Książka Jennifer Senior „Dużo radości, mniej przyjemności”. Plus KONKURS!

Książka Jennifer Senior „Dużo radości, mniej przyjemności”, wydana przez Media Rodzina, powinna znaleźć się w rękach wszystkich rodziców. Jako jedna z tych obowiązkowych lektur do przeczytania, zanim ogólnie pojęte rodzicielstwo na dobre postawi cały ich świat do góry nogami i zaczną rwać sobie włosy z głowy.

Nie dowiecie się z niej jednak, jak wychowywać dzieci. Nie ma w niej złotych rad, sugestii, podpowiedzi. Nie znajdziecie w niej wskazówek jak sprawić, by Wasze latorośle mniejsze lub większe, były „człowiekami” szczęśliwymi, zawsze radosnymi, mądrymi i w ogóle najlepszymi. Oj nie.

Zatem o co chodzi w tej książce?

„Dużo radości, mniej przyjemności”

Jak sam tytuł wskazuje, a co zapewne niejeden rodzic odkrył, macierzyństwo to jest wieczna schizofrenia i rozdarcie. Radość i duma przeplatane płaczem i rozdrażnieniem. Śmiech i złość występujące chwilami w tym samym czasie. Niekończący się pokład sił mieszany z bezradnością. I o tym pokrótce jest ta książka. Fantastyczne studium nieustających potoków wątpliwości, do których zazwyczaj nikomu nie chcemy się przyznać.

Sama autorka przestrzega na początku: „To nie jest książka o dzieciach. To jest książka o rodzicach. (…) Jednak jakich zmian oczekiwać, gdy dziecko ma już trzy, dziewięć lub piętnaście lat? Czego się spodziewać, kiedy dzieci radykalnie odmieniają małżeństwo rodziców, ich pracę, przyjaźnie, aspiracje czy też spojrzenie na siebie?”

Stawiając sprawę jasno, Jennifer Senior krok po kroku analizuje życie rodzin z klasy średniej, które mają dzieci na różnych etapach rozwoju, a sami rodzice czy opiekunowie są w różnych sytuacjach rodzinnych i życiowych. Całość napisana jest w naukowy ale bardzo przystępny sposób i wnika w takie aspekty jak zanik autonomii, jak rośnie poziom stresu u rodziców oraz jak chroniczny brak snu wpływa na psychikę, na życie małżeńskie.

Bycie rodzicem jest cholernie trudne

I autorka tej książki doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Spotykając się z matkami i ojcami dzieci, wsłuchuje się w ich historie i zadaje pytania, na które czasem my sami obawiamy się sobie odpowiedzieć, obawiając się wyrzutów sumienia wobec siebie, partnera, własnych dzieci. Mało który rodzic spodziewa się, że macierzyństwo może być i jest aż tak trudne.

Bo przecież skąd mamy wiedzieć, planując dopiero mieć małego człowieka w domu, jak to jest być całkowicie zdominowanym przez potomstwo. Przez myśl nam raczej wcześniej nie przeszło i było to ponad naszą wyobraźnię, jak to jest radzić sobie z wielozadaniowością nawet podczas mycia zębów, nie mówiąc o nieustannie przewalających się przez głowę wątpliwościach.

Tak, drodzy rodzice, rodzicielstwo to zdaje się jedna z najbardziej nieoczekiwanych i dramatycznych zmian w naszym dorosłym życiu.

Życie z małymi dziećmi i kobiecy trud

To, co podobało mi się w tej książce, to wytłumaczenie pewnych zachowań dzieci, dzięki czemu ja sama zrozumiałam co dzieje się z moją córką i dlaczego robi coś tak, a nie inaczej, mimo moich próśb i tłumaczeń. Np. dlaczego jeśli mówię „kochanie, sekundka, zaraz podejdę” albo „skarbie, zrobię sobie tylko herbatę i już będę z Tobą”, to moje dziecię jakby kompletnie nie rozumiało tego, co ja mówię. Jakbym mówiła do niej chińskimi znaczkami. I żeby było jasne, tak – frustrowało mnie to, bo jako człowiek, który od 6 rano jest na nogach, chciałabym móc napić się choć łyka ciepłej herbaty (o śniadaniu nie śmiałam nawet marzyć w ten czas).

