Lot samolotem z dzieckiem. Kilka dobrych rad dla początkujących.

Moja dobra koleżanka wybiera się niedługo w podróż ze swoim dzieckiem. Nie byłoby to z reguły nic nadzwyczajnego dla mnie czy dla niej, ale jej dzieciątko ma dopiero kilka miesięcy i pierwszy raz będą musieli się zmierzyć z batalią lotniskowo-samolotową.

Kiedy my lecieliśmy do Polski na Święta w zeszłym roku, przeczesywałam Internet w poszukiwaniu informacji co trzeba zabrać, w jakich ilościach, przepytywałam o to kogo tylko mogłam ale do szczęścia brakowało mi podanych tych informacji totalnie łopatologicznie. Najlepiej w postaci listy.

Tutaj muszę podziękować z całego serca kuzynce mamorkowej mamy Moniki, która niewyobrażalnie mi pomogła, a której wstyd przyznać, nie zdążyłam za to podziękować (kajam się okrutnie!). Biję pokłony i ślę uściski dziękczynne 🙂

Napiszę Wam zatem punkt po punkcie, jak to wygląda i czego można się spodziewać. Sytuacje na lotnisku bywają różne, a każdy przewoźnik rządzi się swoimi prawami, więc pamiętajcie, by przed podróżą przeczytać dokładnie na ich stronie o tym, jakie mają wymogi i udogodnienia dla rodziców i ich dzieci. A najlepiej zadzwonić na ich infolinię.

  1. NOSIDŁO, FOTELIK I WÓZEK

Tutaj miałam największą zagwozdkę. Po pierwsze, nasz wózek składa się z dwóch części i żeby go złożyć i wpakować gdziekolwiek, musimy go rozebrać. Po drugie, z racji sporej ilości bagażu, chcieliśmy uniknąć zabrania fotelika.

Niektórzy producenci wózków mają w ofercie specjalne torby, w które można taki wózek zapakować i nadać jako bagaż. Mega sprawa, niestety, nie trafiliśmy z naszym modelem. Za pierwszym razem, wózek oddaliśmy tuż przy wejściu do samolotu. Ponieważ Mia nie przesiedziała w nim ani minuty na lotnisku, w drodze powrotnej oddaliśmy go już od razu przy odprawie.

Na samym lotnisku, czekając na boarding, Mia była noszona albo w nosidle (nasze to Tula) albo po prostu siedziała z nami na kolanach. Kiedy będziecie przy security check, poproszą Was o zdjęcie dziecka, więc dobrze mieć coś dla siebie i dla niego wygodnego i szybkiego w obsłudze.

Co do fotelika samochodowego, postanowiliśmy go za radą kuzynki Moniki pożyczyć od kogoś znajomego z Polski. Oczywiście, najlepiej by było mieć idealnie dopasowany do samochodu, którym będziemy się poruszać na wyjeździe ale umówmy się, mało kto kupuje fotelik zapasowy lub tylko po to, by mieć go w użyciu przez 2-3 tygodnie.

  1. SAMOLOT

Nasz lot był ok. 6-7 rano, a Mia przespała całą dwugodzinną drogę na lotnisko, zatem po przyjeździe do Edynburga była świeża jak skowronek. Kryzys nastąpił po kolejnych dwóch godzinach przy wchodzeniu na pokład – nowe i dynamiczne otoczenie lotniska zwyczajnie ją zmęczyło. Liczyłam jednak, że uda jej się dzięki temu zasnąć i przespać start.

Pasy.

Stewardesa będzie kazała Wam przypiąć dziecko pasem, co utrudnia sprawę, gdy ono śpi. Ja trzymałam Mię na kolanach, osobisty Połówek majstrował przy zapięciach, jej pas doczepialiśmy do mojego i jakoś daliśmy radę jej nie wybudzić.

Start i ciśnienie w uszach.

My dorośli żujemy gumę, przełykamy ślinę. Niespełna roczne dziecko tego nie zrobi, zatem najlepszym sposobem jest albo karmić wtedy piersią/butelką, dać mu coś do przekąszenia lub gryzaka do zabawy.

Przetrwać te kilka godzin lotu.

