Nadmorski jarmark, czyli wakacje z dzieckiem nad polskim morzem!

Wakacje to chyba najbardziej wyczekiwany przez wszystkich czas. Urlop z małym dzieckiem ma natomiast swoje wyzwania, z odrobinę większym, jeszcze inne. I tak to już chyba jest, że za każdym razem, zaskakuje nas coś nowego. Jak mnie, podczas tegorocznego wakacyjnego wyjazdu nad morze.

Pisząc jakiś czas temu o liście, jako magicznej formie przygotowania się do pakowania bagażu na wakacje, pisałam jak akurat z doświadczenia. Z Młodą pierwszy raz nad morzem byliśmy gdy miała pół roku, potem osiem miesięcy. I wtedy wyjazd wydawał mi się najtrudniejszym logistycznym wyzwaniem na świecie! W tym roku, mając już za sobą przeprawy z pakowaniem, na tym froncie panowała cisza i spokój. Ale za to w jak dużym byłam błędzie, myśląc, że prawdziwa frajda na wakacjach zacznie się, jak już Młoda będzie chodzić, miałam okazje brutalnie przekonać się na własnej skórze w tym roku!

I nieśmiale zdradzę Wam… że chyba nie ma nic gorszego, niż biegający półtoraroczniak nad polskim morzem!

Czemu? Już spieszę z wyjaśnieniami.

Podczas tegorocznego wyjazdu z rozrzewnieniem wspominałam relaks i spokój panujący rok temu. Młoda była wtedy mała, ale w efekcie do szczęścia nie było jej wiele trzeba. Spokojnie jeździła w wózku, ewentualnie z radością spacerowałyśmy w nosidle. W restauracji czy barze można było spokojnie usiąść, bo szczytem radości Dziecia było właśnie sobie posiedzieć i potłuc zabawkami, lub czymkolwiek, co akurat było pod ręką. Na plaży nie schodziła z koca, tyllko siedziała bawiąc się klockami lub przeglądając szeleszczące książeczki. Ach, tak błogo było…

Nadmorski jarmark czyli wakacje z dzieckiem nad polskim morzem

Nadmorski jarmark czyli wakacje z dzieckiem nad polskim morzem

Tymczasem teraz błogość odeszła w zapomnienie. W nasze rozbiegane dziecię  dosłownie diabeł wstąpił i żadna siła nie była w stanie jej zatrzymać! Jakby buntu dziecka było za mało (choć ponoć to nie-bunt), nasza polska, nadmorska rzeczywistość życia nie ułatwiała. Choć może i nie tylko polska, po prostu innej nie miałam okazji zaobserwować.

To samo miejsce, w którym z 8 miesięcznym dzieckiem spacerowaliśmy po ścieżkach i chodnikach, stało się w tym roku jedną wielką pułapką. Nawet nie odnotowałam wcześniej, że miejscowość, choć mała, jest tak zupełnie nieprzystosowana do pobytu z takim małym biegającym szkrabem. Małym, który nie rozumie, że na ulicę nie wolno, że trzeba patrzeć przed siebie, że teraz idziemy w drugą stronę lub że wrócimy tutaj później.

Na każdym kroku toczyliśmy walkę. Wyjść z domu, pójść w prawo a nie w lewo, iść na plaże nie do lasu lub na odwrót, dojść na gofry bez spędzenia dwóch godzin w wozie strażackim. Zdjęcie dziecka ze środka jezdni, wyciągnięcie z namiotu z książkami za 1 złoty bez książek pod pachą, z przydrożnego kramiku bez zestawu nowych gadżetów w każdej ręce graniczyło z cudem. Każdy dzień obfitował w tym podobne atrakcje. I choć czerwiec, to nad polskim morzem jeszcze nie sezon (tak turystycznie jak i pogodowo), tak dla dziecka, równie dobrze, to sezon w pełni.

Gdybym mogła wyjazd powtórzyć, wiedząc wszystko to, czego miałam okazje doświadczyć, wybrałabym inne miejsce. Tam pewnie okazałoby się, że znowu coś jest nie tak, ale dla tych, co nie lubią powtarzać czyichś błędów, mam kilka wskazówek. Planując wyjazd z biegającym Maluchem sugeruje zwrócić uwagę na:

  • miejscowość, a dokładniej ulokowanie punktu docelowego w wybranej przez nas lokalizacji. Rozkopane chodniki, długa wąska droga z poboczem do przebycia by dojść nad morze to zdecydowanie nie to czego szukamy. Warto popatrzeć, czy będzie w okolicy gdzie swobodnie chodzić, żeby nie martwić się o przejeżdżające, nierzadko z dziką prędkością samochody.
  • czy nasza miejscówka ma ogrodzony teren, najlepiej z placem zabaw, na którym dziecko będzie mogło swobodnie spędzić czas, a rodzice choć chwilę odetchnąć.
  • odległość do wejścia na plażę. Polskie nadmorskie miasteczka mają to do siebie, że wszystkie dróżki, a już zwłaszcza te prowadzące do plaży obstawione są sklepikami i różnymi gadżetami, które mają za zadanie wyciągnąć nasze pieniądze. Jak nie bezpośrednio, to właśnie poprzez dzieci. Im droga krótsza, tym więcej pieniędzy w naszej kieszeni.
  • lokalizacja względem centrum miasteczka i ewentualnych rozrywek, których chcielibyśmy uniknąć – czy to dyskoteka dla nastoletniej młodzieży, czy pompowany raj dla najmłodszych, z którego szansę na ucieczkę mamy raczej kiepskie!