Otóż, tak małe dzieci mają jeszcze niewykształconą korę przedczołową. Budowa ich sieci neuronowych uniemożliwia skupienie. Ponieważ kora przedczołowa jest odpowiedzialna nie tylko za zarządzanie, ale i za panowanie nad sobą, małe dzieci nie czują skruchy, że próbują poznać każdą, nawet najmniejszą rzecz, która je zainteresuje. Tak samo jak nie mają poczucia czasu. Dla małych dzieci nie ma czegoś takiego, jak „zaraz”, „za 5 minut”. One żyją czasem tu i teraz, w związku z tym mogłabym powtarzać córce w kółko jedno i to samo, a i tak nic by to nie dało.

Wiem też, że nie ja jedna tak miałam i mam nadal i trochę to jednak jest pocieszające.

Nie mówiąc o tym, że jak wykazały badania przytoczone przez autorkę książki, opieka nad dziećmi to zajęcie o wiele bardziej stresujące dla kobiet niż jakikolwiek inny obowiązek domowy. Badacze zwrócili uwagę na fakt, że „jeśli zamężna matka uważa, iż podział obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem nie jest sprawiedliwy, bardzo prawdopodobne jest, że ta niesprawiedliwość wpłynie na jej małżeńskie szczęście bardziej, niż ewentualna nierówność przy (…) odkurzaniu.”

Ha! To nie koniec ciekawostek. Z tych samych badań wynika też, że większość zajęć związanych z opieką matki nad dzieckiem to „rutynowe” obowiązki (mycie zębów, karmienie). Z kolei ojciec dostaje tą ciekawszą część, czyli „interaktywne” zajęcia, jak np. chociażby gry i zabawy. Co jasno pokazuje, że „opieka nad dzieckiem’ dla każdego z rodziców może oznaczać coś zgoła odmiennego.

Rodzice w towarzyskiej izolacji

Jennifer Senior poruszyła też ciekawą kwestię życia towarzyskiego, które siłą rzeczy, ulega zmianie w momencie pojawienia się małego szkraba. Wpływa to również na małżeństwo. Jak zauważyła autorka, podpierając się badaniami, dzieci z pewnością nie miałyby takiego wpływu na małżeństwo, gdyby małżonkowie mniej polegali na sobie w kwestii wsparcia towarzyskiego. A niestety, dzieje się inaczej, co przekłada się bardzo na poczucie osamotnienia, zwłaszcza matek.

Ciekawe jest to, że wpływ na to mamy my sami, wszyscy. Bowiem, co też Jennifer Senior ujęła trafnie w tej części książki, kiedyś w każdy weekend rodzice pakowali siebie i dzieciaki do samochodu i jechali do dziadków, znajomych, przyjaciół. Jak zauważyła jedna z mam wypowiadających się w książce, teraz to zanika, a człowiek czuje się tak, jakby przeszkadzał, bo wszyscy są strasznie zajęci i zabiegani.

I tak to, bez niezapowiedzianych wizyt, bez odczuwalnej obecności sąsiadów, bez zabaw w ślepych zaułkach i na ulicach obowiązki ponownie spadły na barki podstawowej komórki społecznej, czyli na małżeństwo lub związku partnerskiego. To członkowie rodziny muszą zapewniać sobie nawzajem to, czego niegdyś dostarczali przyjaciele, sąsiedzi oraz inne rodziny: zabawę i rozrywkę. Rodzice częściowo stracili poczucie wspólnoty wynikające z kontaktów z innymi dorosłymi. […]

A co dzieje się z relacją między mamą a tatą małego dziecka?

Zdecydowanie, co zapewne sami już na sobie doświadczyliście nie raz, kurczy się czas poświęcany sobie na przebywanie sam na sam (ile razy tworzyliście plany i namawialiście się na planowanie wieczornych randek, hm?). Co prawda, nie ma nigdzie jednoznacznych danych i szacunków co do tego, jak bardzo ten czas się skraca na bycie sam na sam, jednak to co podaje Jennifer Senior to jedno z najczęściej cytowanych badań. I wskazuje na to, że po narodzinach małego bąbla, ten czas zmniejsza się o dwie trzecie (!). Ale to nie wszystko, bo zmienia się również jego charakter.

To dlaczego chcemy mieć dzieci i dlaczego tak bardzo je kochamy?

No nie da się ukryć, że dzieci wyczerpują, dręczą, mogą zmieniać i psuć nasze nie tylko zawodowe ale i małżeńskie życie. Ale gdzieś obok tego wszystkiego dają jednak radość i każdy to wie, dlatego nazywamy je naszymi pociechami.

