Polska < Szkocja? Mentalność ludzka okiem mamy

Przeczytałam wczoraj smutny i przykry wpis mamy, która napisała, że Polska to nie jest kraj dla miłych ludzi. Czuje się oceniana, lustrowana i obserwowana ale niestety, z negatywnym wydźwiękiem. I wiecie co, wierzę w każde jej słowo. I jest mi strasznie przykro, bo pisze o miejscu do którego tęsknię, a jednocześnie razi mnie coraz bardziej negatywny wydźwięk spraw dotyczących kobiet, matek i dzieci w Polsce. A wraz z pojawieniem się mojej córki, zaliczam się do tego zacnego grona i automatycznie włącza mi się baczne słuchanie, obserwacja i załamuję ręce.

Szkocja jest wyjątkowa na swój oryginalny sposób i z własnej perspektywy mogę powiedzieć, że potrzeba miesięcy a nawet lat, by ją polubić i zaakceptować, jeśli chce się tu mieszkać i żyć jak człowiek cywilizowany. Szkoci mają inną mentalność, znacznie różniącą się od naszej polskiej, toteż przyzwyczajenie się do nich i tutejszego sposobu życia zajmuje trochę czasu, ale nie jest to też kłopotliwe. Dlaczego? Mówiąc bardzo ogólnie – są wyluzowani, jak mało który znany mi naród. I nie mam tu na myśli luzu, jaki stosują Grecy, zamykając wszystkie publiczne przybytki na kilka godzin, bo sjesta i trzeba się zdrzemnąć, zjeść, napić a ludziska przecież poczekają.

Myśląc o szkockim luzackim podejściu, mam przed oczami niemal zero spinania się na problemy pracowe, macierzyńskie i wychowawcze. Naprawdę, nie dostrzegam w nich tego ciągłego napięcia, jakie często towarzyszy nam, i nie ważne czego by to dotyczyło. Uwielbiamy pisać czarne scenariusze, szukać dziury w całym, narzekać na to, jak jest ale jednocześnie rzadko kiedy próbując coś z tym zrobić.

Podczas gdy ja, jako świeżo upieczona mama próbowałam jakoś ogarnąć te mega wielkie zmiany w życiu i poznać swoje dziecko, wyczuć co i jak robić, by było Małej dobrze i bezpiecznie, położna śmiała się ze mnie. Stwierdziła, że my Polki uwielbiamy nie dość, że przegrzewać swoje dzieci (co jest akurat prawdą ale u mnie jedyne co wypatrzyła, to mały becik, w którym myślałam, że będę Małą trzymać, ale użyty został ledwie raz i od tego czasu leży i kurzy się w szafie), to jeszcze kombinujemy przy tak prozaicznej czynności jak kąpiel noworodka (nie wiem jak Wy, ale jeśli takie noworodkowe maleństwo płacze w niebogłosy przy kąpieli, to staram się temu zaradzić i jeśli znalazłam na to sposób, to czemu miałabym tego nie kontynuować?)

Tak czy inaczej, ja całą ciążę się martwiłam. O to, że niewystarczająco miałam badań, obserwacji, informacji. Teraz też martwię się co rusz, czy z Mią wszystko OK i czy rośnie zdrowo, tymczasem moje koleżanki i szkotki w ogóle biorą swoje dzieci na spacery bez czapek choć wieje, z bosymi stópkami, choć tropików tutaj raczej nie uświadczamy. Gdy dziecko mi płacze w wózku, starsza pani podejdzie i zapyta czy wszystko dobrze i rozśmiesza mi dziecko, zamiast komentować i krytykować. Przechodnie uśmiechają się i sami zaczynają rozmowę albo ze mną albo z Małą, w zależności od tego, która z nas wydaje się być bardziej tym faktem zainteresowana.

A już hitem jest to, że pani kasjerka w sklepie powie: „Przepraszam, ale muszę to powiedzieć. Cholernie podobają mi się Pani spodnie”. No banan na twarzy i dobry humor w pochmurny dzień gwarantowany! W supermarkecie sprzedawczyni otworzy się przed takim klientem jak ja i opowie mi pół swojego życia, zachwyci się dzieckiem i pożyczy jeszcze miłego dnia. A wszystko to z uśmiechem na twarzy.

Na placu zabaw matki naprawdę nie tracą czasu na porównywanie swoich dzieci, sposobów ich wychowywania i rzadko kiedy słyszę niewybredne komentarze czy uwagi, o które nikt nie prosił. Ostatnio dziadkowie jednej z dziewczynek sami do nas podeszli, zaproponowali wspólne puszczanie baniek dzieciom, z zainteresowaniem pytali skąd jesteśmy. A kiedy Mia znudzona bańkami podeszła do ich samochodu, dziadek bez wahania zaczął bawić się kluczykami do tego auta, bo wtedy zaświecały się światła i Mia szalała z radości. Taki drobiazg, prawda?

