Nie takie naturalne karmienie naturalne

Gdy byłam w ciąży, nie wiedziałam wielu rzeczy tj.: jak urodzę, gdzie urodzę, jak duże będzie moje dziecko. Wiedziałam jednak jedno, że będę karmić piersią. Była to dla mnie najoczywistsza oczywistość, i w ogóle nie brałam pod uwagę innego rozwiązania. Tak jak nie miałam zupełnie żadnych wskazań do cięcia cesarskiego, tak nie istniały żadne przeciwwskazania do karmienia, w związku z czym, nie było czego rozważać.

Po porodzie naturalnym, pokarm szybko się pojawił, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tym przekonaniu. Pierwsze karmienia były, co prawda, dosyć nieporadne. Na sali poporodowej podpatrywałam bardziej doświadczone mamy, jak karmią, jak się układają z dziećmi. Śmiało pytałam też położne o wskazówki, które raz mniej, raz bardziej chętnie udzielały mi pomocy. Moje maleństwo, leniwie zabierało się za jedzenie, i zamiast ssać, więcej spało niż jadło, także bez butelki w szpitalu się nie obeszło. W domu jednak, gdy już byliśmy u siebie, na spokojnie rozpoczęliśmy przygodę z karmieniem, a wszelkie butelki i smoczki znalazły sobie spokojne miejsce w szufladzie.

Pierwszy miesiąc karmienia był o tyle trudny, że każde karmienie trwało, przynajmniej w moim odczuciu, całe wieki. Fakt, że na tym etapie Madzi nie przeszkadzało zupełnie nic, wykorzystałam na oglądanie swoich ulubionych seriali, nawet w środku nocy. Częstotliwość karmienia była drugim odrobinę dokuczliwym aspektem – miałam wrażenie, że ledwo kończę, a młoda znowu jest głodna.  Szybko się jednak przyzwyczaiłam, a czas karmienia wykorzystywałam na telefoniczne pogawędki, nadrabianie zaległości serialowych lub czytelniczych.

Niestety, wszystko, co dobre z reguły się kiedyś kończy, tak i w tym przypadku nie obyło się bez utrudnień. O ile w kwestii spania nadal nie odniosłam sukcesu – tak przebrnięcie przez tzw. „kryzys laktacyjny”, do teraz i pewnie jeszcze długo, długo będzie napawać mnie dumą i samozadowoleniem.

O tym, że przydarzył mi się kryzys laktacyjny nie miałam bladego pojęcia. Ba, w ogóle nie wiedziałam, że coś takiego jest! W wielu artykułach, które miałam okazję przeczytać, dużo pisano o technikach karmienia, o problemach ze ssaniem u dziecka, o usypianiu etc., ale nigdzie o jakimś kryzysie. Także i ja, czegoś takiego się nie spodziewałam. A pewnego dnia, a raczej wieczora, po posiłku, nasz maluch zamiast z napełnionym brzuszkiem z zadowoleniem pójść spać, zaczynał płakać. Chyba przez 3 dni zastanawialiśmy się, co się dzieję, czemu płacze, czy coś jej nie boli – nosiliśmy i bujaliśmy na rękach aż usypiała. W pewnym momencie wpadła nam do głowy myśl – może jest głodna?!?!?! I tak też było, po karmieniu, gdy pierwszy raz podaliśmy jej butelkę, zachłannie zjadała dodatkową porcję i od razu wszelkie dolegliwości minęły.

Dziecko najedzone, wiadomo, to dziecko szczęśliwe, ale co ze mną? Ja byłam zdruzgotana, w szoku i desperacko poszukiwałam wszelkich informacji na temat tego, co się właściwie zadziało. Jak się okazuję, dosyć powszechnym jest zjawisko tzw. kryzysu laktacyjnego, który może się pojawić w 6 tygodniu życia dziecka, 3 i 6 miesiącu, co pokrywa się ze skokami rozwojowymi. I jest to zjawisko normalne, problem tylko – jak dać sobie z nim radę? Są i na to pewne metody, choć przyznam, że wszystkie – są metodami dla wytrwałych.

W internecie można znaleźć m.in. takie zalecenia innych internautek: weź dziecko do łóżka, i karm, choćby cały dzień i całą noc, jak najczęściej, kiedy tylko chce, żeby pobudzić laktacje. Cóż, może się to u kogoś spisało, ale u mnie nie. Oczywiście przystawiałam młodą częściej, ale sytuacja wcale nie ulegała poprawie. W akcie desperacji spróbowałam zalecanej metody – zdeterminowana cały dzień spędziłam z młodą na kanapie, karmiąc, raz z jednej strony, raz z drugiej, przy okazji śledząc najnowsze perypetie „Chirurgów”. Po ośmiu godzinach ja miałam dość i dziecko też. Poza tym, żeby Was nie oszukiwać, takie rozwiązanie było po prostu nie dla mnie. Oczywiście są również herbatki na laktacje – położna z przyszpitalnej poradni laktacyjnej poleciła mi środek Femaltiker, który bazuje na pobudzających laktacje słodach jęczmiennych (dla tych co wolą łączyć przyjemne z pożytecznym, równie pomocne jest piwo Karmi :P).

