Pierwsze 3 doby karmienia

Karmienie naturalne, choć naturalne, nie zawsze łatwo przychodzi. Powodów ku temu jest naprawdę wiele, a część z nich spotykamy już na samym początku. Poród to tylko wstęp. Ja nie mogę się nadziwić, jak różnie może być. I ile w tym temacie robi doświadczenie, którego siłą rzeczy nie sposób mieć gdy na świat przychodzi nasze pierwsze dziecko. Co więc warto wiedzieć? Czego nie odpuścić? Weźmy na tapetę pierwsze trzy doby życia naszego dziecka. I jednocześnie pierwsze doby karmienia.

 

Pierwsza doba

Liczy się oczywiście od momentu przyjścia naszego malucha na świat. Razem z pierwszym krzykiem wszystko się zaczyna. Najczęściej praktykowane jest tuż po porodzie zostawienie dziecka razem z matką w kontakcie skóra do skóry przez dwie godziny. I to jest już pierwszy ważny moment w naszej mlecznej drodze, bo właśnie wtedy, dziecko powinno po raz pierwszy być przystawione do piersi i zacząć ssać.

Nie wiem, czy coś by to zmieniło, ale pamiętam jak ze starszą nie poszło nam to najlepiej. Przede wszystkim tak, położono mi ją na brzuchu tuż po porodzie, ale jednak na chwilę, bo zaraz później została zabrana do mierzenia, ważenia i pobierania wszystkich innych parametrów. Potem już umyta do mnie wróciła, i na sali zrobiło się pusto. Zostałam ja, Mężuś i nasze nowe, maleńkie dziecię, z którym zupełnie nie wiedziałam jak postępować. Co dopiero mowa o przystawieniu do piersi. Próbowałam, ale ze skutkiem marnym. Bo niby skąd miałam wiedzieć?

Teraz, z córą było łatwiej, ale wierzcie mi nie dlatego, że dzięki doświadczeniu zostałam mistrzem przystawiania noworodków. Co to to nie! Znowu jak zobaczyłam jak maleńkie jest nowo narodzone dziecko, praktycznie tak samo nie wiedziałam, jak je wziąć na ręce. Jak przesunąć, położyć. Tym razem jednak, rodziłam w towarzystwie najwspanialszej położnej, mojej kuzynki, która i o ten moment zadbała. Pomogła mi przystawić Młodą do piersi, potem dała nam chwilę we trójkę, a jak wróciła, spróbowałyśmy do drugiej. Było po prostu idealnie!

Po takich dwóch godzinach zostajemy przewiezione na salę poporodową, na której jesteśmy albo same albo w towarzystwie innej mamy. Nie do końca rozumiem popularność sal jednoosobowych. Ja tam lubię towarzystwo. Poza tym zawsze jest ktoś, kogo można poprosić by zerknął na malucha jak idziemy skorzystać z toalety czy wyjść zrobić sobie herbatę. Jasne, może w 4 osoby byłoby tłoczno, ale dwie to naprawdę w sam raz. No chyba, że decydujemy się na salę rodzinną i mamy ten komfort, że partner jest z nami. Jednak gdy w domu czeka też pierwsze dziecko, jest to raczej mało realny scenariusz. A fajnie jest otworzyć do kogoś buzię, poważnie!

W tym też czasie będziemy miały szanse się przespać, trochę zregenerować. Skorzystać z faktu że nasz noworodek ma prawo nawet przez 12 godzin ciurkiem spać i nie jeść. Korzysta on wtedy jeszcze z zasobów, które zgromadził będąc w brzuchu. Także nie ma potrzeby się denerwować, martwić. Proponuję po prostu skorzystać z tego daru losu bo… on się kiedyś kończy.

Ale przyznaje, że wcześniej o tym nie wiedziałam. Za to teraz położne powtarzały mi to nawet kilka razy. Że spokojnie, dziecko tak ma. Jest to normalne. Proszę się nie martwić i spać. Więc tak też robiłam. Bo potem następuje… PRZEBUDZENIE!

Druga doba

W drugiej dobie, dziecko zaczyna jeść. Możemy mieć wręcz wrażenie, że cały czas jest głodne. Chce non stop ssać, być przy piersi. Śpi i płacze i je i je i je. Ale tak ma być. Ono właśnie rozkręca naszą laktację! I wtedy to my, a dokładniej nasze piersi wystawione są na ogromną próbę, przy której naprawdę łatwo o porażkę. Bo zaczyna boleć. Bo przecież ile można. I znowu, jak do tego podejść, gdy po prostu nie wiemy jak? W szpitalnej „mydelniczce” leży w końcu najmniejsza istota naszego świata, z którą tak trudno się obejść. Jak trzymać, ułożyć, przystawić??? Że co? A przystawienie, i to jak dziecko ssie, jest kluczem do sukcesu.

