Moja zdrowa fanaberia, czyli dlaczego gotuję zdrowo i pysznie dla dziecka

Jak już wiecie, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu polubiłam gotowanie, odkrywanie nowych smaków i obserwowanie, jak moja córka wcina, klaskając uszami, to co jej przygotuję. Staram się na bieżąco dzielić z Wami przepisami, które znalazłam, sprawdziłam na sobie i Mii i które uznajemy obie za naprawdę godne poświęcenia im czasu, żeby napełnić te nasze głodne brzuchy czymś smacznym i pożywnym. Bardzo chciałabym mieć na tyle bogatą kulinarnie wyobraźnię, by móc samej wymyślać takie cuda dla podniebienia. Niestety, wszelkie próby podjęte przeze mnie kończyły się na razie zakalcem. Zatem obstaję przy opcji: szukam, wynajduję, gotuję i Wam przekazuję.

Naprawdę bardzo się ucieszyłam, kiedy dostałam od Was kilka zapytań odnośnie mojego gotowania. To, co Was głównie interesuje, to jak może mi się chcieć aż tyle, czemu upieram się w sumie przy tak zdrowym jedzeniu i czy jestem na jego punkcie zakręcona i jak ja to ogarniam czasowo. Z dziką przyjemnością Wam na nie odpowiem, bo to znaczy, że czytacie to, co dla Was przygotowywuję i chętnie z tego korzystacie a jeśli interesuje Was do tego jeszcze moja skromna osoba, to już w ogóle obrastam w piórka! No ale nie obrastajmy w nie aż nadto, spieszę Wam z odpowiedziami. Postaram się krótko i na temat, co by Was nie zanudzić.

IMG_0280-01

Od czego to się wszystko zaczęło

Mój bzik na punkcie zdrowego odżywiania zaczął się w momencie, kiedy (o ironio!) moje zdrowie postanowiło poważnie zaszwankować. Będąc na szczęście w Polsce i jadąc, z założenia, na kontrolne badania nie sądziłam, że już w szpitalu zostanę na kolejny prawie miesiąc, pod stałą kroplówką a wychodząc będę lżejsza o dobre ponad 6 kg. Diagnoza: ostre zapalenie trzustki. Naprawdę, nikomu nie życzę takiego bólu, jaki towarzyszy tej chorobie i stresu, czy uda się z tego wyjść cało i na siłach. Za co jest odpowiedzialny ten narząd? Trzustka przede wszystkim produkuje insulinę, dzięki której do komórek organizmu przenika glukoza – źródło energii potrzebnej im do życia. Wytwarza też enzymy trawiące tłuszcze, białka i cukry.

Lekarze nie byli w stanie mi powiedzieć, skąd to się u mnie wzięło. Najczęstsze pytanie, jakie słyszałam, to czy nadużywam alkoholu. No doprawdy, jestem ostatnią osobą, która z tęsknotą spogląda za piwem, o wódce nie wspominając- wręcz nie znoszę jej smaku i zapachu. Jedynie lampka wina do kolacji z Osobistym Połówkiem była moim niewinnym zupełnie grzechem.

No cóż, wraz z przekroczeniem progu szpitala w drodze powrotnej do domu już wiedziałam, że właśnie od tej chwili całe pokłady jedzenia, jakie mamy w kuchni, ulegną diametralnej zmianie. To jest wręcz niewiarygodne jak człowiek pod wpływem strachu, choroby no i nie ukrywajmy, przymusu, zmienia gust a kubki smakowe ulegają całkowitemu resetowi i jakby od nowa poznawały każdy najmniejszy smaczek.

