Mam nieśmiałe dziecko, jak mu pomóc? Nasze 7 sposobów na nieśmiałość.

Mam nieśmiałe dziecko. Tak w skrócie mogłabym określić moją córkę. Ale nie będę upraszczać sprawy, bo nie jest tak, że moje dziecko siedzi cały dzień zamknięte w swoim pokoju i za nic w świecie nie chce z niego wyjść. Są natomiast pewne sytuacje, w których nieśmiałość bierze górę nad jej pełnym temperamentu życiem. Czy można z tym coś zrobić?

W zasadzie tak jest od początku. W momencie, w którym pojawia się nowa osoba w otoczeniu, ale muszę tu zaznaczyć, że chodzi tylko o osoby dorosłe, moja córka ucieka lub chowa się za moimi plecami. Bywa, że z płaczem i krzykiem wybiega do kuchni i nie wychodzi stamtąd, dopóki nie zapewniam jej milion pięćset razy, że wszystko jest w porządku i że ten pan/pani nie są ani straszni, ani groźni, ani dla nas obcy. W zależności od tego, kto to jest, strach lub nieśmiałość znikają i wszystko jest już OK.

Pewne osoby od początku wzbudzają w mojej córce płacz i nieśmiałość. Nie mam pojęcia dlaczego, nie wiem doprawdy, w czym tkwi szkopuł. W wyglądzie? W głosie? Nie mogę powiedzieć, że w podejściu do niej, bo naprawdę czasem wystarczyło pojawienie się w drzwiach i już, koniec. Płacz, ucieczka i nieufność połączona z nieśmiałością.

Pewne osoby musiały dać mojej córce czas, by poczuła się ośmielona w ich towarzystwie. Po początkowym płaczu i chowaniu się w drugim pokoju, wychodziła i już po chwili było tak, jakby nic się na początku nie stało.

Czy martwi mnie to? Nie specjalnie, a przynajmniej jeszcze nie. Dzieci są różne, ich charaktery też i przyjmuję jej zachowanie jako część jej osoby i odbioru świata, który ją otacza. Skłamałabym mówiąc, że nie jest mi, gdzieś tam w środku, przykro, bo bliska nam osoba jest w taki a nie inny sposób odbierana przez córkę, ale z drugiej strony – nie zmuszę jej. Nie mogę zmusić dziecka do polubienia kogoś, jeśli to w tym tkwi tajemnica, nie będę na siłę wyciągać z kuchni lub wypychać przed siebie zza pleców tylko dlatego, że ja tak chcę i uważam, że tak powinna się zachować.

Jesper Juul napisał*:

„Dzieci muszą niekiedy całować się z całą armią ciotek i wujków – jaki to ma sens? W ten sposób przecież przekracza się ich granice, ponieważ one wolałyby różnicować: tego wujka lubię i pocałuję, a tego nie lubię i nie będę całować. Jeśli coś takiego zaobserwuje się u dzieci, należy to respektować. Nie chcę powiedzieć, że w ogóle najlepiej ich nie dotykać i trzymać z daleka. Owszem, dotykaj ich, ale bądź czujny na sygnały, które Ci wysyłają.”

Są też takie osoby, jak nasza sąsiadka, którą widuje często, która nigdy absolutnie nie wymusza buziaków, przytulania, wyciągania rączki na powitanie, a jedynie woła wesołe „hello Mia!”. Moja córka chowa się, ale jednocześnie bacznie obserwuje, by w końcu uznać, że sytuacja jest bezpieczna.

Lub nasz sąsiad. Wesoło zagaduje i macha ręką na powitanie, przy czym moje dziecię idąc dalej przed siebie, zasłania sobie oczy i nie odsłania ich, dopóki nie powiem jej, że już tego pana nie widać.

nieśmiałość, nieśmiałość u dziecka, wstydliwość

Jak zatem pomagam mojej córce sobie z tym radzić?

  1. Opisywanie sytuacji i osób, planu dnia

Zastosowałam to, będąc w Polsce na wakacjach. Wiedziałam, że będziemy widywać wielu ludzi, otoczenie będzie się często zmieniać, twarze coraz to inne będą się przewijać. Nie liczyłam na to, że moje dziecię będzie cokolwiek pamiętać z wizyty sprzed pół roku, zatem od samego początku wtajemniczałam ją w kolejne etapy wakacji.

Przed każdym wyjściem tłumaczyłam gdzie jedziemy, kogo spotkamy, co będziemy robić. Starałam się nawiązywać do poprzedniej wizyty (kto wie, czy ta mała główka jednak czegoś nie zapamiętała), do znanych jej uczuć, smaków, zapachów i sytuacji. Przeważnie zaczynałam jeszcze wieczorem, kiedy szykowałyśmy się spać. Przypominałam rano i jeszcze w drodze. Zdało egzamin, bo wszystkie wizyty okazywały się sukcesem! Owszem, była niepewność ale jednocześnie zauważałam ciekawość, a później uśmiech i radość.