Moim wybawieniem stała się pewna przecudowna mama uroczych bliźniaków. Ona, jako wielka zwolenniczka karmienia piersią (sama dokonała sztuki wykarmienia dwójki dzieci na raz), zachęcała mnie do dalszych prób i nie poddawania się. Zbawieniem okazał się laktator, którego użyczyła mi na wypróbowanie. Teraz ja, polecam go dalej, bo jak się okazuje, nie bez przyczyny nazywają go „Mercedesem” wśród laktatorów. Medela Swing, bo o tym modelu mowa, to zdecydowanie nie jest tani sprzęt, choć gdyby się pokusić o przeliczenie kosztu mleka modyfikowanego i tak z pewnością bylibyśmy na plusie. Po tygodniu, sama jak najszybciej zakupiłam sobie również ten genialny wynalazek i rozpoczęłam rytualne posiedzenia już nie tylko z dzieckiem, ale i laktatorem.

Klucz do sukcesu? Wsparcie bliskich i odrobina własnego zacięcia. Po każdym karmieniu Madzi, gdy tylko dojadała z butelki, ja systematycznie dodatkowo pobudzałam laktację. Czasem przez 5, czasem przez 10 minut, najpierw z jednej strony, potem z drugiej, zdarzało się, że zupełnie na sucho, ale za każdym razem wytrwale. I tak po niecałych 4 tygodniach, Madzia zaczęła dziękować za dodatkową butelkę, aż całkowicie wróciłyśmy do piersi i… karmimy się dalej. Miało być pół roku, jest już prawie 11 miesięcy!

O przyzwyczajeniu do wygody i ułatwień, jakie nam dało karmienie piersią przy innej okazji!

20141116_185208897_iOS

(Visited 165 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • ola

    pamiętając o Twoich wyczynach, gdy mała miała 6 tyg a moje mleko z wodnistego zamieniło się w gęste i karmienie zaczęło polegać na kilkunastu (dosłownie) połknięciach mleka nie wpadłam w panikę że tracę pokarm wzięłam laktator i zobaczyłam że mleko z trudem ale leci więc spokojnie dałam sobie i małej trochę czasu na dostosowanie się do nowego pokarmu i tym spokojem chyba uratowałam laktację także niech historia służy mamom i wspiera je w niekiedy trudnej walce o karmienie piersią! Teraz wiem, że gdy pojawi się kolejny etap muszę być znów pełna optymizmu, którego zabrakło przy karmieniu pierwszego dziecka. Myślę jednak że nie można porównywać 2 różnych dzieci, zwłaszcza innej płci bo syn nie tak jak córka był potwornie niecierpliwy. Gdy pokarmu mu brakowało nie ssał spokojnie dalej jak mała czekając na kolejne krople ale darł się i dlatego od razu dostał butelkę. Ponieważ był już duży – 4 miesiące – to potrafił rozróżnić ssanie piersi i butelki i nie chcąc zbytnio się męczyć, piersi nie ssał po kilku karmieniach butelką już wcale… a ściągane mleko i podawane później butelką niestety utrzymało laktację tylko przez kolejne 2 tygodnie i w połowie 5 miesiąca pożegnałam się z własnym mlekiem. Ponieważ końcówka karmienia nie była już wcale przyjemna odetchnęłam z ulgą i pogodziłam się z sytuacją bardzo szybko 🙂 Więc trzeba pamiętać że czasem może i warto odpuścić gdy dziecko już jest duże – decyzja niech należy do mam… i nie ulegajcie zbytnim opiniom, że na sztucznym mleko dziecko się gorzej rozwija i więcej choruje – syn zaczął mówić jak miał 1,5 roku a pierwszy antybiotyk dostał mając 21 miesięcy… trochę się rozgadałam ale wracając do tematu – karmię piersią tak długo jak tylko się da!

    • Tak, to jest sedno sprawy, bo czytając wypowiedzi mam, zwolenniczek karmienia piersią, można się czasem przerazić, często i gęsto znajdując opinie w stylu: nie karmisz jesteś zła, a mm to samo zło. A prawda taka, ze jak można to o karmienie naturalne warto powalczyć i nie poddawać się od razu. Czasem trzeba trochę cierpliwości, wytrwania no i wsparcia partnera, najbliższych. Ale, jak się nie udaje, czy brak nam sił, to wprowadzenie mleka modyfikowanego nikomu krzywdy nie zrobi a wręcz przeciwnie, nie zapominajmy, przecież szczęśliwa mama to i szczęśliwe dziecko – a to jest najważniejsze!

  • Pingback: Najdoskonalszy gadżet każdego dziecka :) – Monika | MAMORKI()

  • Pingback: Karmienie piersią bez lukru – Diana | MAMORKI()

  • Pingback: KARMIENIE PIERSIĄ BEZ LUKRU – DIANA | MAMORKI()

  • Pingback: Pierwsze 3 doby karmienia - MAMORKI.com()

  • Pingback: Przekleństwo karmienia piersią! - MAMORKI.com()