Prezenty, które mogą oczarować Twoje dziecko

Jestem totalnie zakręcona, jeśli chodzi o ręcznie robione prezenty. Uwielbiam wszelkie DIY, recycling i pomysłowość, oryginalność, a to wszystko okraszone wyobraźnią. Rzecz jasna, nie mam nic przeciwko prezentom, które ręcznie zrobione nie są, ale są inne i wyróżniają się spośród tych, które dostałam ja czy moja córa do tej pory. No i nie ukrywam, że co jak co, prezenty bardzo lubię dostawać, jak i w równej mierze je komuś sprezentować 🙂

Jeśli o mnie chodzi, nie mam wygórowanych oczekiwań i zadowolić mnie prezentem jest bardzo łatwo. Spodziewałam się jednak, że kiedy na świat przyjdzie Mia, będę zdecydowanie baczniej przyglądać się rynkowi dzicięcych zabawek i jakie cuda może dostać od cioć i wujków, a jakie będzie sama chciała widząc reklamę w telewizji lub jakąś zabawkę w sklepie.

Jeszcze nie weszliśmy w etap, w którym wchodzimy do sklepu a moje dziecko upatrując sobie coś, robi karczemną awanturę. Choć zapewne zbliżamy się ku temu wielkimi krokami. Niemniej, na razie rozkoszuję się tym, że to my sami decydujemy co trafia w jej łapki. Staramy się unikać rzeczy kiczowatych, bez jakichkolwiek funkcji uczących, wspomagających rozwój i wyobraźnię dziecka. Dzieciaki w jej wieku zaczynają chodzić (lub już chodzą), poprawiają swoje umiejętności motoryczne, uczą się rozróżniania i nazywania kolorów, przedmiotów, zwierząt. Mój problem z Mią jest o tyle skomplikowany, że te wszystkie zabawki, które do tej pory jej wybierałam właśnie biorąc pod uwagę tych kilka ważnych jednak punktów rozwoju, ona miała i w sumie nadal czasem ma, głęboko w nosie. Kompletnie jej nie interesowały, nie odnajdywały jej uwagi i chęci sięgania po nie. Z czasem do nich wracała, niektórymi zaczęła bawić się dopiero teraz, ale nadal najlepszym dla niej sposobem uczenia się świata i rzeczywistości są nasze spacery, przeglądanie książeczek oraz zawartości moich szaf, szafeczek, szuflad i innych tym podobnych zakamarków.

No ale nie o tym miałam się rozpisywać, to tylko tak słowem wstępu. Albowiem z okazji pierwszych urodzin, Mia dostała dwa naprawdę ciekawe prezenty, o których wiedziałam, że muszę Wam napisać. Może zainspirują kogoś z Was albo Waszych bliskich i znajomych i przygotują coś takiego dla Waszej pociechy. Nie zapomnijcie tylko podsunąć im tego tekstu, tak przecież zupełnie przypadkiem, do przeczytania 😉

  1. Książeczka

Kto był muzą i pierwowzorem tytułowej królewny, pozostanie naszą słodką, rodzinną tajemnicą (dla ułatwienia dodam, że to nie ja! ;-)). Mój „szwagier” wraz z moją siostrą zebrali się i napisali dla Mii bajkę o naburmuszonej królewnie „The Grumpy Princess”. Historia, rysunki to wszystko dzieło tej dwójki. Pomysł i ilustracje to 100% ich własnego wkładu, jedynie druk wykonany został już przez profesjonalną firmę. No powiedzcie sami, naprawdę fajna sprawa. A jaka oryginalna. Jedyny taki egzemplarz na rynku wydawniczym!

IMG_9925

Ciekawi Was, o czym to bajka i czy z morałem? Otóż mała królewna uwielbiała bawić się ze swoim tatą i spędzać z nim czas. Niestety, jak na króla przystało, bywał bardzo zajęty i pewnego dnia nie mógł poświęcić już czasu królewnie, ani nstępnego i jeszcze kolejnego. Królewna stała się naburmuszona, zła i kapryśna. Król chcąc ją pocieszyć, organizuje co rusz nowe prezenty i atrakcje, ale nie przynoszą one skutku. W końcu spotyka się ze swoją córeczką i przytula, co wywołuje ogromny uśmiech u królewny i radość po uszy. Okazało się, że jedyne czego potrzebowała, to obecność taty. Nawet jeśli miałoby by to być przez chwilę. Najważniejsze, by każdego dnia poświęcili sobie nawzajem te kilka minut.

