Pierwszy ostatni raz. Z cyklu „Urozmaicamy sobie czas z dzieckiem”

Od momentu pojawienia się dziecka, w życiu na zmianę mierzymy się z tym co pierwsze, i z tym co ostatnie. Do tej pory, głównie z Mężusiem, przeżywaliśmy to co pierwsze – pierwszy uśmiech, pierwszy obrót na brzuszek, pierwszą marchewkę etc. Że pewne rzeczy mijają bezpowrotnie, jednak do nas jeszcze tak naprawdę nie docierało. Aż do wczoraj.

Wczoraj był poniedziałek. Już od jakiegoś dłuższego czasu co poniedziałek, pakowałam się z Młodą w samochód, i jechałyśmy na grupowe zajęcia dla maluchów. Na zajęcia zwerbowała nas pewna dobra koleżanka, która sama je wcześniej wypróbowała ze swoją córą. Jako, że zajęcia odbywały się relatywnie blisko (jakieś 12 minut samochodem), postanowiłyśmy dołączyć, i to była miłość od pierwszego uczestnictwa. Miłość nie tylko moja, ale przede wszystkim, mojej Madzi.

Tak naprawdę, propozycja by wpaść i zajrzeć na tego typu zajęcia pojawiła się też w dobrym momencie. Młoda miała 7 miesięcy, i nie do końca lubiła towarzystwo innych dzieci, a przynajmniej tak mi się zdawało. Gdy wychodziłam gdzieś, gdzie wiedziałam, że również będzie jakiś maluch, była taka wycofana, jakby smutna, niepewna siebie. Martwiło mnie to trochę, bo w perspektywie mamy żłobek, więc chciałam znaleźć jakieś miejsce, gdzie mogłaby przebywać z innymi dzieciakami. Tak trochę się oswoić, by nie być później rzuconą zupełnie na głęboką wodę. I te zajęcia przyszły nam w idealnym czasie na ratunek.

Co to za magiczne zajęcia? Pewnie część z Was wie o czym mówię :). Na pewno i w Waszej okolicy są gdzieś jakieś sale zabaw dla dzieci czy centra edukacji malucha, gdzie prowadzone są zajęcia ruchowo muzyczne właśnie dla brzdąców, które jeszcze nie skończyły pierwszego roku życia. Nie jest to nic zaawansowanego – muzyka, dziecięce piosenki, różne zabawki i grajki, a to wszystko połączone w całości dzięki prowadzącej. Nasza Pani prowadząca potrafi super zaangażować dzieciaki, czy to w zabawę dzwoneczkami, czy bębenkami, czy ku ich uciesze, wożąc ich po podłodze w pociągu z kolorowej chusty. I co najważniejsze, ma tak wspaniałe podejście do wszystkich maluszków, że same się do niej garną. Każde zajęcia rozpoczynają się i kończą tak samo, a powtarzane co tydzień piosenki sprawiają, że dzieci uczą się – kiedy klaskać, kiedy słonko wschodzi, kiedy dzwonić dzwoneczkiem. Polecam tego typu zajęcia każdemu, bo to naprawdę niesamowita frajda, nie tylko dla nas mam – to świetne miejsce i okazja by poznać inne mamy, porozmawiać, wymienić się doświadczeniami, ale przede wszystkim dla dzieci, które razem zupełnie inaczej się bawią i rozwijają. Nie mówiąc o ogromnym plusie jakim jest gwarantowany sen naszych pociech po całej godzinie intensywnego muzykowania.

20141215_213433000_iOS

Z całego serca polecam tym mamom, dla których warszawski Tarchomin to nie wyprawa na drugi koniec świata, takie zajęcia w sali zabaw dla dzieci o nazwie „Figle” (KLIK). To super miejsce również po to, aby przy niepogodzie wyrwać się gdzieś poza cztery ściany własnego mieszkania. Zwłaszcza, gdy dzieciaki już się przemieszczają, bo są tam odpowiednio dostosowane miejsca, by sobie krzywdy nie zrobiły. Dzieciaki szaleją, a mamusie mogą mieć wtedy chwilę wytchnienia, na kawę, herbatę, pączka, rozmowę lub choćby na ulubioną książkę.

Nas niestety już tam nie będzie, a przynajmniej nie na zajęciach. Wracając do tematu, to wczoraj przytrafił nam się właśnie pierwszy ostatni raz. Przed nami Święta, które spędzamy w rodzinnych stronach i Nowy Rok. A w Nowym Roku, czekają nas nowe wyzwania – w szczególności Młodą żłobek, a mnie powrót do pracy. Rok minął nawet nie wiem kiedy. To aż trochę przerażające że czas tak goni.

Zachęcam by te chwile z dzieckiem, wykorzystać najlepiej jak się da. Tak by potem wspominać, jaki był to rok pełen uśmiechów, niespodzianek, cudownych pierwszy razów i tych ostatnich, na myśl o których łezka się w oku zakręci.

20141215_213248000_iOS

(Visited 47 times, 1 visits today)

You Might Also Like