Co robić, gdy dziecko nie śpi, a przed nami długi lot? Cóż, tutaj trzeba zdać się na naszą rodzicielską kreatywność.

Można mieć schowane w torbie zabawki, ale szansa, że będzie się nimi bawić przez cały lot, jest bliska zeru. Można mieć w pogotowiu tablet z wgranymi aplikacjami dla dzieci poniżej roku (tak, ja też nie wiedziałam, że takie istnieją!), niestety Mia woli tablet zjeść, niż się nim bawić.

Dziecko może ale nie musi chcieć wysiedzieć cały lot na kolanach, toteż bądźcie gotowi na to, by wstać i pochodzić z nim po pokładzie. Mia była zafascynowana miejscem, gdzie stewardesy przygotowywały posiłki i napoje, uchwyty do pojemników zaintrygowały ją na dobre pół godziny.

Przy odrobinie szczęścia może Wam się trafić fajny współpasażer siedzący razem z Wami w samolocie i tak jak Mię, zabawiać i rozmawiać i wzbudzać wielkie zainteresowanie. W ten sposób Mia przez dobra prawie godzinę owijała sobie wokół palca panią siedzącą obok mnie.

Torba i jej zawartość.

Podręczną można mieć tylko jedną, zatem zastanówcie się dobrze, co w nią spakujecie. Swoje rzeczy, czy malucha? I tutaj powołam się na kuzynkę Moniki, która podpowiedziała mi świetny system spakowania się.

  1. Torba podręczna to w głównej mierze rzeczy dziecka. Zabawki, jedzenie, ubrania i pieluchy do przebrania.
  2. Posegregowane odpowiednio rzeczy spakowałam do takich torebek Ikeii i bardzo sobie to chwaliłam i chwalę do dziś, niezależnie czy jesteśmy w samolocie czy po prostu jedziemy gdzieś w odwiedziny. Dzięki temu wiedziałam gdzie mam np. lekarstwa i nie musiałam nerwowo przeszukiwać całej torby w poszukiwaniu jednej małej tubki żelu na ząbkowanie.

Jedzenie. Tutaj, jeśli akurat nie korzystałam z karmienia piersią, przyszły mi z pomocą saszetki z owocami (Ellas Kitchen, w Polsce znalazłam podobne w Rossmannie). Można też spakować flipsy, pokrojone owoce czy skórki chleba. No i wodę w kubeczku lub butelkę.

Lekarstwa. Mia akurat weszła w etap ząbkowania i będąc zapobiegliwą, zabrałam ze sobą malutką tubkę z żelem do dziąseł i saszetkę z paracetamolem na wszelki wypadek.

Przewijanie. Do plastikowego pudełka, o którym już Wam pisałam tutaj, spakowałam pampersy, flanelową pieluchę, którą zawsze kładę pod matę do przewijania, chusteczki nawilżające i woreczki na zużyte pieluchy. To i worek z ubraniem na przebranie (standard, czyli bodziak, legginsy, skarpetki, sweterek czy bluzkę z długim rękawem) i zestaw gotowy.

  1. DOBRA RADA MAMORKOWEJ CIOTKI DIANY

Warto przemyśleć, jak my same ubierzemy się w podróż. Słuszna uwaga, jaką ja dostałam, to brak paska w spodniach, buty niewiązane i taki zestaw ubrania od pasa w górę, by łatwo napoić dziecko, jeśli karmicie piersią. Miałam co prawda ze sobą chustę do karmienia i osłoniłam siebie i Mię, ale nie mając wokół siebie zbyt dużej przestrzeni, lepiej nie męczyć się z dodatkowymi guzikami czy warstwami bluzek i swetrów, kiedy dziecko zaczyna coraz głośniej dopominać się o swoje.

W dodatku kontrola przy security check też nie ułatwia sprawy, więc po co sobie dodatkowo komplikować i tak stresującą dla niektórych, zwłaszcza za pierwszym razem, sytuację.

Wyszło długo ale mam nadzieję, dla Was treściwie i pomocnie. Macie może własne uwagi lub pomysły, jak usprawnić podróż z dzieckiem?

163H

 

fot. http://www.gratisography.com/
(Visited 83 times, 1 visits today)

You Might Also Like