Pogodzona z macierzyństwem!

Macierzyństwo to walka. Ale wbrew pozorom wcale nie z dzieckiem. To głównie walka ze zmianą, jaką niesie za sobą pojawienie się dziecka. Bo dziecko zmienia w życiu wszystko. I choć to wszystko da się opanować, ustawić na nowo, tak nic nie jest takie samo jak wcześniej. Rola czy matki, czy ojca jest nową rolą, którą musimy oswoić.

Właśnie to oswajanie się, czy też dostosowywanie do nowej rzeczywistości nazywam walką. Bo to takie trochę nasze wewnętrzne pole bitwy, między naszymi przyzwyczajeniami, planami i oczekiwaniami. Rzeczywistość przychodzi nam na nowo okiełznać, czasem w najbardziej zaskakujący dla nas sposób.

pogodzona z macierzynstwem

Nawet ja, choć z pozoru mogłoby się wydawać inaczej, mam wrażenie, że dopiero stosunkowo niedawno oswoiłam to swoje macierzyństwo. W przeciwieństwie do Diany, która swoją drogę opisała w sumie w cyklu wpisów o tym, jak trudno jest się jej rozstać z dzieckiem i jakie ma rozterki, ja mam wrażenie, przeszłam drogę wręcz odwrotną.

To właśnie na samym początku tej całej życiowej rewolucji, jak ryba wody potrzebowałam pokazać przede wszystkim sobie, że moje życie wcale nie uległo totalnej zmianie. Że ja to nadal ja, że mam kontrolę.

Dlatego wtedy dużo pisałam o sobie. O sobie jako matce ale i nie tylko. O tym, że ważne jest nie tylko dziecko, ale też ja. Oczywiście nadal uważam, że jako matki, nie możemy dać się jakimś społecznym oczekiwaniom zapędzić w kozi róg. Ale dla naszego dobra, potrzebujemy równowagi. By w ferworze wszystkiego NAJ dla dziecka, nie zapominać o sobie. Bo kobieta w nas, również potrzebuje uwagi.

W tym moim dążeniu do tego by było jak dawniej, teraz widzę właśnie tę walkę. Walkę o niespieszny prysznic o poranku, o kubek ciepłej kawy. Walkę o wieczorne spotkania ze znajomymi czy wyjścia do kina. O basen czy spotkanie służbowe po pracy. Walkę o swobodę, której miałam pewne wspomnienie, a która jak się wydawało została mi tak ograniczona.

Dziś nie pamiętam kiedy byłam ostatnio w kinie. Na ostatnio obchodzone urodziny nie potrzebowałam więcej niż być z najbliższymi. By zamiast w gronie znajomych, zjeść na mieście rodzinny obiad z mężem i córką. Siedząc teraz na balkonie w promieniach słońca, spodziewając się drugiego dziecka, w końcu myślę, że się oswoiłam. Pogodziłam z moją wersją macierzyństwa. Ze wszystkim tym co wniosło, ale też co zmieniło czy ograniczyło. Liczę na to, że przynajmniej ta pierwsza walka już za mną (chwilowo jeszcze żyję w przeświadczeniu, że drugie dziecko aż tyle nie zmienia). I z jej efektem jest mi całkiem dobrze!

pogodzona z macierzynstwem

Wtedy chciałam, jak mi się teraz z perspektywy wydaje, pokazać światu, że jako matka mogę, naprawdę mogę wszystko. Że dziecko nic nie zmieniło. Nie uwiązało mnie w domu, nie ograniczyło mojej aktywności społecznej. Dwa lata z córką pozwoliły mi jednak przewartościować w końcu pewne aspekty życia. I kiedykolwiek mam wątpliwość, gdy jestem zła, jak mantrę powtarzam sobie, że wszystko co mi w życiu do szczęścia potrzebne mam i to na tym mam się skupiać, a nie rozmieniać na drobne.

W związku z tym niezależnie od tego jaką tę walkę toczymy, to tak naprawdę ważne jest to, jakie z niej wychodzimy, już po drugiej stronie. Zwycięskie. Zawsze ciut starsze, ale też pewniejsze siebie i silniejsze tak, jak tylko matki potrafią!

pogodzona z macierzynstwem

(Visited 308 times, 1 visits today)

You Might Also Like