Opanować codzienność, jak to możliwe?

Będąc mamą pracującą na pełen etat stosunkowo dużo pisze o tym, jak to jest, próbować połączyć ze sobą dwa światy – pracy i domu z dzieckiem. Dzisiaj przydarzyło mi się coś na swój sposób wyjątkowego. Rano jak zwykle o szóstej zadzwonił Mężusiowi budzik, po co nie wiem skoro potem przez pół godziny uskuteczniana jest opcja „drzemka”. O wpół do siódmej, jakby z zegarkiem w ręku, przyczłapała do nas Młoda z misiem pod pacha i rozbrajającym uśmiechem, co było jednoznaczne z tym, ze pora zaczynać dzień. A ja pomyślałam sobie ścieląc łóżko i patrząc jak w tym czasie Młoda pije swoja przed żłobkową porcje mleka, że to nie tylko nasz wieczorny rytuał, o którym pisałam Wam ostatnio, ale właściwie cały rozkład dnia, jest w końcu jak dobrze wypracowany mechanizm.

Może to dlatego, że jestem tym typem człowieka, który wyjątkowo nie toleruje chaosu. Lubię, gdy jest jakiś plan! Gdy pojawia się chaos natychmiast podejmuję działania, które mają na celu opanowanie sytuacji. Dziecko było jaki taki tajfun, który zmiótł nasz skromny ówcześnie istniejący stabilny świat. Wraz z narodzinami Młodej, na nowo zaczęliśmy go budować, tym razem w wersji zaawansowanej!

Gdy spojrzeć na półtora roku jaki we trojkę mamy za sobą i to gdzie jesteśmy, jestem z nas dumna. Z siebie, bo pozwoliłam sobie choć na chwile zwolnić, złapać dystans i podszlifować cierpliwość. Jestem dumna z Mężusia, który tak dzielnie zajmuje się Młodą, i zbudował z nią więź i bliskość równą mojej lub silniejszą. I dumna jestem z naszego szkraba, który się tak ładnie adoptuje do wszystkich zmian. Bo kłamałabym Was mówiąc, ze było bardzo ciężko. Cale szczęście, to nie ten przypadek. Taki mały podarunek od losu, jako przeciwieństwo tego, że z reguły miewam pod górkę.

Natomiast ten czas był inny, wypełniony zmianami i próbami adaptacji. To, że teraz jesteśmy jak dobrze naoliwiony mechanizm w szwajcarskim zegarku to efekt wspólnej pracy, celu i elastycznej adaptacji do nowego.

A ten poranek… Wcześniej tylko słyszałam, że z dzieckiem w domu, kluczem do sukcesu jest ORGANIZACJA!  I ktoś, kto tę mądrość napisał, wiedział co pisze. Gdy już Mężuś zwlecze się z łóżka i uda do łazienki, ja szykuję dziecku mleczko, następnie  korzystając czasu gdy dziecko pije, ogarniam pokój, wyciągam ubranie, prasuje gdy jest potrzeba. Potem dziecko trzeba oporządzić, ubrać, zapakować plecaczek, bo Tata wtedy dzielnie co rano robi SAM SOBIE kanapki. O siódmej wysyłam ferajnę w drogę. Buziak na dowiedzenia i potem kolej na mnie. Łazienka, śniadanie, torba i można ruszać w drogę.

Mój powrót do pracy był zdecydowanie największą zmianą do której musieliśmy się przygotować. To był zupełnie nowy układ, któremu nie towarzyszył już teraz tylko mój stres związany z powrotem ale też troska o naszego malucha. Tyle wątpliwości i zmartwień! Bywały chwile trudniejsze, zwłaszcza podczas chorób, żonglowania naszymi zwolnieniami i poszukiwania doraźnej opieki do dziecka. Ale diabeł okazał się nie taki straszny.

Na wspomnienie siebie z tamtego okresu mogę się tylko uśmiechnąć pod nosem. Byłam klasycznym przykładem, który przeszedł przez dwa tygodnie totalnej fascynacji powrotem do pracy i wyrwaniem się z domu, przez około trzy miesięczny okres negacji i totalnego zniechęcenia, no co lekarstwem miała być zmiana pracy, po akceptację nowej codzienności. Gdy teraz ktoś mnie pyta o to, kiedy pora na drugie dziecko, szczerze mówię, że NIE WIEM. Nie wiem, bo NAPRAWDĘ lubię ten moment w którym jestem i nic na to nie poradzę :D.

A co do organizacji, jednak naprawdę, mimo szczerych chęci nie wszystko można zorganizować. Próbowałyście np. pracować  Z DOMU z dzieckiem? Polecam wizualizację 🙂

(Visited 104 times, 1 visits today)

You Might Also Like