Macierzyński nie na kanapie

„Brak czasu”, „trochę czasu”, „organizacja czasu”, „wszystko na czas”, „zdążyć na czas”… pojęcie czasu przewija się co chwilę w mamorkowych wpisach, bo to teraz towar deficytowy. Ale jeśli już go mam, staram się go wykorzystać najlepiej jak tylko mogę.

Byłam bardzo ciekawa będąc w ciąży, czy moja córka spowoduje u mnie przypływ pomysłów, zainspiruje mnie i rozbudzi zainteresowanie w dziedzinach, o których do tej pory pewnie bym nie myślała. Nie ukrywam, liczyłam na to bardzo, bo od jakiegoś czasu trwała u mnie okropna stagnacja. Niby mnóstwo pomysłów i planów w głowie, ale trudniej było o mobilizację i chęć dążenia do ich realizacji. Aż w końcu nastała cisza i pustka. Do teraz.

Wraz z każdym miesiącem, w którym Mia rośnie i staje się coraz większą dziewczynką, czułam podskórnie jak budzą się we mnie te stare dobre impulsy, które popychają mnie do działania. Motywują, dodają skrzydeł i dreszczy emocji, kiedy przychodzi do ich spełniania. Na to czekałam! Możliwe, że wcześniej uśpiona codziennością, powtarzalnością dnia, masą rzeczy i czynności do ogarnięcia i nauczenia się, zapadłam w sen zimowy. Najwyższy czas się obudzić.

Odkąd pamiętam i sięgam pamięcią, byłam osobą kreatywną, łapiącą się wszelkich aktywności artystycznych i wszelakich robótek ręcznych. Potrafiłam ulepić z modeliny całą rodzinkę bałwanków Boulinków, gdy byłam chora. Chodziłam na zajęcia z malowania i tkania/szycia w katowickim Pałacu Młodzieży. Zimowe ferie spędzałam w osiedlowym Domu Kultury i jeśli ktoś miał wyjść na scenę coś zaśpiewać, to byłam ja 🙂 Gdy zaczęłam studiować i pracować, tworzyłam biżuterię. Może ktoś ze znanych mi czytelników mamorkowego bloga pamięta jeszcze moją stronę internetową, katalogi rozsyłane w pdf’ie i moją pierwszą malutką firemkę nazwaną po prostu Cute Things. Miałam nawet swoje wizytówki!

Pamiętacie, jak pisałam tutaj o plusach bycia mamą? Spośród wszystkich tych zainteresowań, które u siebie odkrywałam, miłość do szycia była chyba ostatnią, o jaką siebie podejrzewałam. Owszem, krzyżykować uwielbiam i naprawdę mnie to uspokaja, spodnie skrócić potrafię (ręcznie, oczywiście), guzik przyszyję ale żeby uszyć coś więcej? A już zwłaszcza dla kogoś i coś do noszenia? W życiu!

Tak sobie kiedyś siedziałam, myślałam nad tym jaką mamą chcę być dla Mii i jedną z myśli było: kreatywną, z pomysłami i autentycznymi zdolnościami do ich spełnienia. Tutaj w UK dość często, gęsto i barwnie obchodzi się wszelkie dziecięce bale, urodziny, imprezy Halloween i inne tego typu atrakcje. I co, jeśli byłabym w stanie na prośbę Mii „Mamo, uszyjemy coś dla mnie?” powiedzieć „Jasne, chodź. Coś wymyślimy”.

Tak w telegraficznym skrócie zrodziła  się wspólna pasja mamorkowych mam. Monika ma więcej doświadczenia w szyciu, ja zaczynałam od bardzo prostych, wręcz banalnych rzeczy, by nabrać wprawy i obyć się z maszyną. Ba, teraz już wiem, że za jakiś czas będę musiała kupić sobie inną i bardziej zaawansowaną, bo moja obecna jest nad wyraz podstawowa.

Na pierwszy rzut poszły poduszki. Wygrzebałam stare śpiochy i bodziaki Małej, zamówiłam pierwsze skrawki materiałów, wyszukałam tutoriale o szyciu i voilà – radość i duma. Poszło z górki i zaczęłam szyć dla przyjaciół i dla rodziny. Dla dużych i tych najmniejszych mamorkowych fanów 🙂

poduszki

Aż postanowiłam zmierzyć się z czymś bardziej skomplikowanym – literki. Kto szył literę „A” ten wie, że ta mała dziurka w środku to nie lada wyzwanie ale udało się!

IMG_20141219_131549

A skoro uszyję literkę, to może i czapkę z szalikiem? Tak powstał pierwszy komin i czapa smerfetka dla Mii. Uczucie, jakie mną targało, gdy Mała to założyła, polubiła i gdy inni zwracali uwagę na ten komplet i nie dowierzali, że to moja robota – bezcenne. To naprawdę potrafi człowieka podbudować! Dzięki temu chce się więcej i więcej. Teraz ćwiczę i szyję inne pomysły jakie wpadły mi do głowy, nie tylko dla siebie ale też dla najbliższych i znajomych 🙂

czapaa i komin

Razem z Moniką snujemy sobie po cichu marzenia. Szukamy, inspirujemy się, nasze dziewczynki same podsuwają nam pomysły zupełnie jeszcze tego nie świadome. Zasiadamy w wolnych chwilach przy maszynach i szyjemy, tniemy, kombinujemy, próbujemy.

