Poród fizjologiczny, kontrola NIK i o co w tym chodzi?

NIK opublikował ostatnio raport na temat opieki okołoporodowej w Polsce. Komentarzy, artykułów i wpisów na blogach posypało się już wiele. Sama nadal czytam je z zapartym tchem. Dlaczego? Bo przedstawiane dane pokazują jak trudna jest sytuacja kobiet, które spodziewają się dziecka i przecież muszą je jakoś, gdzieś urodzić. Jednocześnie, nie mogę przestać myśleć, że sama w takim razie miałam chyba sporo szczęścia. Bo żadnego ze swoich dwóch porodów nie wspominam AŻ tak źle. I zastanawiam się jak to w ogóle możliwe, w świetle takich danych.

Duża część tego raportu przedstawia sytuację polskich oddziałów ginekologiczno-położniczych na najróżniejszych, wymiernych aspektach. Punktowane są wszystkie możliwe braki: sal, sprzętu i personelu. Co dla mnie, nie jest tak właściwie odkryciem.

Z tym, że nadal istnieją wieloosobowe sale porodowe, na których łóżka oddzielone są tylko parawanami, spotkałam się decydując o wyborze szpitala, w którym na świat miała przyjść moja druga córka. Choćby z tego względu, choć planowałam, nie byłam w stanie przemóc się i podejść do porodu naturalnego w Szpitalu Bielańskim w Warszawie, choć to u tamtejszej ginekolog prowadziłam ciążę. To, że brakuje anestezjologów (i w ogóle personelu), doświadczyłam na własnej skórze rodząc pierwszą córkę w noc sylwestrową w warszawskim szpitalu na Inflanckiej. To, że noworodkom z taką łatwością podawane jest mleko modyfikowane, też miałam wtedy okazję przerobić. Całe szczęście nie wywoływano u mnie porodu ani poprzez mechaniczne przebicie pęcherza płodowego, ani podając oksytocynę (choć oba zabiegi zostały zastosowane w trakcie z innych przyczyn) gdyż miałam książkowo, samoistnie rozpoczynające się akcje porodowe. A jest to ponoć nagminne. W pakiecie z nacinaniem krocza.

Ale o ile, takie namacalne elementy, związane głównie z sytuacją finansową placówek (a idąc dalej tym tropem z sytuacją całej służby zdrowia) oraz zabiegami, są w dosyć prosty sposób mierzalne, tak jak ocenić, chyba najważniejszy aspekt, który ma wpływ na zapewnienie poczucia INTYMNOŚCI i BEZPIECZEŃSTWA kobietom rodzącym, czyli aspekt ludzki? A bez wątpliwości to właśnie lekarze, położne i ogólnie personel mają największy wpływ na przebieg całego procesu jakim jest poród. Od momentu przyjęcia do szpitala, do momentu wypisu.

Śmiem wręcz twierdzić, że nie ważne w jak pięknej sali byśmy nie rodziły, wysadzanej drogimi kamieniami czy wykończonej złotem, tak bez ludzi, którzy się nami odpowiednio zaopiekują, cała reszta nie ma aż takiego znaczenia.

Do dzisiejszego dnia, nie rozumiem tego, czemu muszę płacić dodatkowo za położną, jeśli szpitale położnicze zatrudniają położne, których zawodowym obowiązkiem jest odbieranie porodów i opieka nad rodzącymi. Znaczy dobrze wiem, skąd się to bierze, ale nie rozumiem czemu ma miejsce. Czyż nie my wszystkie zasługujemy na taki sam standard opieki? Jeśli za należytą opiekę trzeba dodatkowo płacić, to co właściwie wchodzi w podstawowy pakiet, za który przecież pensje pobiera położna? Co jest podstawową opieką, a co jest ekstra? I co gdy kogoś na to ekstra nie stać. Przecież każda z nas zasługuje na taką samą uwagę i opiekę w momencie porodu i tuż po. A jeśli jest inaczej, to może przestańmy się oszukiwać, że coś na odpowiednim poziomie należy się za darmo.

Swoją drogą, przy takim deficycie anestezjologów, nie rozumiem, że jeszcze nie ma usługi „wynajęcia” lekarza tej specjalizacji, by obsłużył dany poród naturalny (który w hierarchii szpitalnych potrzeb, operacji i cięć jest z góry na straconej pozycji).

Z drugiej strony…

mając bliską osobę wewnątrz tego systemu i słuchając najróżniejszych opowieści, nie dziwię się zupełnie, że taki proceder ma miejsce. Jeśli dyżurującą położną nie interesuje nasz stan, bo przecież „chciałaś to musisz urodzić, ja tu nie jestem po to, by Ci cokolwiek ułatwiać”, to jak tu rodzić? Ze strachu idziemy i płacimy. Ze strachu, wolimy cięcia cesarskie. Ze strachu…

Mnie osobiście nie ruszają dane o stosowaniu oksytocyny, o przebijaniu pęcherza czy nacięciach krocza. Wychodzę z założenia, że lepiej niech nacinają, niż pozwolą na niekontrolowane pęknięcie. Niech stosują co trzeba, by poród przebiegał sprawnie i bezpiecznie dla mnie i co najważniejsze dziecka.

Przerażające natomiast są niedopatrzenia, o których w tym raporcie nie przeczytamy. Sytuacje w których dopuszcza się do pęknięć 3 i 4 stopnia. Gdy każe się rodzić dzieci, o szacowanej wysokiej masie urodzeniowej, to że nie podaje się znieczuleń nie ze względów medycznych, ale z niechcenia bo to wydłuża poród. O tym, że się oszukuje rodzące, jeszcze za wcześnie a potem ups, już za późno, musi Pani urodzić bez.

Widzę jasną granicę pomiędzy brakiem personelu czy sprzętu, który wynika z organizacji służby zdrowia w naszym kraju i wielu problemów, nad którymi główkuje już nie pierwszy rząd, a między tym co ludzkie, na co wpływ ma każdy z nas. Każda jedna osoba wykonująca zawód położnej czy lekarza ginekologa. Gdybyśmy tak spotkali się w połowie drogi – rodzące były odrobinę mniej przewrażliwione, a personel szpitala mniej „znieczulony” i „znudzony”, obraz położnictwa mógłby wyglądać choć odrobinę inaczej. A porody miałyby szanse być choć odrobinę lepszym wspomnieniem.

poród NIK kontrola

 

(Visited 881 times, 1 visits today)

You Might Also Like