NIE MÓW MI!

Czy już dziś miałaś okazję przeczytać kolejny wpis, który głosi, że wszystko jest możliwe? Dostałaś 10 złotych rad dotyczących tego jak mieć w domu porządek przy dziecku, 3 wskazówki o zdrowym żywieniu i esej na temat istoty uprawiania sportu? Ja miałam szczęście, bo dzisiaj jeszcze nie trafiłam na nic takiego 🙂

Żeby wątpliwości nie było, lubię tę różnorodność blogowych wskazówek. Lubię czytać o metodach walki z katarem, o fajnych książeczkach dla dzieci czy trikach, by urządzić pokój dziecka. Lubię podglądać na blogach te piękne zdjęcia sterylnie wręcz czystych wnętrz, w których każdy element odgrywa swoją rolę. Ale chyba najbardziej lubię czytać o tym jak inni, zupełnie jak ja, borykają się z codziennością i nie wszystko im tak idealnie wychodzi. Bo wtedy czuję, że naprawdę nie jestem w tym sama.

Niestety takich wpisów jak na lekarstwo. Świat przedstawiany bywa jak to zdjęcie rodzinne, na którym wszyscy się uśmiechają tylko po to, by chwilę później się rozejść i oddać swoim standardowym animozjom. Dlatego w głównej mierze to co czytam, przyjmuje z dystansem, bo choć piękny, to nie jest to mój świat. Ale są chwile, gdy na dystans wysilić się nie mogę. Gdy wszystko się we mnie gotuje, gdy mam ochotę wykrzyczeć w końcu, nie mów mi… NIE MÓW MI jak mam żyć! I zamykam stronę!

Jest kilka takich tematów, które wywołują we mnie reakcję obronną. Są to z reguły wpisy o KATEGORYCZNYM zdrowym żywieniu i lawina przytaknięć, którą poczytuję za brak cywilnej odwagi przyznania się do tego, że tak, mi też czasem zdarza się przekupić dziecko kawałkiem Kinder czekolady, by wyszło z placu zabaw. Wpisy o tym, jak to przecież wszystko można. No bo jak to, NIE MASZ CZASU?!?!?! Nie masz czasu codziennie biegać? By codziennie zdrowo i świeżo gotować? By przeczytać chociaż jedną książkę? By pomalować paznokcie? Posprzątać w domu? Wyjść na spacer z dzieckiem? Pobawić się? NIE MASZ? No to jedyne wyjście… musisz być LENIWA, albo NIEZORGANIZOWANA, a już najpewniej NIE DBASZ O DZIECKO i o siebie zresztą też.

Z całym szacunkiem, może podszytym niewielką nutką zazdrości, ale nie są dla mnie wiarygodne wskazówki matki, która ma dzieci w przedszkolu, mąż zarabia na tyle by utrzymać ją i dzieci i dwupiętrowy dom, a ona podczas tych 6 godzin (skróciłam, bo nie wiem ile czasu w przedszkolu spędzają dzieci, których mamy są w domu) ma czas na to by zająć się wszystkim. Nie mówię, że jej praca nie jest wymagająca, bo może ona sama pracuje zdalnie, żyje ze swojego bloga lub po prostu prowadzi dom. Każde z tych zajęć też pochłania czas, ale też żadne z nich, nie zabiera z życia tak kategorycznie wyciętych 8 godzin. Od 8 do 16, od 9 do 17 lub od 7 do 15, bądź jeszcze innej karkołomnej wariacji.

Dlatego m.in. nie cierpię, gdy czytam, że „danonek” zaserwowany dwa razy w tygodniu spisuje moje dziecko na problemy zdrowotne i otyłość. Wybacz mi, ale nie zawsze mam czas przygotować domowej roboty serek. I gdy wychodzę z córką do sklepu, byśmy się razem przeszły po dniu pracy, bo nie mam nic w domu i właśnie zaraz ktoś napisze, że nie dbam o dietę swoją i dziecka bo nie gotuję, to nie będę się kłócić o jeden serek. Czy czekoladkę. Czy Kubusia, którego i tak na co dzień w domu nie ma.

Takie wpisy są ponoć dla „świadomych rodziców”. Hmm… z pewnością ja się do nich nie zaliczam, bo przecież skoro daję dziecku ciasteczko, to nie mogę być świadomym rodzicem. To powiem Ci więcej. Jestem i to bardzo świadoma, i naprawdę wystarczy mi to, że sama wiem, że to nie jest idealne rozwiązanie. Że to moja słabość i porażka. Nie muszę tego słyszeć od Ciebie. Tak wszystkie narzekamy na to, jak obcy uzurpują sobie prawo do tego, by mówić nam jak wychowywać, ubierać czy karmić nasze dzieci. Tymczasem tyle wpisów robi dokładnie to samo.

Jedzenie to jeden, ale bardzo nośny przykład. W dobie plagi otyłości wśród dzieci warto o tym pisać, warto edukować. Ale podkreślę edukować a nie karcić, za chwile słabości czy brak wiedzy. Bo wszystkim nam, się takie chwile zdarzają. WSZYSTKIM, bez wyjątku! Między innymi dlatego i za to uwielbiam bloga  alaantkowe BLW. Tam nie ma słowa, że to co inne to złe. Za to są konkretne rozwiązania. I to jakie! Proste, szybkie i smaczne. I to w ten sposób można rzeczywiście wpływać na ludzi i zmianę ich postaw. Nie poprzez zakazy i groźby. Te są zawsze krótko terminowe.