Na początek przestałam solić, całkowicie. W odstawkę poszły wszystkie ostre przyprawy, a parownik stał się moim nowym przyjacielem. Od 3 lat nie tknęłam alkoholu ani żadnej innej używki. Nie pamiętam już smaku coli, pepsi czy piwa. Dopiero niedawno, właśnie przy okazji gotowania dla Mii, zaczęłam rozszerzać i swoją dietę. Ale ale… takim niewiniątkiem nie jestem, ciąża rządzi się swoimi prawami i miewałam takie zachcianki, że lekarz powinien wysłać mnie za nie w kosmos, ale co zrobić? I tak, miałam raz głoda na chipsy. Tak mnie na nie ssało, że w pracy na niczym skupić się nie mogłam. Skusiłam się raz i to wystarczyło, więcej po nie nie sięgnęłam. Żurek – nie sądziłam, że można go jeść non stop przez dwa tygodnie. A jednak! No i lody – to zostało mi do dziś i jest moim największym grzechem. Te z lidla czekoladowe z orzechami na patyku. Te i żadne inne, chyba że domowe przeze mnie robione 😉

Z każdym kolejnym kontrolnym badaniem krwi i bólem brzucha wiedziałam, że od samego już początku zadbam o zdrową dietę Mii. Jak pisze A. Górniakowska w książce „Zdrowy start, Zaprogramuj swoje dziecko na zdrowie”, to po rodzinie dziedziczymy nawyki żywieniowe i przyzwyczajenia, których skutkiem są różne choroby, a nie samą skłonność do chorób. Nadwaga, otyłość, miażdżyca, choroby krążenia, nie są efektem złych genów, ale złego stylu życia, niewłaściwej diety i złych nawyków, które kształtują się już od momentu poczęcia. W ciąży bardzo dbałam i pilnowałam tego co jem i tak mi już zostało do dziś.

IMG_0277-01

Food Freak

Dla siebie samej i Osobistego Połówka chyba nigdy aż tak bardzo nie zagłębiałam się w kulinarne otchłanie internetu i książek kucharskich, jak dla Mii. Kiedyś jej podziękuję, bo poznałam tyle nowych przypraw, odmian ziół i warzyw, których wcześniej nie kojarzyłam i nie próbowałam, że głowa mała ale brzuchy duże i pełne 🙂

Chcę, jak w moim rodzinnym domu, celebrować niedzielne śniadania i obiady. Marzy mi się, by w tygodniu móc wspólnie zasiąść przy stole po całym dniu i zjeść pyszną, własnoręcznie przygotowaną kolację. Chciałabym, by Mia potrafiła docenić smak zdrowego jedzenia i preferowała wodę/herbatę od sztucznych gazowanych napoji, kolorowych wód i przesłodzonych soków.

Tak, zdaję sobie sprawę, że nie uchronię jej od poznania smaku fast fooda, pepsi i nie będę jej broniła zjeść czekolady. Ale dając jej dobry przykład z góry oraz starając się tłumaczyć na czym to wszystko polega, po zjedzeniu takiego czegoś wróci jednak z przyjemnością do tego, co zdrowsze. Czy mój plan się powiedzie, dowiem się z czasem.

IMG_0279-01

Moje gotowanie na co dzień

To wszystko kwestia dobrego rozplanowania. I dnia i rozkładu kuchni 🙂

Menu na kolejny dzień, że tak określę to trochę elokwentnie, przygotowywuję już wieczorem. Kiedyś chciałam nawet gotować dzień wcześniej, ale szybko zrezygnowałam z tego pomysłu, bo jednak coś z tego dnia chciałabym mieć dla siebie. Nawet jeśli to są tylko dwie godziny na całę dobę. Skoro wyszukałam co chcę ugotować, ratuje mnie to dnia następnego, bo nie będę musiała gorączkowo szukać, szperać i zastanawiać się, czy mam wszystko do tego potrzebne. Kilka razy zostawiłam to sobie na ostatnią chwilę i skończyło się na moich i Mii nerwach. Lepiej sobie tego oszczędzić i cieszyć się pięknem dnia 😉

W kuchni mam wszystko co potrzebne tak poukładane, że to co najczęściej jest używane przeze mnie, jest pod ręką. Zawsze staram się mieć świeże zioła, zapas warzyw i owoców. Ponieważ większość tych przepisów opiera się na tych samych pojedynczych składnikach, łatwo przewidzieć co będzie potrzebne, co należy dokupić i lepiej mieć zawsze w kuchni.

