Jak rozbudzić w dziecku kreatywność, umiejętności i pewność siebie

Malowanie, rysowanie, lepienie i inne manualne zajęcia, które dzieci z reguły uwielbiają. Zazwyczaj nie trzeba ich namawiać do tego, by pobrudzić sobie ręce, nogi i buzie. Ale ostatnio usłyszałam pytanie: „jak Ty nauczyłaś córkę trzymać kredkę w ręce?” albo „Jak Ty ją zachęcasz  do takich zajęć?”

 

Odpowiedź brzmi: ani w pierwszym przypadku ani w drugim nie robiłam i nie robię absolutnie nic.

Tak się składa, że w mojej rodzinie są osoby, które w jakimś kierunku artystycznym są mniej lub bardziej uzdolnione. Ktoś ładnie śpiewa, ktoś inny rysuje, szyje, robi na drutach, gra na fortepianie, robi zdjęcia. Gdzieś w tych genach mamy chyba zapisaną smykałkę małego artysty.

Ale nie przymuszałam i nie nakłaniałam mojej córki do czegokolwiek związanego z malowaniem czy rysowaniem. Zaczęło się naprawdę niewinnie i zupełnie niepozornie. Dostałyśmy pierwsze opakowanie kredek podczas rocznego bilansu i kiedy wróciłyśmy do domu, wyciągnęłam kartki i położyłam na stoliku razem z kredkami. Zainteresowanie przyszło, pokazałam jak się trzyma i pierwsze kreski pojawiły się na kartce ale zabawa bardzo szybko się zakończyła. Kredki nie tylko były kolorowe ale okazały się też smaczne.

Schowałam, ale kiedyś przy okazji kupiłam inne z kategorii tych bezpiecznych i posiadających atesty na wszystko co możliwe na wypadek kolejnej konsumpcji. Tym razem, kiedy zostawiłam biały arkusz na stoliku z kredkami, poszło bardzo szybko. Kreska za kreską i wołanie, by coś dla niej narysować.

Od kredek do farb nie daleko, więc znów – farby zmywalne, spieralne i bezpieczne. Tym razem poszło dalej, bo pomalowane zostały nie tylko kartki, ale też stopy, palce, całe nogi i ramiona, a czasem nawet i nos z policzkami. Trudno, wychodzę z założenia, że dziecko brudne i kolorowe to dziecko szczęśliwe 😉

Słyszałam też jak rodzice mówili:

jak ja nie mam talentu, to po kim dziecko miałoby go odziedziczyć? 

albo

nie potrafię rysować, to przecież nie będę psuć jej/jemu zabawy

kreatywność dzieci

Rysowanie i kreatywna pewność siebie u dzieci

Wierzę w to, że sama umiejętność rysowania jest mniej ważna od tego, że chce się po prostu rysować. Czy wychodzi to lepiej, czy gorzej, to jest w mojej opinii najmniej ważne. Natomiast świadomość, że lubi się rysować i cieszy ta umiejętność i czynność, są dużo od  tego ważniejsze. Oraz pewność siebie w tym, co się robi.

Jeśli pozwolimy dziecku (i samemu sobie, jako rodzicowi, też) po prostu bawić się rysowaniem czy malowaniem, możemy wspomóc je w budowaniu pewności siebie nie tylko w tej sytuacji, ale przełożymy później to również na inne pola.

Jak to zrobić?

Unikajmy mówienia „nie potrafię narysować”

Tak sobie myślę, że jeśli w obecności dziecka podważam siebie i swoje umiejętności, to dziecko jako baczny obserwator  wyłapie to równie szybko jak to, w której szafce leżą łakocie. Może nie rysuję byle jak, ale też nie jestem wielka artystką, moje rysunki potrafią być równie abstrakcyjne co dzieła Pablo Picasso (zupełnie nie zamierzenie) ale jeśli podobają się mojemu dziecku, to świetnie!

Cieszmy się czasem i tym, co robimy. Bawmy się kredkami i formą. Fioletowy słoń z krzywą trąbą w ciapki na cienkich nóżkach? Pewnie! Kto powiedział, że taki słoń nie jest ciekawy? Rzeczywistość jest przereklamowana.

Po prostu rysujmy tak, jak potrafimy. Narysowane przeze mnie samochody i teletubisie odbiegają od tego, jak wyglądają w rzeczywistości ale moją córkę cieszą te niezdarne bazgroły. Osobisty Połówek narysował kiedyś Myszkę Miki. Głowa wyszła naprawdę w porządku, tylko od szyji w dół cos poszło nie tak. Czy nasza córka to zauważyła? Nie. Dla niej nogi to nogi, a ręce to ręce jeśli tylko kształtem choc trochę je przypominają.

