Książka, którą musi przeczytać każda mama i dziecko

Że książki czytać lubię, to wiecie. Zaraziła mnie tym moja mama, zarazić tym chcę również moje dzieci. W chwili obecnej całej sztuk jeden. Nie zmienia to jednakże moich planów, by móc kiedyś zasiąść w wielkim fotelu z córką, okryć się miękkim pledem, najlepiej przy kominku i oddawać wspólnie lekturze. Córa swojej, ja swojej a i miejsce dla Osobistego Połówka też by się znalazło 😉

Wiecie, są książki dla dzieci, o których jest głośno, są bardzo popularne i można o nich czytać na niemalże każdym blogu. A są takie, które również zasługują na uwagę, a jednak, z jakiegoś powodu, jest o nich cicho. I chyba właśnie w tym momencie odkrywam w sobie wewnętrzną potrzebę, by właśnie im poświęcać miejsce i czas. W domu i na blogu. Takie perełki, których aż żal nie mieć w domu, które nie zawsze są wielkimi tomiszczami, ale treść i ogólna zawartość po prostu musi zostać pokazana.

Ta, o której chcę wam dziś powiedzieć jest autorstwa Ulf Stark i Mati Lepp. Tytuł brzmi „Jak mama została Indianką”. I powiem Wam z ręką na sercu, że dawno już żadna książka tak bardzo mnie nie chwyciła za serce. Ale tak bardzo mocno. No perełka po prostu! Na tyle mocno, że dla Was o niej piszę i uważam, że to książka, która powinna znaleźć się w każdym domu, w którym są dorośli i dzieci. Co więcej, niech zajmuje miejsce na półce nie tylko z książkami dla dzieci, ale również dla nas, dorosłych. Zaraz Wam powiem, dlaczego.

„Jak mama została Indianką” to historia, która może mieć miejsce w każdym domu. Chłopiec o imieniu Ulf straszliwie się nudzi i szuka pomysłów na zabawę. Dziadek i tata niezbyt palą się, by dotrzymać chłopcu towarzystwa, babcia również jakby kompanem jest mało odpowiednim. Siedzi na fotelu, pyka sobie fajkę, spogląda przez okno. I co istotne, nie zrozumiała istoty zabawy w Indian. Ulf przebrany za Indianina zaczął skradać się po cichu do mamy, która stała zajęta w kuchni.

(…)
– Jestem Małą Cichą Stopą. A ty?
– Ja jestem Wielką Smutną Spalenizną – westchnęła i przewróciła kotlet na patelni. – Ja być wakacyjny niewolnik bladych twarzy.
– W takim razie uwolnię cię (…)

Jak powiedział, tak zrobił. Mama przybiła na wpół usmażone kotlety nożem do drzwi, pomalowała się „na Indiankę” tak samo jak syn, zdjęła buty, rozpuściła włosy i udała się na najbardziej dotychczas ekscytującą wyprawę z synem. Bez listy obowiązków w dłoni i konieczności zrobienia czegoś. Nic jej nie goniło, nic nie musiała. Po prostu brała chwile i czas z synem całym sercem i całą duszą.

(…) Nigdy wcześniej jej takiej nie widziałem.

I w tym momencie zastanowiłam się, ile dzieci mogłoby pomyśleć o swoich mamach i tatach właśnie w ten sposób? Ile razy nasze dzieci nas wołają, proszą, ciągną za ręce i ubranie, by wyprosić tę chwilę uwagi? Obiad czy kolacja nie są dla dzieci aż tak ważne, ani pozmywane naczynia ani czy jest poodkurzane. Dla naszych dzieci liczą się minuty, które spędzamy razem. Mama i dziecko. Tata i dziecko. Doskwiera jednak fakt, że w całej tej codzienności, którą my doskonale znamy i od której tak ciężko jest nam odejść i zostawić samej sobie, nie rzadko tego nie potrafimy. Odpuścić sobie. Wiemy, że jest spora szansa, że nie zrobienie czegoś odbije nam się czkawką prędzej, czy później.

Mama Ulfa podjęła decyzję, którą my same chciałybyśmy niejednokrotnie podjąć.  Zostawić za sobą stres i obawy. Troski o to, czy wszystko jest wyprane, ugotowane, wyprasowane, poukładane, poodkurzane, umyte, pozamiatane i powycierane. To wszystko co dla nas, mam, jest tak ważne a z perspektywy dziecka po prostu nudne. Czy my jesteśmy dla swoich dzieci nudne? Z pewnością nie tak chciałybyśmy, by nasze dzieci nas zapamiętały i postrzegały. Tworzymy w oczach dzieci pewien obraz, od którego ciężko jest później uciec.

