Nie wiem, ale i tak powiem Ci co myślę!

Kilka razy w treściach poprzednich wpisów chciałam delikatnie zaznaczyć, jak to z zasady nie lubię, gdy ktoś kategorycznie zabiera głos w dyskusji, nie mając z jej tematem wiele wspólnego. Podkreślam KATEGORYCZNIE, bo oczywiście zawsze można trochę pogdybać, zawsze może nam się coś wydawać. Ale nie o te przypadki mi chodzi. Chodzi mi o działanie na zasadzie w sumie to nic o tym nie wiem, ale i tak Wam powiem, co myślę. No i na dodatek to, co myślę i uważam, to jedyne słuszne stanowisko.

Pewnie też spotkałyście się z czymś takim choć raz, co?

Jak dziś pamiętam, kiedy moja niechęć do takiej postawy się rozwinęła. Było to w zamierzchłych czasach liceum, gdy z zafascynowaniem czytałam Harrego Pottera. Tak, dokładnie Harrego Pottera. Byłam gotowa bronić tej książki całą sobą, bo uważałam, że niezależnie od gatunku, jaki reprezentuje, każda książka, która sprawia, że takie masy ludzi ponownie czytają, jest dobra. Ale oczywiście przeciwników nie trudno było mi znaleźć. O ile rozumiałam argumenty osób, które zrobiły podejście do tej lektury, których z różnych przyczyn historia ta nie wciągnęła i nie zainteresowała, tak proszę wyjaśnijcie mi, na jakiej podstawie ktoś, kto nie spojrzał dalej niż na okładkę wysnuwa twierdzenie, że książka jest beznadziejna? Chyba jedynie niechęć do samego gatunku jest swojego rodzaju usprawiedliwieniem, ale też daleko temu do bycia podstawą kategorycznych osądów, z którymi tak często się spotykałam.

Mniej więcej w tamtym okresie podjęłam decyzję, że nigdy nie będę wypowiadać się na temat, o którym nie mam pojęcia. Którego nie doświadczyłam, nie spróbowałam, nie widziałam/czytałam/smakowałam itd. W związku z tym, nie usłyszycie ode mnie, że to jest TO JEDYNE słuszne rozwiązanie. Tak naprawdę w wielu przypadkach z Dianą, dzielimy się tym, co spotkało nas osobiście, co u nas się sprawdziło, a co nie. I tak, czasem gdybamy i dyskutujemy, sugerujemy lub poddajemy w wątpliwość, ale nie ma tutaj nadrzędnych prawd. Bo każda nasza prawda, jest inna, każda równie ważna.

Naprawdę czasem jak słucham telewizji, wydarzeń ze świata i polityki, bardzo mi ciężko z tym moim nastawieniem. A to właśnie dlatego, że nie znoszę, gdy jakaś garść załóżmy podstarzałych polityków uzurpuje sobie prawo do decydowania o moim życiu. A jakimś sposobem to nas kobiet najczęściej, choć nie bezpośrednio, dotyczą te dyskusje. No bo wiecie: in-vitro, aborcja, antykoncepcja. Ale też bardziej uniwersalnie jak religia w szkołach, 6 latki w pierwszej klasie i tak dalej i tak dalej. O jak trudno być świadomym obywatelem.

nie wiem ale i tak powiem co myślę

Ale trudno jest być również świadomą swoich decyzji kobietą. Bo czasem nawet najbardziej prywatne decyzje, są przez rzesze osób zupełnie niedotkniętych problemem oceniane.  Ostatnio pisałam o tym, że nie zawsze oceniamy, ale jednak nadal dzieje się to zdecydowanie zbyt często. Oceniamy zamiast spróbować zrozumieć. To, że ktoś obiera inną drogę, nawet nam najbardziej niezrozumiałą, nie oznacza automatycznie, że ta droga jest zła. Ona jest po prostu inna.

Nie wiem czemu, tak często chcemy wchodzić z butami w prywatne życie innych ludzi. Czemu ktoś chce kategorycznie zadecydować o tym za mnie, czy mam robić zakupy w niedzielę czy nie. Czy jak lata staram się o dziecko, czy zdecyduje się na in-vitro czy nie. Czy jak mam przed sobą perspektywę urodzenia dziecka nieuleczalnie chorego, czy to dziecko urodzę czy też nie. Zrobię wszystko przecież i tak, zgodnie z własnym sumieniem i z tym, na co w swoim życiu jestem gotowa. Nikt nie zrobi ze mnie na siłę świętej, ani zakazami nie sprawi, że pewnych zjawisk nie będzie. Ale zrozumienie i udzielana pomoc, mogą wiele zmienić!

nie wiem ale i tak powiem co myślę

Ostatnimi czasy przeszukałam wręcz cały internet w poszukiwaniu informacji na temat prenatalnych testów genetycznych: USG, testu PAPP-a, NIFTY, Harmony, amniopunkcji. Niestety poza forami, na które z reguły nie zaglądam, a które w tym przypadku okazały się jedynym miejscem, gdzie można było znaleźć słowa otuchy, wsparcia i zrozumienia, udało mi się znaleźć naprawdę tylko szczątkowe informacje od kogokolwiek, u kogo wyniki tychże byłyby wątpliwe, o złych nie wspomnę. Internet jest pełen rad i długich wywodów o tym, jak to wszystko jest ważne, gdy wszystko jest dobrze. Gdy dzieje się źle, usta milkną.

Czy to nie czasem właśnie dlatego, że w tych trudniejszych sprawach, za każdym zakrętem czai się ludzki osąd i niezrozumienie. Bo przecież ktoś wie lepiej, co trzeba zrobić. Co jest jedynie słuszne i poprawne. Ja wiem jedno, to naprawdę nie mi oceniać. Ja nie wiem, co jest dla Ciebie dobre. Mogę wysłuchać, mogę posłużyć ramieniem, ale jako, że to nie mi przyjdzie żyć z ostatecznym wyborem, również nie mnie decydować o jego słuszności.

(Visited 336 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Odnosząc się do Twoich ostatnich akapitów – wiem doskonale o czym piszesz… krytykujemy fora, a tak naprawdę często dajną nam pewną dozę informacji

    • Tak, powiem Ci Martyna, że dla mnie było to naprawdę duże zaskoczenie. Z reguły czytam artykuły, blogi. Takie fora, gdzie człowiek, jako że bardziej anonimowy może napisać wszystko omijałam szerokim łukiem. A tymczasem okazało się, że to było jedyne miejsce, gdzie nie było, że ktoś jest za czy przeciw, nikt nikogo nie skrytykował, nie wypomniał, nie nakłaniał, a słuchał i po prostu trzymał kciuki. Bardzo dużo mi to dało.