Moje skromne MARZENIE!

Po ostatnich wydarzeniach politycznych w kraju i na fali towarzyszących przemyśleń i emocji, jedyne co mogę powiedzieć, to to, że najzwyczajniej w świecie – mam pewne marzenie. Marzenie o kraju w którym żyje, i o kraju w jakim chciałabym, żeby żyły moje córki.

 

Z reguły jak o czymś marzymy, są to rzeczy wielkie. Chcemy zwiedzić świat, wejść na Mount Everest, kupić wypasiony samochód, lub postawić przepiękny dom np. w górach. Marzymy o luksusach i ekstremach. Ja tymczasem, wcale o takich rzeczach nie marzę, co nie znaczy, że nie jestem marzycielem. Albo wprost odwrotnie, marząc o tym o czym marzę, dopiero robię zakusy na to, co w obecnym świecie jest poza zasięgiem.

Bo marzę o spokoju.

O spokoju, stabilności i perspektywach dla siebie i dla moich dzieci.

Jestem zmęczona tym, co dzieje się w naszym kraju. Wiecznymi przepychankami na najwyższych szczeblach. Nie interesują mnie wzajemne obarczanie się za winy, wytykanie kto, co, gdzie i czemu zrobił tak, zrobił źle, lub nie zrobił. I nie ważne czy to PO, czy to PiS czy jakakolwiek inna partia. Mam tego najzwyczajniej w świecie dość. Chciałabym aby te głupie niesnaski, kłótnie jak z piaskownicy zamieniły się w rzetelną dyskusje na tematy ważne – ważne dla nas wszystkich – młodych mam, dzieci, młodzieży czy osób starszych. Niby tak niewiele, a jednak…

Marzę o kraju wolności.

Nie mówię o wolności niczym nie ograniczonej, bo jak wiadomo, wolność jednostki kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. W tej swojej wolności chciałabym, abyśmy umieli i szanowali siebie na wzajem. Szanowali siebie jako ludzi, o różnym pochodzeniu, różnych wierzeniach i różnych poglądach. I wypowiadam się tutaj również jako absolwentka arabistyki, kierunku który w swoim założeniu, otwiera oczy na różnorodność wyznaniowo-kulturową. Wbrew stereotypom. Zupełnie nie rozumiem, czemu ktoś chce narzucać drugiemu swój sposób myślenia. Można przecież dyskutować, argumentować. Jak ktoś się przekona, odnieśliśmy sukces. Ale przecież nic na siłę. W mojej głowie nie mieści się jak można kogoś zmuszać do wyznawania określonej wiary, a przynajmniej nie tutaj, nie w Polsce – moim kraju. W tym kraju chce wierzyć w Boga, bo wierzę i na takich wartościach wyrosłam. Gdy nie popieram, nie poddam się in vitro, ale czemu mam tego bronić komuś? Przecież każdy ma swoje sumienie! Swoje powody i motywacje. Chciałabym, by moje dzieci potrafiły i mogły decydować o sobie, szanując jednocześnie poglądy i odmienność innych. Przecież to na tym można budować, na zrozumieniu a nie przeszkodach i zakazach.

Marzę o kraju pełnym perspektyw.

Za każdym razem, gdy rozmawiam z moją babcią, a prababcią Starszej Młodej na tematy okołopolityczne, lądujemy w dwóch różnych obozach. Ale wcale nie ideowo, bo tak właściwie obie chcemy tego samego, spokoju, szacunku i godnego życia. Różniąc się jednak tak mocno wiekiem, nie sposób myśleć tak samo. Ja myślę o przyszłości i patrzę przed siebie. Wiem, że historię należy pielęgnować, wyciągać z niej wnioski i się uczyć, ale to nie ona determinuje moje życie. Zamiast rozliczać to co było, wolę myśleć nad tym co będzie. Chciałabym żyć w kraju, który myśli o tym co będzie. W najróżniejszych aspektach, bo na perspektywy stabilnego i spokojnego życia składa się przecież tak wiele. Teraz nie tylko myślę o swoich perspektywach – o pracy, która pozwoli mi żyć na odpowiednim poziomie, o samorealizacji i spełnieniu zawodowym i rodzinnym. Myślę również o perspektywach dla moich dzieci. Chciałabym by mogły rosnąć i uczyć się, wybierać i eksperymentować by odnaleźć swoją drogę. Żeby wiedziały, że robiąc coś dobrze, z poświęceniem i pasją, zawsze dobrze będzie. Chce żeby ceniły naukę i pracę, a to razem, żeby sprawiało, że nic nie będzie stało im na przeszkodzie w realizacji marzeń. Niezależnie jakie by nie były.