A kiedy gotuję? Przeważnie jest to godzina- półtorej Mijkowej drzemki. Mia zasypia, ja chowam się w kuchni i gotuję. Jeśli z jakiś powodów jest to niemożliwe i muszę gotować w jej obecności, wtedy jest zabawa! Mała dostaje możliwie wszystkie dostępne garnki, miski, drewniane łyżki i dobiera się do kosza z warzywami. W przypływie szczęścia, nie próbuje zjeść surowych ziemniaków i nie obgryza cebuli z kolejnych warstw. Fascynuje ją para, włączanie czajnika i wyłączanie piekarnika. Pomaga miksować i blenderować. Może za jakiś czas upieczemy pierwsze wspólne ciastka. A na razie… niech obserwuje i je zdrowo, pysznie, domowo i rośnie w siłę.

IMG_0278-01

(Visited 206 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Magdalena

    Czytamy, czytamy 🙂 Bardzo dziękuję za wyszukane przepisy, zupa z soczewicy pyszna choć Maksiu nieraz grymasi 🙁 wszystko zależy od jego humorku. Może za jakiś czas ułożysz przykładowy plan tygodniowych posiłków. Na pewno z niego skorzystam 🙂 Pozdrowienia i buziaki od moich chłopców :*

    • Postaram się coś ułożyć 🙂 a Maks wybredny chłopak albo ceni sobie tylko wybrane przez siebie smaki, innymi słowy królewskie podniebienie! 🙂
      buziaki dla Was wielkie też :*

  • calareszta.pl

    Zazdroszczę nie używania soli! Muszę kiedyś to wprowadzić.

    • U mnie zaczęło się bardzo hardcorowo, u Was proponuję stopniowo, aż całkiem zniknie. Da się 🙂 Pisz jak zaczniesz próbować i jak postępy 🙂

  • Magdalena

    Dianik, gdzie szukać takich zdrowych przepisów ?

    • Magda, zajrzyj do moich poprzednich jedzeniowych wpisów 🙂 Na podanych przeze mnie stronach są przepisy i na śniadania i obiady i desery 🙂

  • Masz stuprocentową rację, nasze nawyki żywieniowe decydują o tym, jakie będzie miało kiedyś dziecko. Warto pokazywać to, co dobre. Też jestem za zdrowym gotowaniem. I wbrew temu co może się wydawać to jest nawet łatwiejsze niż przygotowywanie ciężkich, smażonych potraw 🙂

    • Dokładnie! Panuje wśród niektórych osób przekonanie, że zdrowa kuchnia wymaga niesamowitego nakładu czasu i energii. A bywa, że obiad dosłownie gotuje się sam 😉
      Ale nie będę też czarować, 5 minutowe gotowe dania dostępne są tylko w fastfoodach 🙂

  • Monika

    Zasadniczo zazdroszczę zacięcia, szukania i wytrwałości, ale też zdecydowanie nie zazdroszczę okoliczności, które tak zmieniły Twoje podejście do jedzenia. Nie zgodzę się jednak z tym, że choroby nie są efektem genów, a właśnie złego żywienia. Powiedziałabym, że zła dieta i tryb życia, to pewnie przyczyna większości tych przypadłości, ale jednak medycznie, o co miałam się okazję wypytać ostatnio, gdy sama dostałam swoje wyniki badań, są przypadki, że nawet najzdrowsza dieta nie jest w stanie zmienić stanu rzeczy, co dotyczy np. cholesterolu i wtedy podlega to normalnemu leczeniu.

    • No widzisz, inne źródła, różne informacje.

      Myślę sobie, że to składowa i jednego i drugiego. Genetycznie mamy zapisane różne, przeważnie te najgroźniejsze, choroby co sama wiem i muszę się systematycznie pod pewnym kątem badać.
      Natomiast nasz sposób żywienia, uważam, może pewne choroby i problemy zdrowotne przyspieszyć, przywołać, sprowadzić, obudzić (wybierz właściwe określenie). Tak jak z tym cholesterolem – jeśli jest tak jak mówisz, że jest nam genetycznie przypisany, to tym bardziej powinno dbać się o właściwą dietę. Może choroby się przez to nie uniknie ale też jej nie przyspieszy. Nie uważam, że tłumaczeniem „mam to w genach” można się tłumaczyć z zaniedbań siebie samych.

  • Pingback: Otyłość w Szkocji, czyli choroba dzieci w XXI wieku - MAMORKI.com()