Na jesieni będzie za późno! O odporność trzeba dbać przez cały rok.

Wiosna, a zwłaszcza lato usypia naszą czujność. Wraz z cieplejszymi dniami i słońcem, zapominamy o zimowej szarówce, niepogodzie i ciągnących się chorobach i przeziębieniach. Tymczasem nie zbudujemy odporności dziecka na zawołanie, we wrześniu, a najlepiej tuż przed. Odporność to proces, i warto również o tym myśleć nawet z głową na wakacjach!

Jesień za późno odporność

Wpis o tym, jak mi się upiekło i jak osiągnęłam to, że mam relatywnie rzecz biorąc zdrowe dzieci miałam napisać już wieki temu. Ale jako, że mam czas teraz to pomyślałam sobie, czemu nie, będzie to tym bardziej przewrotne. Bo nie myślicie o tym za bardzo, co? Lato to zabawa i relaks, z wiszącym gilem i kaszlem będziemy zmagać się potem. Niestety, to nie tak działa. Oczywiście nie ma uniwersalnej metody, która sprawi, że nasze dziecko będzie mało chorowało, lub nie będzie chorowało wcale. Ale naprawdę my sami, możemy się do sytuacji przyczynić i wpłynąć na odporność dziecka, polepszając ją lub wprost odwrotnie.

Co mam wrażenie u nas działa? Jest to wypadowa najróżniejszych decyzji, a między nimi:

  • Karmienie piersią!

W najgorszych chwilach zwątpienia, dla mnie był to jeden z największych motywatorów, jeśli chodzi o karmienie. Nie od dziś wiadomo, że mama wraz z mlekiem przekazuje dziecku również przeciwciała, które pomagają mu walczyć z chorobami. A jeśli jeszcze mama należy do tych raczej nie chorujących, to jej mleko jest wyjątkowo bogate właśnie w takie substancje. Nie napiszę tutaj medycznego eseju, ale na potwierdzenie tej tezy mogę przekazać jedynie, że tak jak mnie karmiła moja mama i ja teraz nie choruje, tak ja karmiłam moje córki i też się nieźle trzymają.

Oczywiście przewrotnie dodam, że mój brat na mleku modyfikowanym też nie choruje, więc to nie tak, że to jedyna droga. Ale zdecydowanie pomaga!

  • Powietrze!

Może nie koniecznie w największym smogu, ale gdy te wszystkie szkodliwe pyły opadają, warto by dziecko codziennie spędzało trochę czasu na powietrzu. Powiadają tak właściwie, że to nawet powinno być pół godziny niezależnie od pogody, bo potrzebny jest i wiatr i deszcz i słońce i śnieg. Wszystkiego po trochu! I tutaj kłaniają się też wakacje.

Jesień za późno odporność

Nawet nie wiecie, jak ja rozumiem tych z Was, którzy stęsknieni za słońcem wybierają na wakacyjne kierunki ciepłe kraje, a przynajmniej takie, gdzie słońca jest pod dostatkiem. Dzieci zresztą też takie wakacje uwielbiają. Ale jednak… nic nie robi dzieciom tak dobrze na odporność jak odpoczynek nad polskim morzem tak właściwie jeszcze przed, lub już po sezonie. Najwięksi zagorzalcy oczywiście powiedzą, że najzdrowiej, to w ogóle dać się na naszej plaży wygwizdać zimą, ale co by aż tak skrajnie nie było wiosna i wczesna jesień również daje radę. Lub chociaż wyjazd, ale nie w najwyższym sezonie.

Warto z takiej opcji korzystać, póki dzieci są małe, nie gonią nas końce i początki roku szkolnego, bo poza zmienną pogodą w gratisie dostajemy małe hartowanie ciała i…. niższe ceny. U nas w tym roku wyjątek, bo jedziemy w sierpniu ze względu na żłobkową przerwę, ale jeśli interesuje Was jak spędzaliśmy nadmorskie wakacje do tej pory, to kilka wpisów już u nas było (m.in.: o nadmorskim jarmarku i wrześniowych wakacjach z dzieckiem).