Nazywamy nasze dzieci pociechami nie dlatego, że mają śliczne małe stópki i paluszki, noski do schrupania, są takie słodkie i obłędnie pachną. No dobrze, to też są ku temu powody 😉 ale dzieci mają tę zdolność, że „tworzą także tunele czasoprzestrzenne, przenoszą matki i ojców do uczuć i wrażeń, których nie doznawali od czasów własnego dzieciństwa. Wstydliwy sekret dorosłości to monotonia, przywiązanie do rutyny, nawyków i norm. Małe dzieci mogą wzmacniać poczucie powtarzalności i niezmienności poprzez wymuszenie nowych nawyków, ale też pozwalają rodzicom opuścić utarty szlak.” […]

Pomyślelibyście, że dzięki dzieciom, my dorośli, czujemy się bardziej wyzwoleni? A wszystko dlatego, że te chodzące i biegające krasnale tak bardzo upierają się, by żyć tym, co tu i teraz (to przez tą niedojrzałą korę przedczołową, pamiętajcie). W dodatku z trudem panują one nad uczuciami, co wymaga od nas, rodziców, niebywale wielkiej i dodatkowej porcji silnej woli. A dlaczego możemy czuć się wyzwoleni? Chociażby dlatego, że dzieci nie odczuwają skrępowania. Nie wstydzą się nawet tego, co idiotyczne i nie są zażenowane rozmową z przedmiotami czy bieganiem na golasa. My, dorośli, żyjemy wg schematów. Dzieci takich schematów nie znają.

Dlaczego jeszcze warto przeczytać Jennifer Senior „Dużo radości, mniej przyjemności”?

To są ledwie cząstkowe przemyślenia i pojedyncze stwierdzenia, które Jennifer Senior zawarła w swojej książce. Próbuje ona, na podstawie wielu badań, wywiadów, spotkań z rodzinami wyjaśnić, w jaki sposób dzieci mogą zagrozić naszej autonomii. Jak zaburzają sen, utrudniają ustalenie granic między pracą a domem. Porusza temat rewolucji następującej w naszych domach i jak brak porozumienia w związku z podziałem domowych obowiązków, wywołuje dodatkowe napięcia.

Bardzo ciekawy i ważny, moim zdaniem, jest rozdział poświęcony planowanemu wychowywaniu  i presji wywieranej na rodziców od zakończenia II wojny światowej, aby pełnili swoje obowiązki aktywnie, z wielką intensywnością. Co było powiązane z dramatycznie wzrastającymi kosztami utrzymania.

Jednak to, co dało mi naprawdę do myślenia to to, że tak naprawdę moja półtoraroczna przygoda z macierzyństwem to ledwie dwa kroki na dalszej krętej, zawiłej i wyboistej drodze, jaka rozpościera się przede mną. To, co teraz mam i przechodzę z córką, to nic w porównaniu z tym, co prawdopodobnie przyniesie mi i Osobistemu Połówkowi okres dojrzewania naszego dziecięcia. Znam siebie, pamiętam jaka byłam i biada mi, jeśli ta mniejsza kopia mnie samej tylko dołoży do tego swój charakterek. W książce jest bardzo ciekawie opisane zachowanie rodziców w tym czasie, wpływ nastolatków na ich samopoczucie, samoocenę i życie rodzinne w szerszej perspektywie.

Długo trwało, nim dobrnęłam do końca tej książki. Ogrom emocji, przykładów, szczerych wypowiedzi rodziców i poparcie wszystkiego tego badaniami lekarzy, naukowców i psychologów, zdaje się lekko mnie przytłoczył. Ale polecam. Doceniam ogromnie fakt, że przy tysiącach książek na temat dzieci, ktoś pochylił się nad rodzicami. Czytając tą książkę, doznawałam ciągłej ulgi „ufff, a więc nie tylko ja tak mam!”

 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

KONKURS!

Mam dla Was do wygrania dwa egzemplarze książki Jennifer Senior „Dużo radości…”. To jest moja propozycja „must read” w tym roku dla każdego rodzica. I tym razem konkurs będzie literacki!

Żeby wygrać książkę, trzeba w komentarzu pod tym wpisem napisać niezbyt długą opowieść o sobie i Waszych dzieciach: może to być opis śmiesznej sytuacji, chwili z wakacji, szkoły, coś co miało miejsce przy stole podczas wspólnego posiłku. Pomysłów z pewnością Wam nie zabraknie! Czekam na mrożące krew w żyłach historie, albo takie, które przysporzą mi bólu brzucha ze śmiechu!

Najlepsze 2 historie zostaną nagrodzone książkami 🙂

Dużo radości, mało przyjemności, Jennifer Senior

Na wasze zgłoszenia czekam do końca 29 stycznia (do północy). Laureaci zostaną wyłonieni do 1 lutego, a informacja o laureatach będzie opublikowana w tym wpisie (na dole).

