Brak obecności babci i dziadka – dlaczego to takie trudne? Rozkminy emigrantki

Popłakałam się dzisiaj. Przeczytałam wpis pewnej mamy i łzy stanęły mi w oczach, grochy leciały wielkie, całe szczęście dziecię spokojnie drzemało na kanapie obok i mogłam wylać te wiadro słonej wody całkiem swobodnie.

Tak bardzo chciałabym móc napisać to, co ona, płacząc równie przy tym rzewnie…

Babcia i Dziadek

To, co pamiętam tak dobrze z dzieciństwa to moich Dziadków. Ich mieszkanie, zapach placków ziemniaczanych, które co piątek smażyła dla mnie Babcia. Grube, średnio tłuste, pyszne tak, że nie potrafiłam przestać się nimi zajadać. Pamiętam słoneczne sobotnie poranki, leniwe przeciąganie się w łóżku i głos Dziadka: wstałaś już? I od razu słychać było Babcię: A dajże jej spokój, niech śpi, jak chce 🙂 A później kanapki do łóżka, w zestawie z kubkiem gorącej herbaty.

Pamiętam stos gazet, które godzinami przeglądałam, podczas gdy Babcia rozwiązywała przy mnie krzyżówki. Jedna za drugą, bo była (ba, nadal jest) w nich tak dobra, że żadna nie wydawała się nie do przejścia. Z kolei Dziadek ucinał sobie drzemki na kanapie, oglądając programy przyrodnicze, przy których i ja się czegoś mimochodem dowiadywałam.

Kiedyś włączyłam „Pulp Fiction” – jeszcze na starym magnetowidzie, na kasety VHS. Nie zapomnę, jak Dziadek usłyszawszy dialogi Travolty z L. Jacksonem podniósł tylko jedną brew do góry, otworzył oko i stwierdził, że w życiu nie słyszał piękniejszej poezji 😉

Przyjeżdżając co sobotę do nich w odwiedziny wiedziałam, że w schowku pod szafą znajdę słoik ogórków konserwowych. Moich ulubionych, które wyjadałam na potęgę, zagryzając ptasim mleczkiem. Tak, też nie wiem, jak mój żołądek mógł to wytrzymać, ale jakoś mu sie to udawało.

Pamiętam, że moja druga Babcia nauczyła mnie jeść biały ser z miodem. Do dzisiaj ulubiona moja przekąska, kiedy już naprawdę nie mam co jeść albo sama już nie wiem, czego chcę. Ale koniecznie ser pokrojony w plastry. Tak, jak robiła to Babcia.

To ona robiła na drutach najlepsze swetry i będę powtarzać to do znudzenia – gdyby teraz zaczęła prowadzić bloga, byłaby najpopularniejszą blogerką modową w kategorii robótek ręcznych. To Babcia, w dodatku na wakacjach, jako pierwsza przeprowadziła ze mną poważną rozmowę o byciu kobietą. Podczas gdy ja, czerwieniąc się ze wstydu, próbowałam wtenczas udawać wielkie skupienie, zajmując ręce zbieraniem jagód.

To Dziadek zabierał nas co roku do zoo, obowiązkowy punkt w każde wakacje. To z Dziadkami spędzałam najlepsze chwile w Szczyrku, mieszkając tuż nad kinem i uczyłam się robić wianki z rumianku. Dzięki nim poznałam, co to miłość do gór, beztroska i radosne wakacje w schronisku na Stecówce. To z Babcią byłam pierwszy raz w kinie na „Królu Lwie” i z nią zapłakiwałam się w kinie na „Titanicu” (OK., tutaj możecie parsknąć lekko śmiechem). To Dziadek pozwalał mi siedzieć w swoim aucie, Fiacie 126p i udawać, że jestem kierowcą rajdowym. A kiedy znalazłam w ogródku 7-dmio listną (!!!) koniczynę powiedział, że muszę oberwać pozostałe listki, bo liczy się tylko czterolistna. Hmmm…

Co mam, a co bym chciała mieć

Życie na obczyźnie może być naprawdę dobre i przyjemne. Jeśli ma się szczęście i trafi na dobrych ludzi, pozna nowych przyjaciół, znajdzie pracę, która może nie jest wymarzona ale daje nam poczucie spokoju i bezpieczeństwa jako takiego, a w przypływie szczęścia kupi swoje własne cztery ściany, to czego można chcieć więcej? Chyba tylko więcej gotówki w portfelu i coraz fajniejszych wakacji.

Otóż dla mnie nie to jest największym „chceniem” i marzeniem. Jest nim coś w sumie bardzo banalnego, a jednocześnie bardzo istotnego: rodzina i bliskość najbliższych. Codziennie, każdego dnia, zastanawiam się, jakby to było, gdybym miała przy sobie moich czy Osobistego Połówka rodziców. Ile by nam to dało i jak bardzo pomogło. Ile radości wprowadziłoby w życie nasze i ich wnuczki, która miałaby Dziadków przy sobie. Jak bardzo pomogłoby mi to uporać się z moim wewnętrznym problemem, jakim jest oddanie dziecka do żłobka i zamartwianie się, czy oswoi się z nowym miejscem i ludźmi. Ale przede wszystkim, zdecydowanie szybciej nauczyłaby się przebywać z kimś innym, oprócz mnie.