Dodam również, że staram się organizować te wyjazdy tak, by dzieci były nad morzem jak najdłużej. Dwa tygodnie to minimum. Trzy super. A cztery? Najlepiej, ale na takie szaleństwo to już niewielu z nas może sobie pozwolić.

  • Brud

Oczywiście nie tak dosłownie. Punkt określam jako brud, ale bardziej w opozycji do nadmiernej sterylizacji i oczyszczania wszystkiego co dziecko otacza. I nie wiem, czy tak właściwie to nie będzie najważniejsze. Czemu dzieci np. dużo więcej chorują na początku przygody ze żłobkiem czy przedszkolem?

Oczywiście, część takich zachorowań wynika z chorób, czy przeziębień u innych dzieci, ale na początku, to jest kwestia aklimatyzacji. I to nie do atmosfery żłobka, ale też do jego flory bakteryjnej. Takie zderzenie trwa mniej więcej trzy miesiące, więc choroby tym generowane powinny po tym czasie ustać. W związku z tym jednak naprawdę warto „nie oszczędzać” bardzo mocno naszych dzieci. Nie każda butelka musi być za każdym razem wysterylizowana, nie każdy smoczek wymaga gotowania po każdym upadku na ziemię. Napicie się ze słomki siostry czy znanej koleżanki też nie sprawi, że stanie się koniec świata.

Jesień za późno odporność

Jak dziś pamiętam, gdy ze Starszą Młodą chodziłyśmy na zajęcia muzyczne, dzieciaki nie raz oblizywały te same grzechotki czy inne akcesoria, zabierając sobie z rąk nawzajem rozdawane sprzęty. Nasze dzieci nigdy nie będą żyły sterylnie. Ja wiem, że jest mnóstwo zagrożeń, ale nie bez przyczyny mamy powiedzenie o tym, że jeśli coś nas nie zabije, to nas wzmocni. W odpowiednich dawkach, przy dobrej kondycji naszych dzieci, warto być z nimi w najróżniejszych miejscach i pozwalać na naprawdę swobodną zabawę, a przy tym i sobie, na odrobinę luzu.

  • Dieta

Choć u mnie nie jest to najbardziej zaawansowany aspekt, tak staram się zachować zdrowy umiar jeśli chodzi o żywienie dzieci. Najmłodszym nie solę, nie słodzę, uczę pić wodę. Soki, bo też są, najczęściej po prostu rozcieńczam, a tak ogólnie rzecz biorąc, po prostu staram się, by ich menu było urozmaicone. Jestem ogromną zwolenniczką tezy, głoszonej przez moją pewną znajomą, z którą spotkałam się na swojej zawodowej drodze, że wszystko jest dla ludzi. Co jest ważne, to zdrowy rozsądek. I też tym się sugeruję.

Jak w menu naszych dzieci znajdziemy miejsce nie tylko na czekoladę i ziemniaki, ale też warzywa i owoce, to naprawdę, jesteśmy na dobrej drodze. Pewnie znowu łatwo mi mówić o tyle, że moja Starsza i Młodsza Młoda póki co, po prostu jedzą to, co jest serwowane. Kombinować dużo więc nie muszę. Ale chyba warto, stawać na głowie, bo jedzenie to bardzo ważny aspekt, który również wpływa na odporność.

  • Suplementacja

Brzmi to strasznie ale mam tutaj na myśli głównie regularne podawanie dzieciom witaminy D. Gdy wchodzimy w okres przeziębień, często i gęsto również witaminy C bo ona naprawdę potrafi czynić cuda. Z całego serca polecam też specyfik do zadań specjalnych czyli Entitis. Serio! O tym środku słyszałam od swojego pediatry, ale też mnóstwo dobrego wyczytałam na forach i innych blogach. Wszyscy chwalili, więc musiałam wypróbować i ja.

