Otyłość w Szkocji, czyli choroba dzieci w XXI wieku

Na jednym ze szkockich  forum dla mam, które śledzę padła informacja, że szkoła zakazała przynosić dzieciom słodkie przekąski w swoich pudełkach na lunch. To, na co zwróciła większość mam uwagę była hipokryzja szkoły, która takie zarządzenie ogłosiła.

Zacznijmy jednak od początku.

Styl odżywania się w Szkocji

Szkocja jest piękna. Tego nie można jej odjąć w żaden sposób. Niech tylko świeci słońce, a widoki naprawdę potrafią zapierać dech w piersi. To, co mnie jednak tak bardzo odrzuca od tutejszego miejsca i stylu życia, to sposób ich odżywiania się. Myślicie, że to banalny powód?

Nie zrozumcie mnie źle. Tak, dbam o siebie i swoją rodzinę i odżywiamy się naprawdę zdrowo. Ale nie fanatycznie zdrowo, zwracam po prostu uwagę na to co kupuję i czego używam do przygotowywania posiłków.

Natomiast pierwsze co rzuca się w oczy w tutejszych supermarketach, są wszechobecne gotowce. Wystarczy włączyć piekarnik lub wsadzić do mikrofalówki i gotowe. Nie ważne co tam jest, z czego to jest zrobione, czym przyprawione i ulepszone w smaku. Grunt, by się nie przemęczyć w kuchni i szybko coś wrzucić na ruszt.

W porze lunchu średnio co druga osoba sięga albo po zupy w puszkach, po kanapki ociekające majonezem, tłustym boczkiem lub kiełbaską i popija Coca-Colą. Dietetyczną, oczywiście. Do tego na zagryzkę obowiązkowo chipsy. Najczęściej solone, o smaku vinegar.

I teraz wyobraźcie sobie, co dzieje się w ich żołądkach, kiedy tak dzień w dzień wyglądają ich posiłki.

otyłość, szkocja, otyłość dziecka, otyłość dzieci, problem otyłości dzieci
źródło: Facebook fan page Foodie Quine

Otyłość grozi również szkockim dzieciom

I to już na poziomie przedszkola! Opowiem Wam pewną historię. Zdarzyła się ona pod koniec zeszłego roku, kiedy tutejsze dzieci miały ferie jesienne.

Było ciepło, słonecznie i jak zwykle, wyszłyśmy z córką na spacer. W pobliżu znajduje się przedszkole i szkoła, więc kiedy Mia usłyszała odgłos radosnych śmiechów dzieci, nie mogłyśmy tam nie podejść. Przy drewnianym stole, na drewnianych ławach siedziały dwie opiekunki i trójka dzieci – chłopcy, na oko w wieku 9-10 lat. Jeden z nich był bardzo przy tuszy . Nie trochę, bardzo. Jadł chipsy. Siedzieli, rozmawiali, po chwili ten chłopiec pobiegł do szkoły i wrócił z kolejną paczką chipsów i batonem. Siedział, spoglądał na to, po czym zapytał swoich opiekunek:

„Od czego mam zacząć? Batona czy chipsów?

Ja stałam z boku, obserwując jak Mia bawi się z innymi dziećmi. Ale kątem oka i ucha przysłuchuję się tej scenie i pełna nadziei czekam, aż wychowawczyni powie, że już wystarczy. Przecież dopiero co zjadł jedną paczkę chipsów, niech lepiej weźmie sobie jabłko, które leży w koszyku przy wejściu. Zamiast tego usłyszałam:

„Zacznij od chipsów.”

Najnowsze badania nie kłamią – otyłość w Szkocji jest ogromnym problemem

Jest i mówiąc brutalnie wprost – to widać. Począwszy od dzieci, skończywszy na dorosłych, problem otyłości wzrasta bardzo szybko. Wg brytyjskiego rządu, otyłość jest pierwszym w kolejności problemem zdrowotnym w Szkocji, którym należy się zająć.

Nie wspominając o kosztach, jakie te działania pochłaniają rocznie, a które liczy się w milionach a nawet bilionach funtów rocznie (!). Pisze o tym m.in.na stronach BBC.

W zeszłym roku odnotowano,  że tysiące szkockich dzieci jest klinicznie lub ciężko otyłych już w momencie rozpoczynania nauki w szkole. W szkole podstawowej (tzw. P1, Primary One) tylko w zeszłym roku około 3,500 tyś. dzieci przybrały na wadze w znacząco niepokojący sposób, o 400 dzieci więcej niż w roku poprzedzającym.

otyłość, szkocja, otyłość dziecka, otyłość dzieci, problem otyłości dzieci

źródło: Scottish Health Survey

Zastanawiasz się, gdzie są rodzice tych dzieci? Też to kiedyś robiłam. Nie od dziś wiadomo, że przykład idzie z góry. Jeśli my, jako rodzice, uczymy dzieci, że podjadanie między posiłkami, zajadanie się słodyczami i nagminne picie przesłodzonych napoi jest w porządku, to nie możemy spodziewać się, że dziecko będzie w stanie się prawidłowo odżywiać.

