Mama vs Czas czyli czemu go zawsze za mało!

Można by pomyśleć, że wszyscy go mamy. CZAS. Jedni trochę mniej, drudzy trochę więcej, ale jednak jest. Przyznam, że już wcześniej, w jakże zamierzchłych przedmadziowych czasach, zdarzało mi się myśleć, że czasu to ja mam zdecydowanie za mało. Wiecie, takiego WOLNEGO czasu, w którym mogę bezkarnie oddawać się wszelkim swoim własnym, a nie narzuconym powinnościom. W jak wielkim byłam błędzie myśląc tak wtedy, wiem dopiero dziś. Jeśli wtedy czasu miałam mało, to teraz obserwuję zanik totalny. Wieczny NIEDOCZAS na wszystko, i mówię to całkiem poważnie!

Zakładam, że są osoby, dla których walka z niedoczasem, wcale nie musi być takim wyzwaniem, jakim jest dla mnie. Właściwie to zazdroszczę tym, którzy opanowali w życiu lawirowanie w chaosie. Nawet jeśli jest on kontrolowany, nadal uważam to za umiejętność na wagę złota. Z moim uwielbieniem do porządku i poukładania, naprawdę mam teraz pod górkę. I bardzo staram się  schować gdzieś głęboko moją wewnętrzną perfekcjonistkę, ale nie zawsze mi się to udaje. Przeliczając dobę na godziny, godziny na minuty a minuty na sekundy.. no po prostu zawsze jakiejś chwili brak, nie zależnie z której strony bym do tematu nie podeszła.

W nie tak dawnym wpisie, Diana pisała o tym, jak macierzyństwo potrafi w kobiecie wyzwolić na nowo kreatywność (więcej TU), którą gdzieś po drodze zakopaliśmy pod grubą warstwą pośpiechu i szaleństw dnia codziennego. I TO JEST SUPER! Obie odnalazłyśmy wspólną pasję jaką jest pisanie i szycie – o czym wiecie, śledząc naszego bloga. Więc jaki jest PROBLEM? Ano taki malutki… malusieńki… jak znaleźć na wszystko co lubimy i musimy czas.

Urlop macierzyński to wcale nie jest czas wolny. A przynajmniej nie w takim powszechnym rozumieniu tego słowa. To próby wyłowienia chwili dla siebie podczas gdy wszystkie siły są skupione na czym innym. Na bardzo ważnym małym KIMŚ. Ale wtedy, jeszcze jakoś można. A teraz (czyt. w erze godzenia obowiązków zawodowych i rodzinnych)? Nie chcę bynajmniej narzekać, ale pogodzenie wszystkiego, to jak kostka Rubika składająca się z jakiegoś miliona kawałków. A ja nawet wersji podstawowej nie jestem w stanie ułożyć.

W moim planie dnia są teraz oczywiste oczywistości. Praca i dziecko. Praca, bo potrzebna. Dziecko – bo najukochańsze na świecie. Na dalszym planie pozostaję JA. Ale o to JA właśnie walczę w nierównym porachunku z czasem.

Pewnie część z Was bez większych problemów radzi sobie z odłożeniem pewnych swoich planów, potrzeb czy ambicji na bok gdy pojawia się dziecko. Ja jednak im dłużej nad tym wszystkim myślę i kombinuje, dochodzę za każdym razem do wniosku, że na to gotowa nie jestem. I tu pojawia się ogromny zgrzyt – między tym czego zawsze chciałam (rodziną – więcej TU) a samą mną.

O ile nie tęsknie za szalonymi imprezami do rana, potokiem alkoholu, czy spontanicznymi wyjazdami w nieznane, tak nie jestem w stanie odpuścić sobie spotkań z moimi przyjaciółkami, ulubionych wyjść do kina, czy czasu przy maszynie. A tu jeszcze przecież, trzeba o siebie zadbać. Znaleźć chwilę by skoczyć na basen lub chociaż pobiegać (zawsze OD JUTRA, ale myśl się po głowie pląta). Ale chce też przecież spędzać czas z córka i mężem. Dbać o moje największe skarby. I niestety nie mam pomysłu jak tego wszystkiego dokonać!

Ostatnie cztery tygodnie (tak tak, już tyle pracuję, chyba najwyższa pora skończyć odliczać i przyjąć to za standard) były dla mnie naprawdę dużym wyzwaniem. O ile udawało mi się coś dla Was napisać, uszyć coś dla siebie czy młodej, i mniej czy bardziej ogarnąć chałupę,  tak wygospodarowanie czasu na wyjście do kina i spotkanie z moimi najbliższymi przyjaciółkami, nie  było już takie proste. nie wspominając już zupełnie o innych aktywnościach.  A są to rzeczy z których po prostu rezygnować nie chce. I wiecznie rozważam, bo każda chwila poza domem, to chwila mniej z moim dzieckiem, którego i tak nie widzę już tak często.

Życie bywa zaskakujące. Mnie coraz bardziej zaskakują sprzeczności, których się u siebie NIGDY spodziewałam. Chyba nie jestem po prostu taka twarda i zdystansowana jak mi się wydawało.  JEDNAK 🙂. Ciekawi mnie bardzo jak Wy sobie radzicie? W jaki sposób dojść do punktu, w którym wszystko układa się w jedną całą układankę. Macie jakieś porady, jak ujarzmić ten wieczny niedoczas, i wyjść z tej walki obronną ręką? Przyjmę wszystkie sugestie!

 

Mama vs Czas czyli czemu go wiecznie za mało

(Visited 53 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • ola

    Czas… Złoto w codzienności… Mam wrażenie, że im więcej chcemy zrobić tym mniej nam się to udaje 🙁 trzeba próbować i próbować codziennie od nowa mnożyć czas żeby dla każdego starczyło i jeszcze coś urwać dla siebie i choć rzadko mi się to udaje to mam ogromną nadzieję że uda mi się kiedyś mieć czas na wszystko… Ale ta umiejętnośc jak mówi moja mama przyjdzie ‚ z czasem’ 🙂

  • calareszta.pl

    Niedoczas to idealne określenie! Trzeba walczyć o siebie, właśnie robię małe wyzwanie na blogu o robieniu sobie codziennie małej przyjemności #dlasiebie. Koniecznie zerknij (cie).

    • Ja bym powiedziała, że Tobie udało się chyba znaleźć swojego rodzaju receptę na ten NIEDOCZAS. Sama planuje skorzystać z kilku trików :). Mamorkowe mamu lubią różne akcję, więc zaraz zaglądamy!