Między nami Mamami

Kiedy tak przeglądam sobie różne strony na Internecie, niektóre szeroko udostępniane przez użytkowników materiały na temat dzieci, odnoszę czasem wrażenie, że chyba ze mną, sama nie wiem, jako matką, lub nawet jako człowiekiem coś jest nie tak.

Lubię czytać wpisy na blogu mataja.pl dlatego, że dziewczyny pokazując tam dane statystyczne i procenty po części obnażają jak to, co my same piszemy i publikujemy, nie zawsze zgodne jest z prawdą. Bardzo mi się podobał wpis o ankiecie, z której jasno wychodzi, że aż 1/3 rodziców kłamie na temat choćby snu ich dzieci (jak chcecie poczytać, to można o TU). Jeśli kłamiemy na temat tak prostej sprawy jak sen, strach się bać jak mocno oszukujemy siebie nawzajem w innych, niebo ważniejszych kwestiach, bo broń boże ktoś może zarzucić, że nie sprawdzamy się jako rodzice.

Wtedy zadaje sobie wewnętrznie pytanie czemu my, kobiety, robimy to sobie nawzajem. Czemu tak bardzo usiłujemy pokazać jak to u nas wszystko wygląda tak cudownie, gdy tymczasem zapewne nie tylko ja, siedzę czasem schowana w łazience przed własnym dzieckiem, by wypłakać łzy złości i bezsilności. I z chęcią poczytałabym o tym, że nie jestem w tym sama, że tak czasem bywa, a wszystko będzie dobrze. Tymczasem zewsząd bombardowana cukierkowymi zdjęciami dzieci z hasłami w stylu „najcenniejszą biżuterią, którą będziesz nosić, są ramiona Twojego dziecka”, mam czasami ochotę wyjść z domu i nigdy nie wrócić.

Zaczęłam pisać ten wpis już jakiś czas temu. Przyznam, pod wpływem dużych emocji, walcząc po raz nie wiem który ze snem mojego dziecka. Widziałam, jak jest zmęczona, jak trze oczy, jak marudzi, więc pełna zapału i jeszcze wtedy cierpliwości, chciałam położyć dziecko na choćby półgodzinną drzemkę. Z krótkiej drzemki i ambitnego planu zostały wióry. Po półtora godzinnej walce, gdy ona w końcu przestała płakać, i gdy mnie przestały zalewać łzy totalnej bezsilności, mimo wiatru i szarugi na dworze, wsadziłam Wyjca do wózka i skończyłyśmy na spacerze. Ja marznąc, ona zamykając oczy na pierwszym zakręcie. I wtedy napisałam pierwsze akapity tego oto wpisu.

Dziś, już z dużo mniejszą dozą emocji, nadal uważam, że temat jest równie ważny i aktualny. Na blogach i fanpage’ach trudno szukać wpisów o trudach życia z dzieckiem. A jak już się takie pojawią, jak ten na blogu Matka Pauka (KLIK) oczywiście nie brakuje wśród komentarzy nas kobiet-matek, które OCZYWIŚCIE nigdy tak nie mają – i z dumą wytkną wszelkie ewentualne słabości pozostałym. Doba tych matek trwa chyba 48 godzin, bo mają czas dosłownie na wszystko- dziecko, siebie, prace, porządek, ewentualnie tylko na dziecko, ale przecież tak powinno być.

Na ile z reguły unikam wchodzenia na fora internetowe, zwłaszcza, w poszukiwaniu wszelkich informacji pseudomedycznych, tak w innych kwestiach ewentualnie tam możemy odkryć, że w niedoli nie jesteśmy same. Że są dzieci, które też nie jedzą, nie śpią, nie chodzą, nie bawią się, biją się, krzyczą i szantażują. Tam potrafimy poprosić o poradę i choć zawsze znajdą się głosy, wg których to nie wina dziecka a nasza, bo to, i to, i tamto zrobiłyśmy źle, tak wśród nich możemy natrafić również na fajne porady, sugestie lub choćby najzwyklejsze „ja też tak mam”. I od razu nam lżej!

Jako matki, same wobec siebie jesteśmy jak najsurowszy sędzia. Stoimy obok, patrzymy i cicho oceniamy, zamiast czasem schować swoje zdanie w kieszeń i najzwyczajniej w świecie sobie pomóc lub pozwolić być. Mama Diana pisała niedawno o matce kwoce, jak to nikt nic nie powiedział, może ze wstydu, może ze strachu, może z braku takowej przyczyny? Dobrze, że sama zauważa, że a nóż widelec znajomi chcieli dać się jej nacieszyć po swojemu tą nową rolą, w jakiej się znalazła.  I czy to źle? Oczywiście, NIE. Każda z nas jest inna, ma inne dziecko i inaczej przeżywa wszystko!

