Pokemon Go na placu zabaw

Są takie chwile, kiedy mój wewnętrzny spokój i ogólny stan zen zostają zaburzone przez otaczające mnie okoliczności. I chyba tylko moja kultura osobista i wychowanie powodują, że trzymam czasami swoje emocje na wodzy.

Wyobraźcie sobie taką sytuację.

Jesteście z dzieckiem lub dziećmi na placu zabaw. Pogoda sprzyja, plac zabaw pełen jest atrakcji dla maluchów, które biegają, skaczą, krzyczą z radości i w ogóle istna kraina szczęścia. I jak zawsze, są tam dzieci większe i już samodzielne, nad którymi rodzice stać nie muszą i takie, które dopiero co nauczyły się chodzić, więc trzymać nad nimi piecze trzeba.

Nagle dostrzegacie chłopca, na oko 6-7 letniego, który trzyma za rękę swojego młodszego braciszka i próbuje pomóc mu wdrapać się na drabinkę. Drabinka ta jest dość stroma, schodki mało przyjazne takim maluchom, więc starszy brat robi co w jego mocy, by maluch nie przewrócił się. W końcu w akcie desperacji woła ich tatę, by podszedł.

– Tato, mógłbyś podejść?
– Jestem tutaj.
– A mógłbyś przejąć brata i pomóc mu?
– Radzisz sobie przecież doskonale.

Chłopak pomaga dalej młodszemu bratu przejść na drugą stronę drabinki i tam maluch zainteresował się inną atrakcją. Ale znów trzeba go podtrzymywać i obserwować.

– Tato, czy mógłbyś tu podejść i zająć się nim?
– Twoja mama powinna to robić, nie ja.
– Ale jej tu nie ma, Ty jesteś. Czy mógłbyś przestać zajmować się tym, co teraz robisz i pobawić się z nim?

Tata chłopców w końcu się poddał i przejął malucha, by starszy brat mógł sam wykorzystać czas na placu zabaw.

Zastanawiacie się, co robił ich tata? Gdzie była ich mama i najstarszy brat?

Otóż tata przez cały ten czas rozmawiał z nimi nie podnosząc głowy z nad telefonu. Mama i najstarszy brat siedzieli na ławce niedaleko placu zabaw również nie podnosząc głów znad swoich małych ekranów. A co najgorsze, kiedy tata tych chłopców pomagał wspinać się najmłodszemu na zjeżdżalnię, ani razu nie schował telefonu do kieszeni. Cały czas trzymał go w rękach, i co najmniej kilka razy zerkał w ekran i przewijał coś na nim. Pomagając jednocześnie dziecku wejść po schodach.

Co w tym czasie było takiego ciekawego w tych telefonach, że nawet w takich chwilach nie mógł odłożyć telefonu do kieszeni? Otóż cała trójka grała w Pokemon Go.

Nie, to nie jest wymyślona przeze mnie historia.

Sama chwilami pomagałam chłopcom na tej zjeżdżalni wejść lub zejść po schodach, bo tata był zbyt zajęty telefonem. I słowo daję, wszystkie siły świata powstrzymywały mnie, by nie zwrócić ich rodzicom uwagi. Ale z drugiej strony, to są ich dzieci i kto daje mi prawo ingerować w ich sposób postępowania i spędzania z nimi czasu? Dało mi to natomiast do myślenia i sprawiło, że jeszcze bardziej upchałam swój telefon w torbie i jeszcze bardziej skupiłam się na córce i czasie, który mamy dla siebie.

Technologia to nie zło

Złem nie jest, jest wręcz potrzebna. W medycynie, w nauce by ulepszać i pomagać w szerszym jej spectrum i w nauce na co dzień, nam dorosłym i dzieciom, młodzieży. Bez niej byłoby nam diabelnie ciężko robić cokolwiek teraz w życiu, bo jesteśmy nią otoczeni na każdym kroku. Nie mogę więc mieć do niej pretensji jako tworu, mogę natomiast mieć pretensje do ludzi, którzy nie znają umiaru w korzystaniu z niej. A raczej z tego, co za sobą niesie. Jak gry, które zdobywają ogromną popularność niczym Pokemon Go, że świat dosłownie oszalał na ich punkcie.

Przykład? Proszę bardzo:

źródło: Paul Logan, You Tube

Nie będę kłamać, moja córka wie co to smartfon, tablet, laptop i telewizor. Wie, do czego służą i i jak tego używać, ale nie jest to zastępstwem zabawek, czasu spędzanego z nami, rozrywką dostępną zawsze i wszędzie. Używamy tego do słuchania piosenek, zabijania czasu w samolocie i co dla mnie istotne, oglądania filmików z rodziną i przyjaciółmi, które dla niej nagrywamy. Mieszkamy daleko od rodziny, więc to jeden ze sposobów by o nich pamiętała, przypominała sobie chwile i twarze.

Nie wyobrażam sobie jednak, by spędzając czas z dzieckiem, który dla wielu rodziców i tak jest limitowany poprzez pracę i inne obowiązki, nie potrafić odłożyć telefonu na bok i poświęcić te kilkadziesiąt minut na bycie z dzieckiem. Bycie w sensie zarówno fizycznym jak i emocjonalnym. To, co miało miejsce na placu zabaw jest dla mnie dowodem, że pewne granice zaczynają być przekraczane, zacierają się one między światem wirtualnym a rzeczywistością. Rozsądek gubi się gdzieś w drodze ku rozrywce, jaką dają nam smartfony powodując że tracimy poczucie tego, co powinno być dla nas w danej chwili najważniejsze.