Chciałabym, by moja córka miała takie wspomnienia. By mogła wracać myślami do swojego dzieciństwa i wspominać je z równie szklistymi oczami, jakie ja mam właśnie teraz, pisząc to. Chciałabym, by Dziadkowie dla Mii byli tym, czym moi byli dla mnie i moich sióstr.

Rzeczywistość

Życie napisało nam taki a nie inny scenariusz i musimy nauczyć się w nim lawirować na tyle, by mieć poczucie, że robimy co w naszej mocy i że zapewniamy sobie i dziecku szczęście i dobre, wartościowe i radosne wspomnienia.

Jeśli i Ty mieszkasz za granicą, zapewne znasz tę burzę uczuć, która towarzyszy mi przy zobaczeniu się z Dziadkami po dłuższym rozstaniu. I czy dzieje się to w rodzinnym domu, czy przy wizycie Dziadków u nas, rozstania bolą zawsze tak samo. A teraz nawet poczwórnie, bo boli mnie też to za moją córkę. Taki urok życia z dala od domu. A może jeszcze to wszystko się odwróci i będzie tak, jak sobie to wszystko kreuję w myślach i sennych marzeniach?

(Visited 269 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Tak, to jest piękny i bardzo wzruszający wpis… każdy, kto nie może być teraz z nimi niezależnie od tego, czy już ich nie ma na świecie, czy dzielą nas tysiące km odczuwa ich brat. Jak nie kochać naszych dziadków ? 🙂

    • No właśnie, jak nie kochać? I jak tu nie tęsknić, kiedy oczy płaczą, bo dziecię woła baba i dziadzia, a ich nie ma. I nie bęzie przez najbliższe miesiące… no jest to diabelnie trudne.
      Pociecha w tym, że są osoby, które to rozumieją i wspierają dobrym słowem 🙂

  • Pingback: Optymizm - jak się go nauczyć? Rozkminy emigrantki - MAMORKI.com()

  • Małgorzata Sulewska-Czarnecka

    Hmm… Czasem nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by odczuć brak obecności bliskich. Jestem z małego miasteczka leżącego niedaleko Augustowa. Chcąc realizować swoje marzenia wyjechałam do Łodzi. Nie wróciłam do rodzinnego miasta, ponieważ nie ma tam pracy. Najgorszym wspomnieniem z mieszkania w obcym mieście jest czas, kiedy miałam zagrożoną ciążę i miesiącami leżałam w szpitalu sama jak palec. Odwiedzał mnie mąż, ale nie mógł długo siedzieć, bo kiedy kończył pracę zostawało półtorej godziny możliwości wejścia do szpitala. Oliwka widuje dziadków w święta Bożego Narodzenia i w wakacje. Niby są blisko, a jednocześnie daleko. Nie mogą przyjechać, bo albo praca, albo problem z transportem. Czasem myślę, że komunikacja w Polsce to jakiś żart… By dojechać potrzebują 8 godzin i dwie przesiadki jeśli jadą koleją. Jeśli zaś autobusem to w najlepszym przypadku 6h… Dla starszych ludzi to ogromna męczarnia. Zresztą moi dziadkowie nie pracowali… Mieli dużo czasu, pomagali czasem rodzicom. Teraz dziadkowie muszą pracować 🙁

    • Małgosiu, masz całkowitą rację. Dzisiaj nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by tęsknić za rodziną. Akurat tak to się potoczyło u nas w życiu, że wylądowaliśmy w Szkocji i czasem sobie myślę, o ile łatwiej i lżej na duszy by mi było, gdybyśmy byli chociaż na jednym lądzie. Ale wiem, że i to czasem nie wystarcza… niestety.
      Rozumiem Cię i Twój smutek, a odkąd jest z nami dziecię, każde rozstanie z dziadkami i bliskimi boli dziesięć razy bardziej. Bo odczuwam swój i jej ból i tęsknotę i siedzi to we mnie jeszcze długo długo, zanim wracam w pełni na nogi – dosłownie i w głowie. Też tak masz?

    • Małgorzata Sulewska-Czarnecka

      U nas rozstaniom zawsze towarzyszą łzy i ból w sercu. Oliwka za każdym razem poznaje na nowo swoich dziadków – zupełnie ich nie pamięta, jeżeli raz na pół roku ich widuje…. Nie wiem jak będzie w te wakacje. Czasem myślę, że wolałabym cofnąć czas i nigdzie nie wyjeżdżać. Tylko wtedy nie spotkałam swojego męża w liceum, który pojechał za mną do Łodzi, gdzie przyjęli mnie na studia. Potem znalazł pracę w tym mieście, domyślam się, że gorzej by było się utrzymać tam, skąd pochodzę. Wiele moich znajomych musiało opuścić to miejsce, ponieważ tam nie ma pracy, a jak jest to nieraz wszystko jest już wcześniej ustawione, zwyciężają znajomości i koligacje rodzinne 🙁