Ale nie mówmy przy dziecku „nie potrafię rysować”. Dzieci obserwują, słuchają i naśladują.

kreatywność dzieci

Dostosujmy zajęcia do możliwości naszych dzieci

Jako że moja córka nie chodzi do żłobka, staram się bacznie obserwować co dzieci w jej wieku wyczyniają na zajęciach. Zapewne mogłabym robić i wymagać więcej, ale już zbliża się wielkimi krokami przedszkole i wtedy dopiero zaczną się zajęcia artystyczne. A na razie, szukam i sprawdzam co dajemy radę ogarnąć, a na co jeszcze nie za wcześnie.

Dajmy się dzieciom wyszaleć i poznawać sztukę na swój własny sposób

Kredki i farby to jedno. Ale są jeszcze piaski kinetyczne, plastelina i modelina, kreda, zabarwione pianki do golenia, farby plakatowe i wodne, duże pędzle i małe, mocne i słabe kolory, kształty różnej wielkości i formy. Staram się nie namawiać do rysowania czy malowania danego pomysłu w jeden konkretny sposób. Wychodzę z założenia, że dziecięca wyobraźnia nie zna granic, a nawet więcej – jest dużo ciekawsza od naszej, dorosłej.

Malowanie nie musi odbywać się pędzlem, palce też potrafią. A nawet stopy 😉

kreatywność dzieci

Uważajmy na to, jak rozmawiamy z dzieckiem o sztuce

Tutaj przeważnie polegam, bo chociaż wiem o słuszności tego stwierdzenia, tak strasznie ciężko jest się czasem ugryźć w język i nie powiedzieć na widok pięknych różnokolorowych kresek „Wspaniale! Cudowny jest ten obrazek! Ale jesteś zdolna!”.
O tym, dlaczego unikać pochwał lub jak te pochwały dawać, możecie przeczytać w wywiadzie dla WO i w tym wpisie na blogu.

Nawiązując zatem do powyższego, zamiast wychwalać pod niebiosa nadzwyczajny talent mojej córki, staram się jej pytać, co sama o tym sądzi: co narysowała, co widzi w tych kreskach, jakich kolorów użyła i jakie jeszcze doda. Prawda jest taka, że teraz w wieku dwóch czy nawet trzech lat, nie przywiązuje jeszcze wielkiej wagi do tego, co tam na tej kartce jest. Ale kiedy będzie już cztero- czy pięciolatką…. no, zakładam, że tutaj zmieni się jej postawa i wtedy dopiero będziemy mogły rozprawiać o jej malunkach.

Wyjdźmy poza schemat

Kiedyś przeczytałam, żeby nie dawać dziecku kolorowanek, a przynajmniej żeby nie były stałym elementem spędzania czasu i unikać używania ich często i gęsto. Dlaczego? Otóż ich nacisk, by rysować zgodnie z tym jak jest to w nich sugerowane, a więc trzymanie się środka i nie wyjeżdżanie poza linie, nie pomaga w rozwoju kreatywności dziecka. Przecież wąż nie musi mieć dokładnie takiego kształtu jak na rysunku, a żyrafa może mieć inny ogon lub uszy.

Dzieci maja ogromne pokłady wyobraźni i trzymając się ściśle określonych form, przygaszamy ich pomysłowość. I taki krzywy patyk w lesie może nie przypominać już dżdżownicy, a chmura na niebie uśmiechniętego psa.

Bawmy się, eksperymentujmy, dajmy szanse dzieciom i ich wyobraźni. Dorosłość jeszcze dla nich nadejdzie, tymczasem budujmy w nich pewność siebie i umiejętności. Czy to w rysowaniu, czy w innych dziedzinach.

kreatywność dzieci

(Visited 379 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • sandoval

    powiem krótko – „nie umiem rysować/nie mam talentu” to najbardziej marna wymówka, jaką można usłyszeć w takim przypadku. :p nikt od początku nie będzie rysował jak Van Gogh i oni też tak na początku nie potrafili. wystarczy praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka, a z jednego oka na całą głowę przejdzie się do realistycznych portretów. nie od razu Warszawę zbudowano. :p tym bardziej takie dzieci, które przyjmą nawyki związane z daną sztuką artystyczną i za parę lat, całkiem oswojone, będą mogły zacząć robić to na poważnie.
    pozdrawiam, Artysta.

    • Sandoval, dzięki za odzew!
      Tak, to prawda. Marna to wymówka, ale wiesz, tutaj głównie chodziło mi o rodziców, którzy swoim takowym podejściem, mogą niezamierzenie zupełnie odebrać dziecku chęci czy motywację, żeby jednak rysować i nie przejmować się, czy to jest prosto, krzywo, czy jeszcze inaczej. Grunt, żeby skrzydeł nie podcinać i rysować/malować tak, jak się najlepiej potrafi. A jak dziecko załapie bakcyla małego artysty, to samo będzie chciało dalej to kontynuować. Na swój własny sposób. O to w tym chodzi, nie? Oryginalność zawsze jest w cenie! :))
      Pozdrawiam i ja! Diana

  • Pingback: Zestaw małego plastyka-chemika na pogodę i niepogodę()