Osobiście z wielką radością głoszę teorię, którą przekazała mi pewna znajoma dietetyczka, że w zdrowej diecie jest miejsce na wszystko!!! Na ulubionego wafelka, porcje popcornu w kinie, czy frytki na wyjeździe. W chwili rozpaczy na danonka w kieszeni czy Kubusia z korkiem niekapkiem. Bo jak długo niezdrowe jedzenie nie staje się naszym uzależnieniem, stałym elementem menu, a nasza codzienna dieta jest odpowiednio bogata w świeże owoce, warzywa czy inne dobra płynące z naszej natury, to nadal jesteśmy na jak najlepszej drodze do tego, by było lepiej. By było dobrze! Najlepiej jak potrafimy!

I jak twierdzisz, że nie dajesz swoim dzieciom tego całego „świństwa” – super, gratuluje siły woli i determinacji. Mam tylko nadzieję, że nie będziesz zaskoczona, gdy dziecko samo jak podrośnie na wycieczce będzie wyjadać sąsiadom chipsy i robić zrzutkę na paczkę cukierków. Możesz dawać przykład, jasne. Możesz próbować zaszczepiać zdrowe nawyki – ekstra! Ale w świecie, w którym żyjemy i tak nie uchronisz dzieci przed wszystkim tym co złe, co niezdrowe, co szkodzi. Więc ja wolę nauczyć swoje dziecko, że na wszystko jest pora i czas. Że umiar jest kluczem do sukcesu, że czasem wbrew pozorom można… mieć ciastko i zjeść ciastko!

Nie mów mi!

 

(Visited 589 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Konny

    Lubie i to bardzo 🙂
    Ja juz dawno doszlam do wniosku, ze matka roku ze mnie, jak wiecie co, mimo ze super zdrowo sie nie odzywiamy, Tobi moze jesc wszystko na co ma ochote, wiec takze slodycze. Ale poza slodyczami, ktore nie sa jego jedynym skladnikiem diety pije duzo wody (sam o nia prosi), owocow i innych ulubionych rzeczy. Wszystko jest dla ludzi/dzieci nalezy tylko we wszystkim zachowac umiar i nie dac sie zwariowac.
    Znajoma opowiadala, ze gdy jej syn chodzil do przedszkola (obecnie ma 16 lat) i zorganizowali mu z mezem urodziny, to jedno z zaproszonych dzieci nic nie robilo tylko schowalo sie i jadlo naszykowane slodycze, tak dlugo az zwymiotowalo. Jak sie pozniej okazalo w domu panowal calkowity zaraz na slodycze.
    To chyba daje do myslenia – zakazany owoc smakuje podobno najlepiej…

    • Ja za to bardzo dobrze z domu pamiętam, że rodzice kupowali słodycze raz w tygodniu, i jak wszystko zjedliśmy, trzeba było cały tydzień czekać 🙂 W taki czy inny sposób, jakoś wyrośliśmy. A ja tak właściwie to nawet za słodyczami nie przepadam (choć dam się zabić za paczkę ulubionych chipsów :P).
      NIE DAĆ SIĘ ZWARIOWAĆ, to kwintesencja tego, co miałam na myśli pisząc ten tekst. Bo też mnie uczono, że naprawdę wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko znać granice. Tak mi trudno uwierzyć, w ten panujący ostatnimi czasy biało lub czarny świat. Jakbyśmy zapomnieli, że świat to wszystkie odcienie szarości pomiędzy. Czemu coś może być tylko dobre, lub tylko złe, wszystko przecież… zależy 🙂

  • Zapraszam do siebie Mamasamai.wordpress.com bo u mnie nie jest tak kolorowo, jak w tych miejscach, które opisujesz. Jest prawda o tym, jak życie może wyglądać i jak wyglada moje. Mam półtoraroczne dziecko i masę wyrzutów sumienia gdy zgadzam się na wafelki, ale wiem, ze krzywdy córce nie robię. Pozdrawiam

    • Ba, no jasne, że krzywdy nie robisz. Rozumiem i jak pisałam, grunt to znać siebie, swoje dziecko i ogólne granice. Zaufać trochę sobie, i będzie dobrze 😀 Mówisz, że u Ciebie nie różowo… no u nas też to różnie bywa 😉

  • Często się zastanawiam, czy mając dzieci lepiej odłączyć się od internetu i wychowywać je intuicyjnie, obserwując co dla niego dobre. A jak czegoś nie wiem, to pytać. Ale dziś informacja i dobre rady atakują nas, ze wszystkich stron, tak samo jak okazje do chwili słabości dla nas i dla dzieci. Porady stają już się terrorem a my jesteśmy rozczarowane, że nie udało nam się zrobić to czego planowaliśmy. Niby mają nam pomóc zaoszczędzić czas, ale nie zawsze tak jest. Np. DIY – zrób coś samemu by było ładne i ekologiczne. Ale wykonanie tego często zajmuje nam więcej czasu niż kupno gotowca. Jak ktoś nie ma czasu na wszystko, zwykle przez dzieci, to zwykle tak właśnie, jest, i nie każdy schemat organizacji sprawdzi się u każdego. Więc wybierajmy nasze czynności adekwatnie do czasu jaki mamy. A jak z czymś się nie wyrobimy, to nie zamartwiać się. Pozdrawiam

    • Dorota, nie wiem czy odłączyć się zupełnie od internetu możemy, ale z pewnością powinniśmy czasem dać dojść do głosu naszej własnej intuicji. To ona bywa tak często zagłuszana niestety. A przypadek każdej z nas jest inny, więc naprawdę trudno o uniwersalność zastosowań. Raz coś zadziała, raz nie i trzeba sobie radzić dalej. Ale może płynąć z tego frustracja jak piszesz. Nigdy nic nie jest czarne lub białe, mamy całą gamę odcieni szarości gdzieś pomiędzy :). A co do DIY, osobiście uwielbiam… ale z czasem to jak wspomniałaś, bywa, że jest go jak na lekarstwo. I trzeba wybrać, znowu, jak zawsze.