  1. Weekendy poza domem lub u znajomych i przyjaciół

W każdy weekend staramy się coś zorganizować – albo kogoś zapraszamy, albo to my jesteśmy zapraszani. Jeśli te opcje wypadły z gry, wychodzimy na miasto, na spacery, byle przebywać wśród ludzi. Widzę, że osoby dorosłe ją onieśmielają ale lgnie do dzieci, jest wobec nich troskliwa i opiekuńcza, skora do zabawy.

Pokazujemy, że świat nie jest taki straszny, ludzie też nie. Że są oni różni ale są wśród nas. Tworzymy okazje, w których ma okazję do spotykania się z nieznanymi osobami i warunkami; w których nawiąże nowe znajomości i nabędzie społeczne umiejętności. Czy to plac zabaw, kawiarnia, park, plaża czy po prostu ulica.

  1. Sami stajemy się dziećmi

W Katowicach na rynku grała muzyka. Moja córka, gdy tylko muzykę usłyszała, zaczęła tańczyć. I wiecie co? Przyłączyłam się. To samo pewnego dnia na zakupach w Tesco – zaczęła grac muzyka z „Krainy Lodu”. Mia ruszyła na parkiet. I ja, bo Osobistego Połówka nie mam serca namawiać 😉

W ten sposób staramy się przezwyciężyć uczucie zawstydzenia, dodać odwagi i pewności siebie. Jeśli nasza córka zobaczy co robimy jest szansa, że przyłączy się do nas. Oklaski i uśmiechy oglądających nas osób też robią swoje.

  1. Ćwiczymy zachowania społeczne

Idziemy do sklepu? Świetnie! Pozwalamy córce zapłacić samej za zakupy. Podaje pieniądze, wbija pin do karty, podaje to zakupy przy kasie. Pewnie, że nie zawsze jest chętna, widok pana kasjera skutecznie onieśmiela ale często się udaje, czemu dajemy wyraz zadowolenia i cieszymy się razem z nią, że dała radę.

Małymi kroczkami do przodu…

  1. Czytamy książki

Tak, ale staramy się tak dobierać książeczki, żeby były o odwadze, chęci poznania świata i o przezwyciężaniu nieśmiałości. U nas króluje Kicia Kocia autorstwa Anity Głowińskiej– jej przygody na basenie, w przedszkolu, ze strażą pożarną, u lekarza czy na placu zabaw, idealnie wpisują się w nasze nieśmiałe rozterki. Kicia Kocia też bywa nieśmiała, obawia się, wstydzi. Czytamy, rozmawiamy o tym, tłumaczymy o jakich emocjach rozmawiamy. Kicia Kocia daje radę, córa zaczytuje się w niej, pewne wybrane przygody są tymi naj naj ulubieńszymi. Te egzemplarze nadają się już do wymiany, nie wiem, czy taśma klejąca uratuje je na dłuższą metę 😉

Plusem tych książeczek jest ich język – napisane są bardzo prosto, zwięźle, dziecko nie traci szybko wątku i zainteresowania podczas czytania.

  1. Pozwalamy być samodzielną

Chce się sama ubrać? Świetnie! Rozebrać? Świetnie! Posmarować chleb masłem? Proszę bardzo. Dajemy jej wybór – co chcesz dziś ubrać, to czy to? A zjeść – to czy to? Uczymy podejmować decyzje, być odważną w ich wyrażaniu. Nie jednokrotnie wymaga to od nas cierpliwości i stanu zen, czasu również. Ale wierzymy, że to wyzwoli w niej pewność siebie i odwagę.

  1. Pomagamy zrozumieć jej emocje

Istotą sprawy jest zrozumieć emocje, które targają dzieckiem w takich a nie innych sytuacjach. Rozmawiamy i pytamy, wyjaśniamy. Boisz się? Przestraszyłaś się? Zawstydziłaś się? Tłumaczymy, że to nic dziwnego i że nie jest z tym sama, że dorośli też miewają takie odczucia, że nie jest odosobniona.

Do pomocy mamy angielską książeczkę „Funny Face” autorstwa Nicoli Smee, w której opisane i zilustrowane są emocje, których doświadcza bohater książeczki. Inną, podobną do niej, jest książeczka „Myszka” Doroty Gellner. Myszka o wielkim serduszku doświadcza różnych emocji i między innymi są to nieśmiałość i wstyd. Bardzo polecamy!

To nasza lista 7 czynności, która z każdy tygodniem i miesiącem wydłuża się. Dziecko rośnie, coraz więcej rozumie i szukamy coraz to nowszych sposobów i pomysłów. Niestety, opcje zostawiania dziecka z rodziną, by i ono mogło odpocząć od rodziców nie wchodzi w grę, bo rodziny na miejscu nie ma. I dlatego sami musimy sobie z tym radzić, ale mam wrażenie, że wychodzi nam to całkiem nieźle i są postępy.

Jeśli macie tą samą zagwozdkę i problem, wszelkie Wasze pomysły i sugestie przyjmę z otwartymi ramionami.

 

*Jesper Juul, „Zamiast wychowania. O sile relacji z dzieckiem”. Wydawnictwo MiND, 2016

(Visited 426 times, 1 visits today)

You Might Also Like