do momentu w którym porcja kuzynki nie wylądowała w różowej miseczce.

I od razu wiedziałam co się święci. To spojrzenie mojego dziecka. Bo i co z tego, że zawartość taka sama, skoro kuzynka dostała w takiej cudownej różowej miseczce, a ona nie? Kto by w wieku 2 lat doceniał śląską porcelanę, skoro obok jest TAKA miseczka pełna pyszności. I było tłumaczenie. Że to to samo. Spróbuj. Że nie ma po co rozpaczać… Mąż się produkował, a ja po cichu liczyłam na to, żeby w domu znalazła się druga różowa miseczka. Takiej samej nie było, ale całe szczęście ikeowy substytut też dał radę. Dziewczynki zjadły całe zadowolone, każda swoją porcję lodów. Każda z różowej miseczki.

I może o mnie świadczy to źle, ale ja naprawdę rozumiałam rozpacz własnego dziecka. Rozumiałam, bo podobne sytuacje sama pamiętam. Albo to już opowiadania innych tak weszły mi do głowy. Historię pewnej chustki bandanki, którą ktoś naiwnie myśląc kupił w jednym egzemplarzu dla mojej kuzynki. A to już przecież duże byłyśmy. Ja spora, kuzynka jeszcze większa, bo dzielą nas 3 lata. I do dziś się z nas śmieją, jak to chustkę trzeba było na pół przeciąć, żeby każda miała taką samą. Zawiązaną na głowie. Tu i teraz! Inaczej rozpaczy nie było końca.

Oczywiście teraz dla nas, to już tylko rodzinna anegdota. Ale ta chustka, w swoim czasie, była bardzo ważna. Zupełnie tak, jak ta miseczka. Nie wiem skąd to się bierze, ale im bliższa osoba w otoczeniu, tym ta potrzeba, by kubek był ten sam, talerzyk jednakowy, u dzieci jest większa. One patrzą na siebie. Podglądają. Chcą być równie ważne. A to nie jest potrzeba, którą można zignorować.

Więc z tym nie walczę, zwłaszcza, że przecież nie chodzi o czerwone ferrari. W domu mam zestaw takich samych miseczek, talerzyków czy kubeczków. Prababcia Młodej, a moja babcia dobrze wiedziała co robi, wyciągając dla nas z szafek zawsze te same mini kubeczki. A miała wnucząt sześcioro!!! Bo to tak niewiele, a spokój za tym idący, jest wręcz nie do ocenienia.

Ale tym razem, u babci brakło akurat tej drugiej różowej miseczki. Tego gwaranta spokoju w to niedzielne, rodzinne, słoneczne popołudnie…

Miseczka dzieci lubia tak samo

 

 

 

 

 

(Visited 514 times, 1 visits today)

You Might Also Like