Jesień za późno odporność

Pamiętam, że sięgnęłam po ten produkt, gdy Starsza przebyła zapalenie oskrzeli (bo tak, zdarza się nawet najlepszym) a ja chciałam w okresie zimowym pomóc jej wyjść na prostą. Trochę czymś podreperować jednak osłabiony organizm. I choć nie wiem, czy takie efekty przyniósł sam specyfik, tak na pewno pomagał. Co chyba o tyle działa na nieszczęście mojej Starszej córki, że ma najwyższą frekwencję w żłobku. Taki mój żołnierz mały!

  • Nie każdy katar to KATAR, nie każdy kaszel to KASZEL

Wiem, że to jest najtrudniejszy temat. Zwłaszcza dla dzieci chodzących do placówek takich jak żłobki czy przedszkola. Ale naprawdę, nie każdy katar i nie każdy kaszel to choroba. Tak jak i u nas nie jest to jednoznaczne z chorobą tak samo i u dzieci, choć wiadomo, że u dzieci infekcje przebiegają szybciej. Dla przykładu tego, jaki kaszel nie jest tym złym kaszlem powiem Wam jak to u nas wygląda.

W naszym mieszkaniu zmagamy się widzicie z pewnym problemem. Mamy bardzo, ale to bardzo suche powietrze. Nawilżamy, jasne, ale to i tak nie zawsze pomaga. Więc jeśli cos nam dolega, to właśnie wysuszone śluzówki, podrażnione gardło. A do czego się to przyczynia? A no np. do kaszlu właśnie. Ja już nauczyłam się rozpoznawać u swoich mniej więcej przyczyny kaszlu. I choć pewnie brzmi to strasznie, gdy ją przyprowadzam do żłobka a ona jak akurat zakaszle, tak ja dobrze wiem, że w tej chwili nic jej nie dolega.

Z resztą, czy nie macie tak ze swoimi dzieciakami? Moje jak są chore to od razu widać. Takie osowiałe się robią, rozespane i marudne. Momentalnie tracą apetyt. Dopóki takich oznak nie widzę, nie widzę też czemu, miałyby siedzieć w izolatce jaką na swój sposób jest mieszkanie. Zasadniczo zdrowe dzieci, potrafią sobie jak my poradzić z drobnymi przeziębieniami. Ale wiadomo, że jedne taką dojrzałość układu odpornościowego nabiorą szybciej a inne później.

Jesień za późno odporność

U nas wyjścia nie ma. Mama i tata w pracy, dzieci w żłobku, więc staję na głowie, by robić wszystko co w mojej mocy, żeby dzieciaki były zdrowe. Wiem, że mam też trochę szczęścia, bo nie zawsze, choćbyśmy się nie wiem jak starali się to udaje. Jednak zachęcam. O odporność warto dbać, nie za chwilę. Ale już. Od dziś. Po prostu na co dzień.

(Visited 430 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Ola B-Krysa

    potwierdzam wszystko i dodaje cos bardzo istotnego GENY – tak samo jak pozostale tak i ten czynnik ma wplyw u kazdego dziecka w innym stopniu. wiec wszystko do kupy pewnie sie sklada na calosc odpornosci naszych dzieci i tak jak na geny nie mamy niestety wplywu tak na pozostale czynniki w roznym stopniu jakis wplyw mamy wiec dajemy vit D, biegamy boso po ogrodzie i chodzimy na basen w opor!!

    • Tak, geny i odrobina szczęścia. Szkoda tylko, że jak chodzi o odporność, że to przez geny, to jakoś taka informacja przechodzi. Jak się człowiek z wagi chce genami wytłumaczyć, to krzywą patrzą… że to żadne geny, lenistwo 😉

  • Zawsze się zastanawiałam, kiedy dziecko już powinno mieć pierwsze kontakty z brudem. Podobno mleko matki działa lepiej niż niejedna szczepionka. Ale jeśli matka ma słabą odporność, to czy to przekłada się na jakość mleka? 🙁