Co ma wspólnego przedszkole, sześciolatki w szkołach i 500+? W teorii dziecko, ale czy napewno?

Można odnieść wrażenie, że słowo dziecko, w niektórych przynajmniej aspektach życia społecznego, jest jak słowo klucz. Jak coś jest dla dobra dziecka, ma służyć dziecku, zawsze znajdą się na to pieniądze. Jeśli coś krzywdzi dzieci, nawet jeśli tylko w naszej głowie, to należy krzyczeć. Bo o matko świat się wali, mój sześciolatek ma iść do szkoły. A w rzeczywistości kto się bardziej boi. Dziecko? Czy może jednak mama?

Oczywiście jak wiemy, sześciolatki finalnie nie muszą iść do szkoły. Ale dzięki Bogu, mogą. Nadal nie rozumiem o co cały ten krzyk. Można by dać rodzicom po prostu pole do wyboru. Moja córka urodzona pierwszego stycznia byłaby poszkodowana, nie mogąc iść do szkoły jako sześciolatka, bo od września do ukończenia lat siedmiu dzieliłyby ją dosłownie cztery miesiące. Bliżej jej do tych siedmiolatków, niż sześciolatków, co do szkoły ruszyłyby za rok.

Kwestia sześciolatków w szkołach to wyjątkowo dobry przykład jak fanaberia kilku wpłynęła na cały system. Oczywiście można było nie ruszać, zostawić te sześciolatki w spokoju. Ale wyszło inaczej. Wyszło, jak to z reguły bywa od dupy strony. Przy czym w Warszawie i tak około 80% rodziców zdecydowało posłać swoje maluchy do szkoły.

Uwzięłam się trochę na te sześciolatki, ale…

To tylko dlatego, że idealnie obrazują to, czego być nie powinno, a mianowicie próbę arbitralnego ustawienia jakiegoś wieku, jako magicznej granicy w której dzieci już coś mogą, a jeszcze czegoś nie. Zwłaszcza w takich aspektach jak przedszkole czy szkoła.

A przecież nie lubimy, my matki, tak bardzo wzajemnego wyścigu małych szczurów. Moje dziecko już siedzi, a Twoje? Moje dziecko już chodzi, a Twoje? Moje dziecko recytuje Pana Tadeusza, a Twoje? Pisze się w związku z tym całe tomiszcza jak to nie należy porównywać. Jak to każde dziecko rozwija się w swoim tempie. I jedno, jest już gotowe, podczas gdy drugie jeszcze nie. I tak samo będzie gotowe lub nie w wieku sześciu, czy siedmiu lat (rocznikowo ujmując). Tak to wymyśliła natura. Za to inne mądre głowy wymyśliły, że to nie o wiek chodzi a o sposób, w jaki dzieci wejdą w system opieki, czy to żłobkowej, przedszkolnej czy szkolnej. Im mniej drastyczna będzie to dla nich zmiana, tym lepiej! Więc czy lepiej z domowych zabaw trafić do przedszkola gdzie zabawa będzie kontynuowana, czy też do szkoły? I czy rok więcej zabawy aby napewno nie znudzi naszych pociech?

przedszkole-szesciolatki-i-500plus

Ciekawy artykuł w tym temacie pojawił się w „Zwierciadle” jakiś czas temu (dla ciekawych numer 5 z maja tego roku). Tam przytaczane są wyniki kilku badań, z których wynika, że wczesna opieka instytucjonalna przekłada się na lepsze osiągnięcia szkolne. Najlepiej w szkole radziły sobie dzieci, które zaczęły uczęszczać do placówek w wieku dwóch, trzech lat.

W tym artykule cytowany jest również dr Radosław Kaczan, psycholog rozwojowy i ekspert zespołu wczesnej edukacji Instytutu Badań Edukacyjnych.

Nic tak dobrze nie przygotuje do szkoły jak odpowiednio długa i dobra socjalizacja w innej placówce. Już w przedszkolu pojawiają się rzeczy, o których wspólnie z dzieckiem rodzic musi pamiętać. Zaczyna się od podstawowych rzeczy. Kapcie, spakowany plecak, kombinezon na śnieg. […] Im więcej treningu, tym lepiej startuje w szkole. Nie zaskakuje go zapowiedź: na jutro przynieście to i to.

Dodatkowo, Instytut Badań Edukacyjnych sprawdził, kto posyła dzieci do przedszkoli. Okazuje się, że ma na to wpływ dochód i wykształcenie. Im wyższe, tym więcej osób decyduje się na taki krok.

No a jeśli przedszkole ma taki wpływ na rozwój dziecka w późniejszym etapie, czy nie najlepiej dla wszystkich by było, gdyby przedszkola były jak najszerzej dostępne?

Tu pojawia się 500+ i pytanie, czy  z takich pieniędzy nie można zapewnić dzieciom z różnych środowisk lepszego startu? By naprawdę wszystkie dzieci miały miejsce w przedszkolu? Bo przedszkole to nie tylko zabawa. To też odżywianie, opieka logopedy, psychologa, gimnastyka korekcyjna, rytmika itd.

To między innymi właśnie Maria Montessori rozwijając swoją metodę pracy z dziećmi pokazała, jak odpowiednie podejście potrafi sprawić, że nie ważne skąd, jakiego pochodzenia, wszystkie dzieci mogą się rozwijać i osiągać sukces. To już na tak wczesnym etapie jakim jest przedszkole można próbować niwelować różnice wynikające z pochodzenia. I dawać dzieciom równe szanse nie zależnie od tego czy mieszkają z trójką rodzeństwa w dwóch pokojach czy 200 metrowym apartamencie.

Ale hasło o miejscach w żłobkach i przedszkolach dla wszystkich dzieci przecież nie jest tak nośne jak damy każdemu do ręki 500 złotych. A co i dla kogo z tego wyniknie, to już sprawa drugorzędna. A wynikać by mogło naprawdę dużo dobrego, na dużo bardziej uniwersalnym i ważnym społecznie poziomie.

przedszkole-szesciolatki-i-500plus

(Visited 346 times, 1 visits today)

You Might Also Like