Same My, mamorkowe mamy, w podejściu do naszych własnych dzieci jesteśmy tak bardzo różne. Diana ma nieskończone pokłady cierpliwości, czułości i miłości, które przelewa na swoją córę. Ja czasem zastanawiam się, czy trochę nie bezdusznie, stawiam sobie za cel zajęcie dziecka czymś na tyle, by wyrwać w ciągu dnia choć chwile dla siebie. Podczas gdy bez mrugnięcia okiem zostawiłam swoją 6 miesięczną córę z rodzicami, wychodząc na wesele znajomych, tak dla Diany rozstanie się z Małą było czymś, z czym musiała się zmierzyć. Ona sama, i nikt więcej!

Cudownie, gdy możemy znaleźć wspólne mianowniki, pomóc sobie w trudnych kwestiach i gdy otwarcie przyjmujemy rzeczowe rady. Podkreślam RZECZOWE, bo to, że za dużo nosisz dziecko, za mało przytulasz, nie sadzasz na nocnik itp. nie są rzeczowymi radami. Może byłyby rozwiązaniem jakiegoś problemu, ale rzucone tak na wiatr, niczego nie wnoszą, a tylko irytują. W końcu wszystkie (a przynajmniej tak 98% z nas) mamy ten sam cel – chcemy, by nasze dzieci były szczęśliwe i radośnie dorastały. I tego się się trzymajmy!

Mam nadzieję, że tutaj, w naszym mamorkowym świecie będziecie mogli znaleźć coś zarówno do tańca jak i do różańca, jak to powiadają :). Na słodko, ale gdy trzeba z nutą goryczy, która chcąc nie chcąc towarzyszy macierzyństwu. Piszemy – nie oceniamy, radzimy i pomagamy, nie wytykamy błędów. A gdyby kiedyś nas poniosło – sprowadźcie Nas szybko na ziemię 🙂

nie, nie wiem o czym mówisz

(Visited 237 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Mogę się pod tym wpisem obiema rękami podpisać. Ja jak już wiesz posiadam 2 dzieci (trzecie w drodze). Nie lubię doradztwa mamusiek, które to mają jedno, ledwo odrywające głowę od poduszki dziecię (najczęściej na forach). Co one wiedzą? Ja borykam się codziennie z krzykami, tupaniem nogami oraz innymi napadami złości dzieci mych. Mówią, że jedno posyłam do przedszkola to mam czasu a czasu. Tak oczywiście, w ciągu dnia ma ok 1,5 godziny kiedy to Błażej śpi. Muszę w tym czasie pisać prace do szkoły, uczyć się lub po prostu odpocząć, ugotować obiad, posprzątać, zrobić pranie, poprasować. Nie narzekam na co dzień, bo co to kogo obchodzi. Można usłyszeć, że nie trzeba było tyle dzieci narobić. Ale ja kocham te moją rozwrzeszczaną bandę. Także nie przejmuj się niczym. Jeśli potrzebujesz wyjść z domu to to zrób, odpocznij od córki, to nic złego. Każda z nas ma dość, tylko 90% do tego nie chce się przyznać, żeby nie wyjść na złe matki. Ja też płaczę z bezsilności, nie wysypiam się i czasem najchętniej rzuciłabym to wszystko i się wyniosła.
    Trzymaj się cieplutko 🙂

    • Magdalena, tak pamiętam, że u Ciebie cała gromadka. Dla mnie myśl o więcej niż jednej sztuce na razie jest dosyć przerażająca 🙂 Także podziwiam. I że znajdujesz w tym wszystkim czas na szkołę, dom, i siebie. I jak piszesz, kochasz swoją rozwrzeszczaną bandę, zupełnie jak ja mojego małego Potworka! Co nie zmienia faktu, że zdarzają się naprawdę trudne momenty, i o tym właśnie też trzeba pisać. A mam dość tych, co twierdzą, że tak nie miewają, bo wiem, że to nie jest prawda, no…. chyba, że cały dzień dziecko spędza z nianią, a my wskakujemy jako rodzice zastępczy na parę godzin – znalazłam właśnie chyba jedyną opcję, w której takie twierdzenie mogłoby być możliwe 🙂

    • Agata

      Magda, jesteś ostatnią osobą, której ktoś mógłby zarzucić dziecioróbstwo. Jesteś zaprzeczeniem stereotypu, zawsze podziwiam Twoją organizację.

  • ola

    tak dokładnie tak i jeszcze raz tak
    nie śpimy
    nie mamy czasu na nic
    nie chcemy rad zaczynających się od ‚powinnaś’ i ‚musisz’
    i tyle 🙂
    :*

  • Pingback: W oczekiwaniu na… „kochanie”. | MAMORKI.com()