Marzę o kraju w którym się chce.

Nigdy zbyt wiele nie oczekiwałam od kraju. I nadal tak mam. Nie potrzebuje becikowego, pomocy społecznej, ulg na dzieci. A przynajmniej nie bezpośrednio. Zostałam wychowana tak, by wierzyć, że gdy człowiek jest  w czymś dobry, uczy się i myśli o swojej przyszłości, to może wiele. Oczywiście wiem też, jak wielu moich rówieśników, że nie żyłam już w czasach, w których skończenie studiów było jednoznaczne z pracą i super karierą. Ale też w związku z tym nie usiadłam z rozłożonymi rękami użalając się nad swoim losem, nad tym, że mnie OSZUKALI i coś mi się należy. Mam małe dzieci, które chodzą do przedszkola i żłobka bo mama i tata pracują, by całej naszej rodzinie żyło się jak najlepiej. Mieszkanie na kredyt, nie we FRANKCH, ale w EURO nie spłaci mi nikt inny niż ja, choć nie wiadomo, czy dożyję spłaty. Ale piszę o tym nie by narzekać, bo nie narzekam. Taka jest moja rzeczywistość, podwijam rękawy i pracuję dalej. Nie oczekuję, że coś mi spadnie z nieba za darmo… nie. Za darmo umarło – głosi jedno powiedzenie. Ale wybaczcie, też nie chce sponsorować innych, a zwłaszcza tych zdrowych, w pełni sił i wieku, którym się po prostu nie chce… bo tak najłatwiej. Chciałabym żyć w kraju, w którym ludzie, którzy sobie jako tako radzą, nie będą nazywani lemingami – jak jakaś zaraza, czy wyjątek od reguły. Chcę żeby kiedyś i moim dzieciom się chciało. Chciało uczyć się, próbować, być i cieszyć życiem takim jakie jest.

Marzę o Polsce.

Jestem dumna z tego, że jestem Polką. Do tej pory należałam do grona zaciekłych obrońców tego, że w Polsce jak wszędzie indziej można, gdy tylko się chce. Bo trawa zawsze jest odrobinę bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Trzeba widzieć plusy tam gdzie są. A nad minusami – oczywiście pracować. Tym bardziej, po ogłoszeniu wyniku wyborów skrzywdził mnie komentarz jednej z koleżanek na facebook’u, że LOT zarobi miliony na PATRIOTACH bo już się pakują. Nie wiem od kiedy odmienne poglądy na jeden i ten sam temat – naszego kraju, sprawiają, że ktoś jest lub nie jest patriotą. To, że mamy inne pomysły na nasz kraj, nie determinuje czy jesteśmy trochę bardziej, czy odrobinę mniej patriotami. Wszyscy nimi jesteśmy.

Wiem, że pisząc ten wpis czasem uogólniam. Wiem, że części z Was może być gorzej. Że na każdy jeden z tych punktów, można wysunąć tysiąc kontrargumentów. Ale nie o to mi teraz chodzi. Naprawdę MARZĘ o kraju normalnego dialogu. Wszystkich głosów wysłuchanych i obranym wspólnym kierunku, dla najlepszego rozwoju całego kraju. Nie mnie, nie mojej sąsiadki, nie pielęgniarek,  nie prezesów banków, ani jakiejkolwiek innej grupy społecznej. Dla nas wszystkich.

MARZENIE…

Nikt nie broni marzyć, PRAWDA? 😀

moje skromne marzenie

 

 

 

(Visited 95 times, 1 visits today)

You Might Also Like