Zbyt mała wiedza na temat zdrowia i żywienia prowadzi właśnie do takich sytuacji. Wszechobecne fast foody, niedrogie i łatwo dostępne słodycze i inne przekąski kuszą dzieci i młodzież w każdym sklepie. Maszyny z chipsami i gazowanymi napojami są w każdym budynku, dosłownie. Wiem, bo sama kiedyś wpadłam w pułapkę i było mi łatwiej zejść piętro niżej po batona, niż przygotować sobie wcześniej śniadanie w domu. Brak nacisku ze strony przedszkoli i szkół, by zadbać o program, w którym zarówno dzieci jak i rodziców uświadamiać o istocie zdrowia i tego, jak funkcjonuje nasz organizm, metabolizm, czego potrzebuje a co mu szkodzi. Brakuje pomocy dla wychowawców, by również im uświadomić, jak wielką rolę odgrywają w kształtowaniu nawyków dzieci. Czego doskonałym przykładem była scena, której byłam świadkiem.

Hipokryzja szkoły

Zastanawia mnie,  gdzie tu sens zabraniania przynoszenia przez dzieci słodkich przekąsek, skoro sama instytucja szkolna nie dba o to, by tych słodkich przekąsek dzieciom nie dawać lub przynajmniej znacząco ograniczyć do nich dostęp.

Żeby było jasne – nie bronię dzieciom jeść słodyczy. Jak wszystko, słodycze są dla ludzi, tylko należy po prostu zadbać o umiar w ich spożywaniu. Zwracajmy uwagę na to, co, kiedy i ile jedzą nasze dzieci, czytajmy etykiety i zainteresujmy się tym „ile cukru jest w cukrze”. Sami bądźmy przykładem tego, że można sobie życie osłodzić , ale w sposób rozsądny i z głową.

Szkockie NHS wprowadziło program, który ma na celu rutynowe sprawdzanie i badanie dzieci pod względem wzrostu i wagi na różnych etapach rozwoju ale moim zdaniem, to tylko pomoże zebrać dane statystyczne. Natomiast nie rozwiąże to problemu, którym jest brak wiedzy na temat odżywiania się i wpływu tego na nasze zdrowie.

Kiedyś sama wpadłam w pułapkę tutejszego stylu jedzenia: szybko, na wynos, take away, fast food i chipsy. Najlepiej te duże paczki i o smaku ostrego chilli. Wymówką był brak czasu, lepsze zajęcia na głowie, niż zadbanie o zdrowy posiłek w ciągu dnia. O tym, jak to się dla mnie skończyło, wspomniałam w tym wpisie „Moja zdrowa fanaberia, czyli dlaczego gotuję zdrowo i pysznie dla dziecka”. I dlatego tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jaka to pułapka dla dzieci, które obserwują i uczą się na naszym przykładzie.

Chipsy i cola nie są najlepszym drugim śniadaniem dla nikogo. Zamiast pączka i batona, zjedzmy owoc. Pomyślmy o tym, jak usprawnić nasze codzienne odżywianie się, by było lepiej. Jako mama wiem, że z czasem się nie wygra ale nawet małe kroki mogą wiele dać. Inwestujmy w zdrowie swoje i naszych dzieci, bo instytucje nie zrobią tego za nas. A problem otyłości nie występuje, niestety, tylko w Szkocji. To ledwie wierzchołek góry lodowej.

(Visited 384 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • yasmin

    Jakby co nie demonizowalabym wszystkich gotowcow, bo np. te z M&S sa naprawde smaczne i uczciwe. Wg mnie wystarczy byc swiadomym konsumentem i czytac etykiety.

    • Yasmin, jasne, że tak. Nie odnosiłam się do konkretnych, czy to Asda, Tesco czy M&S. Chodzi mi o samo zjawisko, jakim jest pójście często na łatwiznę, co przy dzisiejszym trybie życia nie jest niczym niezwykłym, producenci to wykorzystują, a ludzie nieświadomi często co tam jest w środku, to kupują. Nie czytając nawet etykiet.
      Dzieci naśladują dorosłych, do otyłości nie ciężko doprowadzić, niestety.

  • Pingback: Powiedz mi, że jestem gruba()