Mój projekt „Mama”

Tak się złożyło, że ostatnie wpisy na blogu traktują o ciemniejszych stronach macierzyństwa. Stawianie sprawy jasno i szczerość dotycząca macierzyństwa nie zawsze zachęca do posiadania dziecka. Osoby nie do końca zdecydowane na to, czy chcą się na dziecko porywać lub chcą, ale coś ich powstrzymuje, mają święte prawo się zniechęcić.

Szczerość jest doceniana ale dzisiaj postanowiłam podejść do niej od innej strony. Tej jasnej, radosnej, która powoduje, że wstaję rano, chce mi się żyć i uśmiecham się do swojego odbicia w lustrze. Nawet z tymi worami pod oczami, bo widzę człapiący do mnie na czworakach powód tego i zastanawiam się, gdzie on do tej pory się podziewał.

Dlaczego fajnie być mamą?

Uśmiech i łzy

Śmieję się trzy razy częściej i płaczę ze wzruszenia jeszcze częściej, niż dotychczas. Moje dziecko dostarcza mi tak pozytywne emocje, że nie pamiętam już dlaczego bywam na nią zła. Każdy dzień to nowe dźwięki, które z siebie wydaje, kolejny krok który wykonuje, każdy odruch, spojrzenie, śmiech przyprawiają mnie o dumę i rozpiera mnie radość nie do opisania. Uwielbiam, kiedy jesteśmy wszyscy w domu, budzimy się rano i pierwsze co widzę, to uśmiech mojej córki i osobistego Połówka. To, jak Mia śmiechem reaguje na nasze zaczepki i jak się cieszy, że po prostu jesteśmy. Jest coraz starsza, coraz fajniejsza i coraz więcej tego śmiechu wokół, a jak sami wiecie, śmiech to zdrowie. Może będziemy nieśmiertelni!

Spokój

Ten mały człowieczek, wbrew wszelkim pozorom, mnie uspokaja. Są momenty, kiedy na chwilę Mia się wycisza, uspokaja, leży lub siedzi bez ruchu. Jest spokojna na tyle, że mogę się do niej przytulić. Ta bliskość i ciepło, jakie biją od mojej córki powodują, że spływa na mnie fala niewyobrażalnej czułości, spokoju i taka dawka miłości, że aż sama sobie się dziwię, że to możliwe.

Jestem odkrywcą

Codziennie odkrywam w sobie pokłady cierpliwości i zrozumienia, o które siebie nie posądzałam za nic w świecie. Jestem osobą z natury w gorącej wodzie kąpaną i jeśli jest pomysł, idea, projekt to działam, nie czekam. Wszystko musi być u mnie na już i teraz i na tip-top. Przy dziecku tak to nie działa. Ono ma swój rytm, a co najważniejsze, swój charakter i trzeba nauczyć się współpracować. Przy każdej okazji odkrywam, że jednak mogę dłużej czekać, stać, śpiewać, tańczyć, trzymać, prosić, wołać, tłumaczyć, powtarzać w nieskończoność. Nie złoszczę się, nie tupię i nie krzyczę. Uśmiecham się, kiedy w końcu uda nam się dogadać i współpracujemy ze sobą. To miła niespodzianka, nie powiem.

Przestaję się przejmować

Porządek owszem, ale jest to bardziej chaos artystyczny pod kontrolą. Nie zapanuję nad każdą zabawką, pieluchą czy kocem rzuconym na podłogę czy na kanapę. Nie dam rady poprawiać non stop poduszek, mieć pochowanych starannie wszystkich naczyń. Pozwalam sobie na to, nie narzucam sobie rygoru porządku ponad wszystko, wrzuciłam na luz. Jak jest dziecko, trzeba się z tym liczyć.
Przestałam przejmować się tym, co sądzą o mnie inni, a już całkowicie tym, jak widzą i oceniają mnie jako mamę. Nie jestem idealna i nie będę, ale staram się być najlepszą mamą dla Mii i tego się trzymam. Rozumiem już inne mamy, ich problemy i zagwozdki. Nie oceniam, nie krytykuję, obserwuję i staram się wyciągać najlepsze wnioski dla siebie. Fajne uczucie.