(…) Było cudownie i trochę strasznie widzieć ją taką.
– Nie jesteś taka jak zawsze – powiedziałem.
– Nie – odparła. – Teraz jestem znowu Piękną Rybą.
– Jaką piękną rybą? – zdziwiłem się.
– To było moje indiańskie imię, kiedy byłam mała – odparła.

To daje do myślenia. By postarać się o to, by czasem odpuścić. Dać sobie przyzwolenie na więcej luzu i odnaleźć w sobie ukryte, wewnętrzne dziecko. By dać się ponieść dzikiej naturze, jaka w nas drzemie i pokazać własnym dzieciom, że dorosłość nie jest nudna. Owszem, różni się od dzieciństwa, ale to właśnie dzięki dzieciom jest nam dane pamiętać, by czasem zwolnić. Dla siebie samej też. Dajmy szansę naszym dzieciom na wyrwanie nas z tej rozpędzonej karuzeli codzienności.

Wątek zajętej i zapracowanej mamy, która za sprawą syna i czasu z nim spędzonego przemienia się w kobietę radosną, żywiołową, tak bardzo uśmiechniętą i szczęśliwą sprawia, że ja sama mam ochotę rzucić tym laptopem w kąt i biec do swojej córki. Opowieść nie jest długa, nie jest skomplikowana. Opowiedziana krótkimi zdaniami i prostymi słowami, które to właśnie powodują, że tak dobrze się ją czyta i jest łatwa w przekazie dla dziecka.

(…)
– Dziękuję, że uratowałeś mi życie – powiedziała mama. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam taki dzień jak dziś.
– Ja też nie – odparłem. (…)

Ogromnym atutem tej książki są też piękne ilustracje Mati Leppa, cudownie dopełniają całości. Są inne, powiedziałabym, że niesztampowe, zresztą jak cała ta książka.

Nie jest to wpis reklamowy, ale ponieważ wielkimi krokami zbliża się dzień dziecka pomyślałam, że warto zajrzeć do księgarni i wyszukać tenże tytuł. Dla siebie i dla dzieci, by móc wspólnie spędzić czas – jeśli nie gdzieś poza domem, to chociaż wieczorem, przed snem. Przeczytać razem, utulić się do snu. Dać się ponieść urokowi i ciepłu tej historii i wracać do niej, by nie zapomnieć. Polecam Wam ją z całego serca, bo nie dość że to dobra i wartościowa książka, to naprawdę poprawiająca nastrój na lepszy. Słowo daję, że nie będziecie zawiedzeni.

Ulf Stark, Mati Lepp „Jak mama została Indianką”, Wydawnictwo Zakamarki. Cena promocyjna na stronie wydawnictwa 🙂

(Visited 197 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Takie książki, niby dla dzieci, są tak naprawdę ważnymi wskazówkami dla rodziców.Dla malucha kolejna fascynująca przygoda w książce, dla rodzica klucz jak postępować z dzieckiem. Nie kluczem dobrego macierzyństwo czyste okna, a zadowolone dziecko. Koniecznie musimy przeczytać książkę 😉

    • Koniecznie! I daj znać, czy Wam się podobała 🙂

  • fajna książka.

    faktycznie rodzice zajęcie sprawami domowymi czy zawodowymi nie mają czasu dla swoich dzieci. i ole ile pieniądze zarobić trzeba (tylko czy faktycznie aż tyle i czy dziecko rzeczywiście woli jedną daleką wycieczkę raz w miesiącu czy cztery weekendy spędzone wspólnie w pobliskim parku, za darmo) i obiad ugotować i pranie zrobić, żeby było w czym chodzić, to odkurzanie spokojnie może poczekać. nawet jedną kolejkę można ominąć. nikt chyba od tego nie umrze. dziecko na pewno nie będzie nam miało za złe, że zamiast sprzątać bawimy się z nim na tej brudnej podłodze.

    • Wiesz, trochę mi to zajęło ale ja też już olewam czasami sprzątanie i gotowanie. Nic na siłę, jeśli nie muszę 🙂 I dobrze, że są książki, które w tak przyjemny sposób moga nam o tym delikatnie przypomnieć 🙂

  • O rany, wznieciłaś żar chęci posiadania tej książki, jestem nią ogromnie zainteresowana. 🙂 Piękny język, mądre przekazy, piękne ilustracje i już wyczuwam ten szczególny klimat. 🙂
    Bookendorfina

    • Tak, tak! Dobrze wyczuwasz :))