Pamiętam jak dziś ból po tym jak starsze dziecię całą noc chciało jeść i ciągle było głodne. Przystawiałam ją non stop, z jednej strony, z drugiej. Ból był coraz większy, a ona nadal była niespokojna. I tym samym już w szpitalu pierwszy raz dostała mleko modyfikowane z butelki. Bo ja nie wiedziałam jak, nie miałam za bardzo pomocy. A ona płakała. Czy dziecko powinno tak płakać?

Dodatkowo jak na złość w dzień spała jak suseł. Spadała na wadze (urodzona 2,8 spadła do 2,6). Wszyscy mówili musi przytyć. Musi jeść. A ona spała. I znowu: „Pani ją rozbudzi. Można za uszkiem smyrać, po stopie. Musi jeść.” Więc smyrałam, i nic. Próbowałam, bez efektu. Łatwo powiedzieć i wyjść. Gorzej, że ja, świeżo upieczona mama naprawdę nie wiedziałam jak. A w nocy budził się potwór, który znowu chciał tylko jeść. I bądź tu człowieku mądry!

Tymczasem teraz, nie skorzystałam nawet z kropli mleka modyfikowanego. Nie potrzebnie zabrałam ze sobą butelkę. Karmienie poszło nam bez najmniejszych komplikacji. Czemu? Myślę, że tutaj jednak rolę odegrało doświadczenie. Po mojej walce o laktacje o której pisałam we wpisie o tym jak to karmienie naturalne wcale nie jest takie naturalne, wiedziałam, jak istotne jest dobre przystawienie. Ale wiedziałam też jak to zrobić, i nie bałam się. Byłam spokojna o to, że na tym polu po prostu damy radę. Więc nie wiem co to poranione brodawki. Bół pokaleczonych sutków, z którym borykałam się za pierwszym razem. Karmienie teraz, stało się przyjemnością!

Dlatego tutaj, naprawdę warto… chodzić i męczyć o pomoc i wsparcie personel w szpitalu. By ktoś przyszedł, pokazał jak prawidłowo dziecko przystawić do piersi. By sprawdził czy ssie. I to do skutku, bez wyrzutów sumienia! To coś co nam zaowocuje w przyszłości i oszczędzi chociaż kilku zmartwień  z i tak dosyć długiej listy jaką przynosi ze sobą na świat noworodek.

Trzecia doba

Jest czasem gdy po szaleńczym ssaniu powinna nastąpić normalizacja ze strony naszego dziecięcia tzn zaczyna włączać się system, jem co dwie lub trzy godziny, śpię, troszkę czuwam. To nie oznacza oczywiście, że tak od razu będzie, ale mówimy tu o sytuacji idealnej. A takie się gdzieś komuś zdarzają. Co nie zmienia faktu, że o ile u dziecka kwestia ssania się normuje, nas czekają jeszcze wyzwania. W 3 dobie, ale może być i trochę później będziemy musiały dać sobie radę z nawałem pokarmu. Z przepełnieniem piersi. Warto wtedy mieć pod ręką choćby ręczny laktator, żeby trochę sobie ulżyć. Zasadniczo to dziecko powinno być najlepszym laktatorem ale wiadomo, bywa różnie. Nie odciągamy wtedy dużo, tyle tylko by poczuć ulgę i doczekać do karmienia. Przy nawale możemy też czuć się nie najlepiej. Ja pamiętam, że było mi nagle strasznie zimno. Niby się pociłam, a nie mogłam wyjść spod kołdry bo mi zęby latały. I teraz też tak miałam, ale obeszło się w jakiejś okrojonej wersji. Znowu, może to kwestia ssania i przystawiania?

Podsumowując…

Na wiele wydarzeń wpływu nie mamy. Również, nie mamy wpływu na nasze dzieci, to czy będą wisieć u piersi po 40 minut żeby się najeść, czy będą należały do sprinterów, którym 10 minut wystarczy. Czy będą ze zmęczenia zasypiać po dwóch łykach, czy też będą jeść aż się najedzą i podziękują głośnym beknięciem. Ale to co możemy, to zdecydowanie nie dać się spławić w szpitalu! Serio dziewczyny, nawet jak nie macie wykupionej położnej, trzeba tam walczyć o swoje! Pytać, chodzić i prosić. Oraz dbać o to, by dobrze dziecko przystawić. Wiem, że łatwo mówić, ale wierzcie mi, to jest najważniejszy element. Dziecko przystawione za płytko, które ssie tylko sutek będzie sprawiało nam ból. I ten ból niech będzie pewną wskazówką. Jak boli, dziecko trzeba odstawić (wkładając palec w kącik usta dziecka by się odessało) i jeszcze raz spróbować. Karmienie nie powinno, przynajmniej AŻ TAK boleć. I pamiętajcie o tym jak to wszystko się zaczyna. Powoli, spokojnie! Choć ciężko o spokój gdy nasz świat staje do góry nogami. Ale wierzę w Was i trzymam kciuki!

Powodzenia!

pierwsze 3 doby karmienia

(Visited 1 381 times, 1 visits today)

You Might Also Like