Jak nie zwariować na macierzyńskim? To jest jeden z moich sposobów – szukać w sobie nowej pasji lub odkrywać na nowo starą. Taki urlop od pracy zawodowej może, wbrew pozorom, rozleniwić. Bo chociaż nie leżymy do góry brzuchem na kanapie, nasze myśli i uwaga w zasadzie w stu procentach są skupione na dziecku i jesteśmy od niego uzależnione, choćbyśmy nie wiem jak bardzo nie dopuszczały do siebie tejj myśli. A brak czasu na odpoczynek zarówno fizyczny jak i psychiczny może wykończyć.

Mia jest bardzo absorbującym dzieckiem, moje nieskończone chyba pokłady empatii powodują, że nie potrafię całkowicie być obojętna na jej prośby o tulenie, głaskanie, noszenie i wspólną zabawę ale dzięki temu, że usilnie staram się wygospodarować dla siebie czas na tę odrobinę przyjemności, jeszcze nie zwariowałam i jestem, jakkolwiek to górnolotnie nie zabrzmi, szczęśliwsza. Po prostu mi się chce. Urlop macierzyński to naprawdę fajny czas, by móc coś zrobić dla siebie. Moja przyjaciółka odkryła w sobie pasję pieczenia ciast i zaczyna odnosić pierwsze sukcesy, zbiera zamówienia, piszą o niej w lokalnej gazetce!

Łatwo jest zapomnieć o sobie, bo przecież mamy na głowie „tylko” siebie, dom i dziecko. Rozmawiałam z przyjaciółkami, koleżankami, które przechodzą lub przechodziły dokładnie przez to samo, co ja teraz i wszystkie mówią to samo: odpoczynek jest ważny, ale uważam, że warto znaleźć swoje poletko w tym wszystkim. Nie chcę podsumować tych miesięcy jako przeleżanych na kanapie z dzieckiem przy nodze. Uroczy obrazek ale powtarzalność takich dni doprowadziłaby mnie do ciężkiej frustracji.

Wniosek? Jeszcze usłyszycie o Mamorkach 😉

(Visited 374 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Konny

    Kochana, jestem z Ciebie bardzo dumna! Widze na zdjeciu podusie, ktora uszylas dla Tobiasa – uwielbia ja i mimo, ze lezec na niej nie chce, to traktuje jako przytulaka 🙂 Juz nie moge sie doczekac wiosennego komina dla niego i wiem, ze bedzie wiosennym garderobianym hitem 🙂
    Poza tym dziekuje za wspomnienie o mnie i moim slodkim hobby. Oczywiscie wszystkiemu „winny” jest moj Synek, za co jestem mu ogromnie wdzieczna, bo bez niego nigdy bym nie wpadla, na to ze pieczenie i dekoracja ciast to moja pasja 🙂

    • Jako Konny, bliźniaczko moja, dzięki bardzo! Może obie ciast nie pieczemy i nie szyjemy ale bliźniaczo podobnie odkrywamy w sobie nowe pasje i znów nasza bliźniaczość dała o sobie znać 🙂
      Rozkręcaj biznes, bo z Twoim talentem cukiernika i dekoracyjnym daleko zajdziesz 🙂
      Viva nasze dzieciaki! :)))

  • Oz

    Super sprawa, że tak Wam się udaje znaleźć odrobinę czasu na odkrywanie/kontynuowanie swoich pasji. Mnie samej jednak trudno czasem się ogarnąć… nawet jakoś na przeczytanie książki czasu brakuje. Dziecko, dom, praca, praca, dziecko, dom i tak w kółko i czasem się zastanawiam, jak to innym zdaje się tak dobrze iść a mi jakoś nie.

    • Oz, nie poddawaj się 🙂 wiem, łatwo się mówi i wiem, że bywa ciężko, bo jednak poświęcając godzinę szyciu, poświęcam jednocześnie czas, który mogłabym spędzić np. z osobistym Połówkiem. Zawsze coś za coś, staram się jednak znaleźć w tym wszystkim równowagę.

  • hidekane

    *klep klep* oto jestem ze swoim nowym awatarem.
    nie będzie to już chyba zaskoczeniem, jeśli powiem, że Twoje prace są super i jestem ich fanką? nie, nie będzie. Twoja poduszka ma miejsce honorowe wśród wszystkich ośmiu i tylko na niej zawsze kładę głowę.
    odkrywanie w sobie nowych pasji i zainteresowań to zawsze dobra sprawa, a tym bardziej szlifowanie tego i doskonalenie siebie. kto wie, może niedługo o Tobie będą pisać w lokalnych gazetach? ;> tak na dobrą sprawę to pewnie nie jedną jeszcze sukienkę uszyjesz, a kto wie, może to się rozrośnie i jakaś firma z tego powstanie.
    (tak, tak, wybiegam w przyszłość – aczkolwiek po cichu dodaję, że Mia powinna mieć jakieś odsetki z tego kiedyś :’D)
    keep going! ♥

  • Pingback: Mama vs Czas czyli czemu go zawsze za mało! | MAMORKI.com()