Ponad połowa Polaków (60%) deklaruje, że korzysta z telefonu przynajmniej raz na godzinę lub nawet co kilka, kilkanaście minut. Tylko co czwarty ankietowany uważa, że robi to najwyżej kilka razy dziennie, a zaledwie 13% bierze do ręki telefon raz lub dwa razy dziennie. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez PAYBACK, co trzeci Polak nie jest w stanie rozstać się ze swoim telefonem na 24 godziny.

źródło: conowego.pl

By pokazać Wam, o czym mówię, zrobiłam zdjęcie części osób, które znajdowały się na terenie wspomnianego placu zabaw.

Pokemon Go

Pokemon Go

Nie demonizujmy, szukajmy rozwiązania

Nie mam nic przeciwko grom, o ile mogą zaangażować całą rodzinę. Jeśli dzieci przy okazji coś się z niej dowiedzą, czegoś nauczą. Ale jeśli jest to gra, która wymaga pełnej koncentracji tylko jednego zawodnika, to niech rodzic robi to wtedy, kiedy nie odbija się to na wspólnym rodzinnym czasie, ani przed wszystkim na bezpieczeństwie tych najmłodszych. Wiem, że na placu były też inne dzieci, inni dorośli którzy widząc co się dzieje, mogliby zareagować i pomóc jeśli maluchowi gdzieś podwinęłaby się noga. Ale to powinna być rola rodzica, nie pobocznych obserwatorów takich jak ja.

Szukając pomysłów, czym zastąpić taką grę jak Pokemon Go, wpadłam na poniższe. Wydają się być ciekawe, zwłaszcza jeden dla tych, którzy mieszkają lub wybierają się na wycieczkę do Warszawy.

1. Spaceruj z dzieckiem po Warszawie
Genialny pomysł i bodziec do tego, by ruszyć się z domu z dzieckiem lub przyjaciółmi, którzy również mają dzieci. 30 sposobów na spędzenie czasu, poznanie okolic i tego, co maja w ofercie. Całość została opracowana przez panią Lidię Raś, przewodniczkę i dziennikarkę, więc można być pewnym, że zostało to przygotowane z wiedzą i starannością.

Jeśli kiedyś zawitamy w stolicy, chętnie z tego skorzystam. A kupić można np. TU. Więcej informacji znajdziecie na stronie Spaceruj z dzieckiem.

I czekam, aż pojawią się temu podobne karty z innymi miastami w tle 🙂

2. 501 zabaw bez telewizora
Jeśli ktoś tak jak ja cierpi na brak pomysłów co z dziecięciem chwilami począć, bo nudzi się strasznie, polecam te książkę. Swoją zamówiłam i mam nadzieję, przyjdzie na dniach i uratuje matkę w potrzebie. Di Hodges, autorka książki, pedagog i dyplomowany nauczyciel wychowania przedszkolnego i wczesnoszkolnego, przygotowała zbiór zabaw, które mają za zadanie pomóc nam  odciągnąć dzieci sprzed telewizora komputera i od innych elektronicznych gadżetów.

Brzmi idealnie, nie mogę się doczekać!
Książkę można kupić np. TU

3. Szukaj kolorów, licz auta
Brzmi może mało odkrywczo, ale dla dwulatki to naprawdę świetna zabawa. Nie dość, że zaciekle biega i szuka kolorów (co w szarym, granitowym mieście jest prawdziwym wyzwaniem), uczymy się ich nazw po polsku i angielsku, to jeszcze przy okazji szukamy autobusów i aut i znów to samo – liczymy tylko czarne, albo tylko białe a jeśli trafią się inne kolory, to już w ogóle pełnia szczęścia. I podśpiewujemy sobie o nich, żeby było weselej. Hitem jest u nas piosenka „The wheels on the bus…”. Córa potrafi stanąć na środku chodnika i tańczyć w jej rytm. A ja razem z nią, ekhm 😉

Chodzi o to, by w całym tym szaleństwie, nie dać się zwariować i nie dać się ponieść za daleko. Jeśli szukacie jeszcze innych inspiracji, co robić na spacerach zamiast grać/oprócz  grania w Pokemon Go, zajrzyjcie na Blog Węrownych Motyli.

 

zdjęcie główne: independent.co.uk

(Visited 305 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Nareszcie! Ktoś, kto nie może znieść wszechobecnych Pokemonów! Dziękuję Ci za ten wpis <3
    Wczoraj wyszłam z chłopakiem na miasto, on również łapie te Pokemony. Chodzimy razem po mieście, zwiedzamy, on siędobrze bawi – nie mam nic przeciwko. Jednak kiedy usiedliśmy przy stoliku w restauracji jakaś kobiecina się odwraca i pyta czy również gramy i wypytywała o taktyki… Kurczę no, niebawem strach będzie otworzyć lodówkę z obawy, że wyskoczy z nich Pokemon…

    • Nie ma za co 😉
      Do samych Pokemonów i gry nie mam nic, w sumie pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Dawno nic chyba tak ludzi na całym świecie nie zaangażowało. Ale do ludzi mam żal, że dają się tak bardzo zwariować. Mam wrażenie, nie znają umiaru, nie widzą przesady, w którą popadają chwilami.
      Serio?! To w tej grze trzeba obierać taktyki?

      • Jak widać tak…
        Wiesz, też nie miałabym nic, gdyby nie ludzie chodzący po mieście jak zombie.

        • Właśnie o to chodzi. O tych ludzi, którzy tak właśnie wyglądają. Doskonałe odzwierciedlenie dzisiejszych czasów i tego, co nowoczesność z nami potrafi zrobić.