Rodzic dzieckochwała. O uwielbieniu własnego dziecka.

Każdy z nas miewa taki moment, w którym patrzy na to swoje dziecię i myśli sobie, że nie ma drugiego tak ślicznego, mądrego i cudownego dziecka jak to jego. I ok, jest to normalne i powszechne zjawisko. Do pewnego stopnia. Warto mieć jednak na względzie i broń boże nie zapominać, że te nasze dzieci są, jakby to najlepiej ująć, po prostu różne. Ale tak jak my, żadne nie jest idealne. Więc czy jest sens idealizowania? Porównywania? Ciągłego wychwalania?

Wszystkim znane są też przechwałki rodziców i wyścig niemowląt, w którym dominują hasła o tempie rozwoju dziecka i osiągnięciach naszych maluchów co najmniej z poziomu Harvardu. Pytania czy ma już zęby, czy siedzi, czy raczkuje, czy chodzi, śpiewa, tańczy, recytuje… BO MOJE TAK, są jakby w pakiecie standardowym. Część z nas wyrobiła sobie odruch puszczania tego typu komentarzy mimo uszu, ale nie wszyscy mają ten komfort. Bo niejednego z nas dopadają czasem wątpliwości. I te gorsze dni.

Jak sobie tak pomyślę, to powinnam wpaść w czarną rozpacz, gdy moje dziecię pierwsze kroki raczyło stawiać mając rok i 3 miesiące. Dokładnie w tym samym czasie, co córka Diany. Różnica polegała jedynie na tym, że między dziewczynkami jest 5 miesięcy różnicy. Z mojej strony powinna być to co najmniej tragedia. Taki maluch już człapie a moja oderwać od ziemi się nie może. Oczywiście, rysuje Wam tutaj tylko pewną sytuację, i osobiście liczę na to, że naprawdę wszyscy wiemy, że każde dziecko ma swoje tempo rozwoju, które trzeba szanować. Szybsze chodzenie, turlanie, siedzenie O NICZYM nie świadczy. Świadczy jedynie o tym, że rośnie nam jeden i niepowtarzalny, indywidualny człowiek.

rodzic dzieckochwała

Ten wyścig jednak wcale się nie kończy wraz z ukończeniem 1-szego, 5-tego czy 12-tego roku życia dziecka. I o czym chciałam napisać, to tak właściwie konsekwencje bardziej społeczne, już dla nas rodziców, takiego sztucznego wychwalania. Opowiadania o swoich dzieciach jedynie w superlatywach, choć każdy z nas wie, że to nigdy same superlatywy nie są. Za zamkniętymi drzwiami naszych domów świat nie zawsze rysuje się w tak różowych kolorach. Sztuczna wizja idealności naszych dzieci wnosi więcej krzywdy niż pożytku. I nie tylko dzieciom, ale również nam.

Możecie sobie zapewne wyobrazić, co można by pomyśleć o człowieku, który jest lekarzem, poważanym doktorem, jeżdżącym po światowych konferencjach i sympozjach. Który przychodzi do pracy w jednej z prywatnych klinik i nie za bardzo ma ochotę z kimkolwiek rozmawiać. Jest zamknięty, nie opowiada o przygodach swoich dzieci. O tym co zrobiły, czego się nauczyły, gdzie wyjechały. Większość pomyśli, że jest wyniosły. Że wielki pan doktor nie ma czasu i chęci na to, by bratać się z innymi. Że niemiły, nieuprzejmy i takie tam same superlatywy, które mógłby usłyszeć, gdyby ściany miały uszy.

Co jeśli jednak ten człowiek ma ku temu powód? Co jeśli wchodzi na sale i jedyne co słyszy to to, jak wszystkich dzieci to po prostu chodzące ideały? Gdy mamusie obecne złego słowa o swoich dzieciach nie powiedzą, no bo ich dzieciom nie zdarza się pała z matmy, nie chodzą na wagary, nie palą papierosów i zawsze wracają na czas. Więc co ten pan doktor, który służy nam za przykład ma powiedzieć, gdy jego syn kopci jak smok, jest zagrożony z 3 przedmiotów i najczęściej chodzi obok szkoły zamiast do? No czym tu się chwalić? Jego status, wykształcenie nie ma tutaj najmniejszego znaczenia. Bo jest on, jako ojciec, który z kimś by pewnie chętnie porozmawiał, ale z kim, skoro wszyscy żyją w tak idealnym świecie?

A świat idealny nie jest. Możemy to chyba przyznać. Każdemu z nas, naszym dzieciom również, zdarzają się wzloty i upadki. Nie wspominając o tym, że nasze dzieci bywają po prostu utalentowane w zupełnie odmiennych kierunkach, lub chwilowo gubią swoją drogę. Nie tak łatwo w końcu dobrnąć do dorosłości. My mamy w tym pomagać. Pomagać możemy jednak również sobie nawzajem, choć z pewnością nie poprzez zakłamywanie rzeczywistości. Nie tędy droga. Osobiście irytuje mnie bardzo to, jak na pokaz potrafimy tworzyć taki sztuczny świat. Nie jestem psychologiem więc nie wiem, co nas, jednych bardziej a drugich mniej ku temu pcha, by innym sprzedawać taką perfekcyjną wersję nas. Naszej pracy, naszych dzieci, naszego życia. Ludzie bez problemów są dla mnie niewiarygodni. Ludzie idealni nie istnieją. Dzieci też. Mieszkania wiecznie czyste – też 😉

rodzic dzieckochwała

 

Ile by nam było łatwiej, gdybyśmy zza tej kurtyny pokazali rzeczywiście kawałek siebie. Tych prawdziwych nas. Czy to naprawdę takie straszne? O ile łatwiej byłoby wtedy wyciągnąć rękę do drugiego człowieka. Lub usłyszeć czyjąś ulgę w zwykłych słowach „ja też tak mam”.

 

 

(Visited 188 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Synek dopiero za chwile skończy 2 miesiące, a ja już słyszę, że córka koleżanki w tym wieku to całe noce spała, a syn innej w dzień równie ładnie spał. A mój? A mój spać chyba nie lubi. Za to jest pogodnym, aktywnym i uśmiechniętym bobasem, który codziennie zdobywa nowe umiejętności 🙂 puszczam mimo uszu i nie licytuję się. Nie idealizuję synka, co nie zmienia faktu, że jest cudowny, kochany i Nasz :)))

    • Oj skąd ja to znam. Chyba nie ma osoby, która by na jakiś tego typu komentarz nie trafiła. Spanie to kolejny bardzo nośny temat do porównywania. Moja też spać nie lubi także przybij piątkę! Jak słyszę jak inne dzieci śpią, jedyne co to ich rodzicom najzwyczajniej w świecie trochę zazdroszczę tej chwili wolnego w ciągu dnia, ale co mamy, my mamy dzieci nieśpiących począć? A nasze dzieci muszą być te jedyne, najukochańsze bo to chyba klucz do sukcesu w tym całym rodzicielstwie, ale ideały zostawmy z boku. Przynajmniej między sobą 🙂