Oczywiście jak na podstępnych rodziców przystało, udało nam się wraz z upływem czasu wypracować system spacyfikowania dziecka. Częściej zamiast drogą, chodziliśmy lasem, by nie tylko ominąć fatalną, niebezpieczną drogę, ale też pierwszy rzut tych tandetnych, wrednych, grających zabawek, na których normalnie traciliśmy około godziny czasu. Gdy tylko odrobinę mniej wiało i pogoda pozwalała, siedzieliśmy po prostu na plaży, kopiąc dołki w piasku. Do ulubionej smażalni ryb NIESTETY podjeżdżaliśmy samochodem, bo za każdym razem zanim docieraliśmy do celu, kiszki już dawno marsza grały.

Zakładam, że idealnego miejsca nie ma. I zawsze będzie coś, co nas zaskoczy. Ale jako zwolenniczka planowania i zapobiegania, polecam dobrze rozważyć miejsce docelowe wyjazdu. To naprawdę potrafi ułatwić życie. Możecie mi wierzyć, na słowo! 🙂

Nadmorski jarmark czyli wakacje z dzieckiem nad polskim morzem

Nadmorski jarmark czyli wakacje z dzieckiem nad polskim morzem

Nadmorski jarmark czyli wakacje z dzieckiem nad polskim morzem

(Visited 93 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Diana

    Monika, ależ złość z tego tekstu wyziera. Co rozumiem, bo jeśli dojście na obiad trwa całą wieczność to wiadomo – rodzic głodny, to rodzic zły 😉 Mieliście niezłą szkołę przetrwania, ale serio taka zaskoczona byłaś zachowaniem Madzi? Przecież dla niej to jak wesołe miasteczko! Wszystkiego trzeba dotknąć, zobaczyć, spróbować. Przeciwna strona zawsze ciekawsza, a chodnik nudny, bo na jezdni dużo sie dzieje. Twoja Mała jest pół roku starsza od naszej, a już musze ją ściągać z ulicy i tłumaczyć milion razy, że nie wolno i chodzimy chodnikiem. Po wszystko sięga, wszystko ją interesuje. I tylko nas sprawdza, jak daleko może się posunąć.
    Natomiast rozumiem nerwy, tyle że to nie wina dziecka, że je tam ciągnie w każdą strone i w każdą budkę czy namiot ale miasta, które nie dba o bezpieczne rodzinne wakacje dla przyjezdnych i sprzedawców, którzy doskonale wiedzą co postawić na ulicy i jak przyciągnąć te małe brzdące i ich rodziców (i ich pieniądze).

    Fajne i dobre wskazówki, niech sobie czytający je zapamiętają na przyszłość 🙂

    Włochy next year? 😀

  • Diana, gdzie wyczytujesz złość? 😀 To po prostu taka rzeczywistość, niestety nie cukierkowe bieganie po plaży ani spacerki za rączkę deptakiem. Choć może właśnie, gdyby był w tej mieścince deptak, po którym nie jeździłyby auta, Madzia mogłaby się swobodnie wychodzić i o tyle byłoby spokojniej.

    Karwia, choć uwielbiam, na tą chwilę nam się niestety nie sprawdziła, co o tyle nam utrudniło wczasowanie. Myślę, że warto zwrócić uwagę przy planowaniu wyjazdu na naprawdę przemyślaną miejscówkę 🙂

    A co do zachowania Młodej to tak, naprawdę nas aż tak zaskoczyła. W wiele miejsc ją zabieramy i mniej więcej wiemy jakie ma standardy :D. Naprawdę nie bez przyczyny napisałam, że przez te dwa tygodnie, to był diabeł wcielony…. oj taki diabełek, że hej!

    Mamorki nadające z Włoch? To by dopiero było szaleństwo:):):)

  • Skądś to znam, w zeszłym roku byliśmy we Włoszech (dzieci lat 2,5 i 4 msc) w tym roku odpuściliśmy wakacje ze względu na młodszą pociechę. Półtoraroczne dziecko nie jest najlepszym kompanem na wycieczkach. Również polecam wyjazdu np. do włoch, pogoda zawsze gwarantowana a i taniej niż nad polskim morzem 😉 Polecam wyjazdy z eurocampu! my tak jeździmy od 5 lat z czego 2 razy byliśmy z dziećmi, super sprawa 🙂

  • Karolina

    Fajny tekst i dobrze napisany.my to przerabialismy parę dni temu z roczniakiek i prawie 3latkiem.dojście do plaży przez centrum pełne shitu typu grające pojazdy,kulki itp graniczylo z cudem,a pobyt na plaży wśród tłumów i uciekających dzieci trudno nazwać błogim odpoczynkiem.wieczorami byliśmy tak zmęczeni ze siedzieliśmy na kwaterze,a ja wielokrotnie zasypialam z kubkiem herbaty w dloni(doszlam w tym do perfekcji).ciekawe jak będą wyglądać następne wakacje;)pozdrawiam serdecznie

    • Karolina doskonale wiem, jak musiało być Wam ciężko, ale też na swój sposób cieszę się, że nie jestem w tych swoich przemyśleniach odosobniona. Dlatego m.in. uznałam, że słowo „jarmark” najlepiej odda klimat naszego wybrzeża. Plus nie wiedziałam jak inaczej nazwać te wszechobecne badziewia (swoją drogą zaskakujące, jak wcześniej zupełnie tego niedostrzegałam). Nie wiem, czy gdzieś może być idealnie, ale z pewnością, planuje takich miejsc na przyszłość poszukać. A w pierwszej kolejności będę obstawiać 100% pogodę, to w najgorszym układzie będę siedzieć cały dzień na plaży 😀 Może skorzystamy z rady misjarodzinka, musi być jakiś sposób by okiełznać urlop, nawet z dzieckiem!