Jakiś czas temu wracałam ze spaceru i Mia urządziła prawdziwy koncert pt.: „Nigdzie nie idę, wysadź mnie natychmiast z tego wózka, jesteś okropna!”. To ja chowałam głowę w kaptur, starając się ją jakoś uspokoić. Nikt inny po drodze nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. I wtedy przypomniałam sobie sytuacje z autobusów, gdy dzieci głośno się zachowywały. Słowo daję, że jedyne osoby, które spoglądały na nie ze złością i irytacją, to właśnie Polki.

Lubię tą naszą polską zaradność, szkocka bylejakość mnie doprowadza do szału. Ale dobrze mi tu, gdzie nie odczuwam presji otoczenia, nie ma potrzeby bycia na każdym kroku „naj” i lustrowania zwłaszcza w sytuacjach, gdy ja sama mam z nią problem.

Mamy żyjące za granicą, jak jest u Was? Podobnie, a może inaczej? Czy tylko mnie się wydaje, że ze słów płynących z Polski wniosek można wyciągnąć taki, że strasznie ciężko być tam mamą, kobietą i jednocześnie czuć się z tym dobrze i swobodnie?

_MG_0219-01

 

(Visited 480 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Marta

    Przykre, ale niestety, jako mama w Niemczech, muszę się podpisać pod tym, co napisałaś Dianuś. Tam jest prościej i milej być mamą

    • No właśnie, wiesz o czym piszę. Przykrość – to chyba najlepsze słowo opisujące nasze odczucia względem tego, jak inne mamy opisują czasem swoje sytuacje w Polsce.

  • Konny

    Potwierdzam słowa przedmowczyni z Niemiec, chociaz to zalezy od ludzi. Mam np. przyjaciolke niemke, ktora bardzo przejmuje sie wszyystkim i swoje dzieci tez porownuje do innych… Czasem musimy ja z reszta przyjaciolek ustwic do „pionu” i wtedy sie uspokaja 🙂
    Juz pisalam wczesniej, ze odpuscilam sobie porownywanie mojego synka z innymi dziecmi i wyszlo mi to tylko na zdrowie 🙂

    • Fajnie, że tworzycie tak zgrany zespół, że jesteście w stanie sprowadzić się wzajemnie do pionu 🙂 To bardzo często pomaga trzeźwo spojrzeć na świat i sytuacje.

  • Ale Ci Dianik zazdroszczę. Ja wychodząc z dziećmi na plac zabaw muszę uważać żeby nikomu nie dokuczały, nie sypały piaskiem i nie krzyczały i Boże broń nie ubrudziły się – u nas trójka dzieci to już patologia i trzeba uważać żeby nas nie zgłosili do opieki społecznej, bo nam jeszcze dzieci zabiorą. W domu musi być porządek, bo jak ktoś zobaczy i zgłosi to dzieci tez zabiorą. Mówią, że nakaz kształcenia 6-latków to zabieranie im dzieciństwa, a zabranianie im biegania, brudzenia się i krzyczenia to nie zabieranie im dzieciństwa?

    • Jeśli nie sypią piaskiem w inne dzieci, a dokuczanie to bardziej zabawa niż złośliwości i złość sama w sobie, to nie mam nic przeciwko. Wiesz, ja sama uważam, że plac zabaw jest od zabawy, jak nazwa wskazuje, i hulaj dusza piekła nie ma pod warunkiem, że jednak zasady dobrego wychowania są chociaż w minimalnym stopniu zachowane jednak 🙂 Chodzi o czystą przyzwoitość i by wiedziały, że wśród innych też trzeba trzymac jakiś poziom 🙂

      A co do brudu, to serio? Aż tak? Ja pamiętam, że wracałam do domu ubłocona, ręce czarne, bo piasek przecież nie mydło i wszystko było ok. A teraz co robisz, biegasz za nimi z chusteczkami nawilżającymi?

      Nie dalej jak dwa dni temu chyba, kosiliśmy ogródek, ja przesadzałam zioła i oczywiście Mia pomagała, ziemię skosztowała, ręce czarne, ubranie czarne a nasz sąsiad tylko się śmiał. Dobrze, że ziemia z worka i wysoko mineralizowana 😉

  • Iza

    Ja na szczęście nie spotkałam się z tyn co opisujesz;) W UK też przyglądały mi się Polki,ale bardziej myślę, że dlatego aby upewnić się czy faktycznie jestem z PL:) Co do mentalności to Wszystkie jesteśmy takie same bo inaczej nie byłoby tego tematu na blogu tylko „olałybyśmy” go tak jak niemki, angielki itp;)

  • Pingback: Więcej wyrozumiałości, Mamy! - MAMORKI.com()