Niania vs żłobek, odwieczny dylemat!

O opiece nad dzieckiem, mając w perspektywie mój powrót do pracy, zaczęliśmy myśleć już, gdy Starsza Młoda miała mniej więcej pół roku. Nie jest to łatwa decyzja, dlatego warto się nad nią porządnie zastanowić. Trzeba wziąć pod uwagę różne scenariusze oraz możliwości, w tym również lub zwłaszcza, te finansowe. Tym bardziej, jeśli dziadkowie są daleko, nadal sami pracują, lub po prostu nie widzą siebie w roli pełnowymiarowego opiekuna, nie ważne jak bardzo kochanego, pierwszego wnuczka.

W naszym przypadku dwie rzeczy były od początku jasne – że dziadkowie są za daleko by opiekować się wnuczką, oraz, że nie stać nas na to, bym została w domu dłużej, by zajmować się dzieckiem (czy bym chciała, to osobny temat).  W związku z tym zostało nam tylko zdecydować, czy chcemy posłać Starszą Młodą do żłobka, o których opinii tyle, co matek na świecie, czy może zatrudnić nianię, które cieszą się lepszą renomą, ale też, rzecz jasna, nie wszystkie.

Od samego początku skłanialiśmy się ku żłobkowi, i szybko założyliśmy konto w systemie rekrutacji do państwowych żłobków. Nie mieliśmy złudzeń, szanse na takie miejsce były mniejsze niż zero (do dziś pamiętam 320 miejsce do jednego z 3 wybranych żłobków), ale trzeba było, chociaż spróbować. Równolegle, rozpoczęłam poszukiwania odpowiedniego żłobka prywatnego – w okolicy domu, lub miejsca pracy mojego M. Otoczenie mojej firmy, mieszczącej się w warszawskim zagłębiu międzynarodowych korporacji, niestety wyeliminowało potencjalne takie rozwiązanie już w przedbiegach.

Czemu od początku skłanialiśmy się ku żłobkowi? Odpowiedź prosta. Nawet prywatny żłobek, jest jednak tańszy niż opiekunka do dziecka. Zwłaszcza, że przecież też nie zatrudnia się opiekunki po kosztach, tylko każdy chce, by jego dziecko miało jak najlepszą opiekę. Nie widziałam możliwości zatrudnienia kogokolwiek po cenie niższej niż 2000 zł (a i to nie jest w warszawskich realiach wygórowana cena przy pełnoetatowej opiece nad dzieckiem). Dodatkowo, może trochę dziwnie, sama miałam wewnętrzny problem z zostawianiem mojej małej, niemówiącej jeszcze córci, sam na sam z obcą osobą.

Poza ceną, to właśnie większa kontrola rodzicielska, jakiej podlega żłobek (bez montowania w domu kamer, podsłuchów i niespodziewanych najść), przemawiała przynajmniej dla mnie na korzyść takiego wyboru. W żłobku moje dziecko nie jest jedynym dzieckiem, więc (może naiwnie) myślę, że taki rodzaj opieki podlega większej lustracji, choćby ze względu na większą liczbę rodziców, martwiących się o swoje pociechy.

nianiowo zlobkowe dylematy

Dodatkowo oboje z M chcieliśmy, żeby nasza córka od małego uczyła się funkcjonowania w grupie. Żeby umiała radzić sobie sama, dzielić się z innymi, ale i walczyć o swoje. Żeby mogła bawić się z dziećmi, przyzwyczajać do tego, że świat nie kręci się tylko wokół niej. Niania z założenia poświęca cały swój czas dziecku, jest na nim w 100% skupiona, co wydaje się bardziej kuszące. Ale nie dla mnie. Moje dziecko będzie bawiło się z innymi, może będzie bardziej brudne, zmęczone, czasem smutne czy złe, ale powoli, będzie wyrastać na społeczną istotę, którą siłą rzeczy musi się stać. W grupie dzieci uczą się szybciej podstawowych czynności, podpatrując jeden drugiego. Z łatwością dostosowują się do pewnego konkretnego rytmu dnia.

Wiem, że i jedno i drugie rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. I raz jeszcze powtórzę, że najważniejsze, to się dobrze zastanowić nad wyborem opieki, bo każdego sytuacja jest inna, i każdy z różnych, dla niego istotnych powodów, podejmie ostateczną, taką a nie inną, decyzję. A nie ma tutaj złych decyzji, bo każda, jest najlepsza dla nas.

Mnie na przykład teraz wszyscy dookoła straszą tym, jak to często będzie moje dziecko chorować. Oczywiście liczę się z tym, że tak może być. Mam jednak nadzieję, że karmienie piersią rok czasu, dało jej pewien parasol ochronny, a z czasem sama nabierze większej odporności. Czas chorób czeka każde dziecko, gdy moje będzie miało już część tej przeprawy za sobą, inne dzieci będą przechodzić przez to samo, jedynie z przesunięciem w czasie. Plus, chorowitość i tak w dużej części zależy nie od żłobka, niani czy przedszkola, ale od samego dziecka.

Na koniec, tak zupełnie egoistycznie, zdradzę Wam, że cieszę się bardzo, że w żłobku mają pełne wyżywienie a ja nie muszę precyzyjnie planować jadłospisu każdego dnia. Kucharka ze mnie zawsze była marna, więc odczuwam naprawdę dużą ulgę :). I dodatkowo, posłanie Potworka do żłobka na trzy tygodnie przed powrotem do pracy, daje mi możliwość regeneracji sił. Już nie pamiętam, kiedy miałam tyle czasu dla siebie! Takie rozwiązanie polecam każdej mamie!

 

niania zlobek dylemat

(Visited 351 times, 1 visits today)

You Might Also Like