Powrót do pracy, czyli jak sobie z tym (nie) radzę!

Może nie będzie długo. Może nie będzie to z sensem. Ale napiszę, bo chyba zaraz zwariuję. Co mi tak zaprząta głowę? Otóż…

JUTRO WRACAM DO PRACY!!!

A w związku z tym, zamiast w pełnym zwarciu i gotowości przeglądać zawartość szafy, polerować buty i pakować torbę, siedzę i czytam wpisy blogujących matek o powrotach do pracy…  lub nie powrotach i mam mętlik w głowie. Mętlik, który mnie zaskoczył! Wdarł się zupełnie znienacka i zburzył mój doskonały plan.

Jaki on był? Otóż bardzo prosty. Rozpoczął się, gdy byłam już w ciąży. Wszystko było poukładane. Po USG w 12 tygodniu, w pracy poinformowałam swoją przełożoną o nowej sytuacji. Nakreśliłyśmy tzw. „next steps” czyli co, kiedy, do kiedy i od kiedy. Praca do końca 7 miesiąca, potem zwolnienie, potem poród, urlop macierzyński, rodzicielski, następnie wybranie zaległego urlopu wypoczynkowego i witamy z powrotem. I do tej pory wszystko odhaczałam jak w zegarku. Bez mrugnięcia okiem, bez zastanowienia.

Młodej dużo wcześniej wybraliśmy żłobek (więcej TU). Rozplanowaliśmy dojazdy, dowozy, przejazdy. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Tak sobie myślałam, myślałam… wmawiałam, że to będzie takie proste?

Tymczasem obecnie panujący natłok myśli w mojej głowie mnie zaskoczył. Nie wiem skąd się wzięły, czemu przyszły. Ja i wątpliwości? Byłam pierwszym bastionem, propagatorem idei matki niezależnej, podbijającej świat! Pracującej, wychowującej, gotującej, wszystkorobiącej. I myślałam, że taka właśnie chcę być.  Znowu – myślałam… .

Nie wiem, może to strach przed kolejną dużą zmianą w życiu. Może strach, że nie dam rady, że nie podołam. Może smutek, że tyle mnie ominie. Może żal, że nie zrobiłam tylu rzeczy, które miałam a jak zwykle rozeszły się po kościach. Żal, że już nie będzie czasu; że od teraz życie będzie jedną wielką gonitwą i walką o te spokojne, radosne, rodzinne chwile. Że większą część tygodnia spędzę w pracy, zamiast ze swoim dzieckiem. Gdy wrócę o 18 zostaną mi 3 godziny – 3 godziny na to, by być MAMĄ. A potem może jeszcze ze dwie, by być również ŻONĄ, CÓRKĄ, PRZYJACIÓŁKĄ. A potem weekend, dwa dni na to, by zmieścić w nich tydzień zabaw, radości, smutków, obowiązków, kłótni i dyskusji. Tydzień gotowania, sprzątania, układania, nic nie robienia, oglądania i zwiedzania. Dwa dni, na to by tak naprawdę żyć.

Chciałabym mieć wybór. Może to, że tak właściwie muszę wrócić do pracy sprawiało, że dużo sił włożyłam w to, by samą siebie przekonać o tym, że to będzie najlepsze rozwiązanie. A teraz wychodzi szydło z worka. Wystaje, przez mały otwór i kłuje mnie w plecy, nie dając o sobie zapomnieć.

Oczywiście liczę trochę na to, że to tylko nerwy. Że wszystko z czasem się ułoży, wypracuje, dostosuje. Że przecież nie jestem jedyną kobietą na świecie, która będzie godzić obowiązki zawodowe z rodzinnymi. W końcu sama wyrosłam w domu, w którym oboje rodzice pracowali. Mama jako lekarz w szpitalu na dyżurach, tata do jakiegoś czasu na nockach (choć to znam tylko z opowieści). I jakoś się udało. Udało im się wychować dwójkę dzieci. To czemu ja miałabym temu nie podołać?

Zapewne wszystko się okaże. A na razie z tym, co przyniesie nowa codzienność, muszę się zmierzyć. Powoli – krok po kroku. O tym jak mi idzie, pewnie usłyszycie całkiem niebawem!

20150208_131051237_iOS

 

 

 

 

 

(Visited 105 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Gosia

    Trzymam kciuki i czekam na relację z powrotu. Mnie to czeka od marca i też mam mętlik w głowie. Luty nigdy wcześniej nie wydawał mi się tak okropnie krótki.

    • Monika

      Gosia, dzięki wielkie, kciuki się bardzo przydadzą! Obiecuję relacje, choć chyba pozwolę sobie na jakiś tydzień lub dwa aklimatyzacji (o ile wcześniej nie ucieknę). Czas leci nieubłaganie, nie wiem jak to się stało, że to KIEDYŚ, jest już DZIŚ, o jutrze nawet nie wspominając!

  • dv

    Nie dziwię się Twojemu przerażeniu, nawet, jeśli wszystko było zaplanowane. Ale to dobrze, że stronę techniczną macie ogarniętą (te wszystkie dowozy itp.), za niedługo to pewnie zaprocentuje. Dla mnie też jedynym pocieszeniem jest, że nie ja pierwsza, nie ostatnia, a jakoś inne mamy dają radę. Muszą. Więc Tobie też się uda, na początku może być trudno, ale potem przyzwyczaisz się. Madzia fajnie spędzi dzień, a potem promiennie stęskniona (chyba tak się da? 😉 ) powita mamę i wtedy to będzie Wasz najfajniejszy czas 🙂

  • ola

    no tak, weź chusteczki do kurtki bo w drodze do pracy się pewnie przydadzą 😛 jak mała będzie chodzić do żłobka regularnie to pewnie zacznie zasypiać nawet przed 20 ze zmęczenia więc jeszcze krócej będziesz z nią, ale to nie znaczy że tylko wtedy jesteś mamą! cały czas, nawet nie będąc blisko niej jesteś jej mamą i o tym nie zapominaj 🙂 to trudny czas ale jak mus to mus, dacie radę! trzymamy kciuki 🙂

    • Monika

      Ha, chusteczki były, ale w torbie. Przydały się głównie ze względu na katar. Jak piszesz – mus to mus i nic się na to nie poradzi. Młoda to twardy gracz, do tej pory nawet żłobek nie sprawia, żeby szła spać wcześniej niż koło 22, ale wszystko czas pokaże, może się to zmieni. Po 2 dniach myślę sobie, może nie będzie tak źle? 🙂

  • Pingback: Nie taka PRACA straszna! | MAMORKI.com()

  • Pingback: Razem ale osobno, czyli sami z dzieckiem w wielkim mieście! | MAMORKI.com()

  • Pingback: Jestem MAMĄ, jestem SOBĄ! | MAMORKI.com()

  • Pingback: Jestem MAMĄ… czyli KIM? | MAMORKI.com()

  • Pingback: SAME (ALE NIE SAMOTNE) MAMY MOIMI SUPERMENKAMI | Mamorki()