Nie muszę wyglądać najlepiej

Nieprzespane noce mogą odbić się na wyglądzie, bo jak może być inaczej. Na co dzień nie maluję się, nie układam idealnie fryzury. Dla mojego dziecka i osobistego Połówka i tak jestem najpiękniejsza. Nikogo tutaj nie dziwi fakt, że idę do sklepu w dresie i bez makijażu. Przyjmuje się, że mama dziecka przecież tyje, nie myje się, nie farbuje włosów, nie robi paznokci. Dlatego tym bardziej cieszy mnie reakcja ludzi, kiedy zobaczą mnie w wydaniu wyjściowym – ze zrobionym okiem, włosami, pazurami i szczupłą sylwetką. Można? Można.

Kreatywność

Teatrzyki i piosenki. Zabawy i gry. Urządzanie domu, spędzanie wolnego czasu. Chcąc zorganizować sobie życie na nowo, głowa i umysł pracują na jeszcze wyższych niż dotychczas obrotach i natchnienie, pomysły znajduję wszędzie. Moja córka sprawia, że odkrywam w sobie nowe pasje i zainteresowania. Kto by pomyślał, że tak bardzo polubię szycie? Że będę siedzieć w tej kuchni, by gotować dla niej, bo chociaż lubię gotować, tak mając do wyboru coś innego, wybiorę to drugie. A teraz szukam, szperam, próbuję i wychodzi z tego coś naprawdę dobrego. Słowo!

Bycie mamą uprościło moje życie, jakkolwiek kuriozalnie to brzmi. Wszystko, co do tej pory było dla mnie pogmatwane i spinałam się z tego powodu, albo przestało mieć tak duże znaczenie albo przestałam sama na siebie wywierać presję. Pojawiły się nowe cele, marzenia. Inne rzeczy i wartości stanęły na podium. Ale wiecie co? We trójkę po prostu mi fajniej. Codziennie spogląda na mnie ktoś, kto mnie dodatkowo motywuje, inspiruje, bawi. Te małe ślepia sprawiają, że mi się chce nawet wtedy, gdy jest ciężko i myślę, że mam już dość.

Chwile słabości przychodzą i odchodzą, będzie nie raz pod górkę ale nie zamieniłabym tych ostatnich miesięcy na nic innego. Czekam z utęsknieniem na pierwszy samodzielny krok Mii, pierwsze słowo, wspólne przysypianie na kanapie przy bajce, wycieczki, spontaniczne wyznania miłości, śpiewanie piosenek, rozmowy i sprzeczki. Będzie się działo i będzie ekscytująco.

Wyzwanie, jakie niesie za sobą bycie rodzicem, stawia mnie w roli wzorca, nauczyciela, przyjaciela, opiekuna, pielęgniarki, lekarki, psychologa, kucharki… brzmi poważnie.

To dopiero stworzyłam sobie życiowy projekt, co? 😉

IMG_7060_1

(Visited 26 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Nie przespane noce… Hmmm ciezka sprawa ale po takich kilka nastu nocach gdy maluch zacznie gaworzyc i powie wkońcu mama… To się zapomina 🙂

    • Diana

      Celina, pozostaje mi wierzyć Ci na słowo 🙂 Mała już sobie gaworzy, nawet coś w deseń słowa „mama”, więc tylko czekam, aż w pełni świadomie powie „mama” 🙂

  • Nie ma nic piękniejszego niż doświadczenie bycia mamą. I nikt nigdy nie pokocha nas tak bezinteresowną miłością jak nasze dziecko. To coś cudownego!

    http://www.MartynaG.pl

    • Diana

      Nic dodać, nic ująć 🙂

  • Pingback: Macierzyński nie na kanapie | MAMORKI.com()