IMG_9930

IMG_9927

Ot, prosta historyjka ale jak pomysłowo obrana w słowa i ozdobiona rysunkami.

Każdy z Was może przygotować coś takiego dla swojego dziecka. To może być wierszyk napisany przez rodziców lub historia jednej z Waszych wakacyjnych lub rodzinnych przygód. Również wymyślona bajka, o którą co wieczór przed spaniem prosi Was dziecko, by opowiedzieć, a Wy za każdym razem z głowy opowiadacie to samo. Nie trzeba być Picassem, by móc namalować rysunki do takiej książeczki, no i zawsze możecie wspomóc się bardziej utalentowaną ciocią czy wujkiem, a może dziadkowie mają ukryty talent? Najważniejsze, by było to zrobione przez Was, ręcznie. Tak, by kiedyś Wasze dziecko mogło rozpoznać w tym Was, Wasze starania i pomysłowość. To będzie najlepsza pamiątka, jaką jako już dorosły człowiek, mogłoby mieć zawsze przy sobie. A później przekazać swoim dzieciom, wnukom… daleko idące plany, ale wiecie o co chodzi. Cudność!

 

  1. Ewan the Dream Sheep

Kiedy wujek Mii przyszedł i powiedział, że ma coś nie tylko dla niej, ale również dla rodziców, pomyślałam sobie, że nareszcie ktoś pomyślał o nas. Rozpakowywując prezent stwierdziłam, że wujek to jednak ma iście francuskie, jak na francuza przystało, poczucie humoru.

O co chodzi z tą owieczką? Otóż, jak już wiecie, Mia nadal nie przesypia nocy. Naprawdę czekam na dzień, w którym wejdziecie FB a tam mamorkowy status dziko piejący od rana, że matka bez worów pod oczami i wyspana, jak nigdy. No niestety, na razie się nie zapowiada i wujek Mii postanowił temu zaradzić.

IMG_9933-01

Ta owieczka ma na celu pomóc dziecku w zaśnięciu. Kładzie się ono z tą owieczką w łóżeczku, przytula maskotkę i wsłuchując  się w bicie serca i/lub melodię, odpływa w objęcia Morfeusza na długie godziny. Zwierzątko to ma w swoich czterech łapkach przyciski i każdy z nich uruchamia inne odgłosy. Stałym elementem jest bicie serca, jakie dziecko słyszy będąc jeszcze w brzuchu mamy. Do tego dochodzą szumy z łona matki, odkurzacz i deszcz. Jest również melodia, która naprawdę brzmi spokojnie i kojąco i zdarzyło się, że kilka razy przy niej odpływałam szybciej, niż Mia jest w stanie w ciągu całego tygodnia razem wzięta. Każdy z tych dźwięków trwa 20 min.

A! I fajnym elementem wspomagającym wyciszanie i usypianie dziecka jest to świecące serduszko tej owieczki. Którykolwiek przycisk zdecydujesz się włączyć, ono zaczyna świecić. Do tego owieczka jest naprawdę miła i miękka w dotyku.

IMG_9934-01

Czy działa na Mię? Odpowiedź chyba znacie. Wydaje mi się jednak, że zbyt późno wpadło jej to w łapki. Nie wiem, kiedy dzieci zapominają o tym, czego doświadczały swoimi zmysłami w brzuchu mamy. Obawiam się, że kiedy dziecko kończy rok, już nie pamięta tego wszystkiego. Może gdyby miała ją przy sobie od urodzenia, zdałaby egzamin? Pozostawiam to Waszej ocenie. Nam służy do tulenia, głaskania i noszenia. Nawet kładziemy się z nią do łóżka, ale funkcji usypiania nie spełnia. Nie ten egzemplarz dziecka, niestety 😉

Zainteresowanych odsyłam na tą stronę, znajdziecie tam szerszy opis tej owieczki. Dostępna jest również na amazonie.

(Visited 128 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Calareszta.pl

    Nie znałam tej owieczki, jest świetna!

    • Jest super! Dla małego brzdąca wręcz idealna, o ile zadziała 😉 Moja córa jest, niestety, odporna na wszelkiego rodzaju technologiczne ułatwienia 😉