Osoby zostawiające komentarz konkursowy niech pamiętają, że adres mailowy, który zostawiają podczas logowania do systemu komentarzy, jest adresem, pod którym będę ich szukać w razie wygranej. Także bez żartów, same poważne adresy.

POWODZENIA!

 

Zdj. główne pochodzi ze strony księgarni Matras
Wszelkie cytaty użyte w tekście zostały zaczerpnięte z książki Jennifer Senior „Dużo radości, mało przyjemności”

Wyniki

Bardzo miło było mi czytać Wasze komentarze. Cieszę się ogromnie, że postanowiłyście napisać, bo każda mama i każda rodzina ma swoje historie, śmieszne lub mniej zabawne ale takie, które zapadają w pamięć. I warto o nich pamiętać, by mieć co opowiadać później starszym juz latoroślom 🙂

Nie przedłużając, poniżej zamieszczam 2 wybrane przeze mnie historie. Autorzy w ciągu kolejnych 24 -48godzin otrzymają ode mnie maila z informacją o tym, jak i kiedy dotrą do nich nagrody 🙂 Mam nadzieję, że książka pochłonie Was tak bardzo, jak mnie i wyniesiecie z niej ogrom wsparcia, zrozumienia i otuchy dla siebie.

GRATULUJĘ  I ŻYCZĘ WAM PRZYJEMNEJ LEKTURY!

Pierwsza książka wędruje do Emmy 🙂
Dzisiaj mija 2 lata od kad na swiat przyszła moja corka:) jak to mówią niedaleko pada jabłko od jabłoni wiec gadatliwość i rozstawienie po katach odziedziczyła po mamusi:) uwielbia rozmawiac z dziadkami przez telefon, bo dzieli nas odległość 150 km. Babcia lubi czasem pytać wnuczkę czy mamusia krzyczy na tatusia bądź odwrotnie. Ostatnio wnusia odpowiedziała babci tak:
– G. Czy rodzice sie kloca?
– Nieeeee
– a co robią?
– tata kzycy: ” daaawaj cycki matka”
I tym sposobem babcia nigdy juz o nic nie zapytała, a ja sie przekonałam ze dziecko wszystko widzi i wszystko słyszy:)

Druga książka wędruje do Agnieszki 🙂
Do początków mojego macierzyństwa byłam świetnie przygotowana. Szkoła rodzenia, książki, artykuły… Niczego się nie bałam, nawet porodu. Jednak kilka minut wywróciło mój porządek do góry nogami i w głowie została tylko pustka i strach. Komplikacje przy porodzie, w wyniku których moja Córka dostała dwa punkty na 10 i od pierwszych chwil musiała walczyć o życie. Dokładnie dzisiaj kończy 10 miesięcy, jest wspaniała, to cud ale rozwija się całkiem dobrze i bardzo chcę wierzyć, że nadal tak będzie. Nie wiem jak się kocha dziecko, które urodziło się zdrowe, na pewno bardzo mocno ale to co się czuje do dziecka po takich przejściach ciężko opisać. Może dzięki temu jestem mamą bardziej cierpliwą, uważną i ciepłą a każdy uśmiech mojego dziecka dodaje mi sił nawet jak padam z nóg. Dziecko to cud, a ja doświadczyłam tego cudu podwójnie.

(Visited 162 times, 1 visits today)

You Might Also Like

  • Agnieszka

    Do początków mojego macierzyństwa byłam świetnie przygotowana. Szkoła rodzenia, książki, artykuły… Niczego się nie bałam, nawet porodu. Jednak kilka minut wywróciło mój porządek do góry nogami i w głowie została tylko pustka i strach. Komplikacje przy porodzie, w wyniku których moja Córka dostała dwa punkty na 10 i od pierwszych chwil musiała walczyć o życie. Dokładnie dzisiaj kończy 10 miesięcy, jest wspaniała, to cud ale rozwija się całkiem dobrze i bardzo chcę wierzyć, że nadal tak będzie. Nie wiem jak się kocha dziecko, które urodziło się zdrowe, na pewno bardzo mocno ale to co się czuje do dziecka po takich przejściach ciężko opisać. Może dzięki temu jestem mamą bardziej cierpliwą, uważną i ciepłą a każdy uśmiech mojego dziecka dodaje mi sił nawet jak padam z nóg. Dziecko to cud, a ja doświadczyłam tego cudu podwójnie.

    • Agnieszko, oczy mi się zaszkiły, gdy to czytałam. Jesteś dzielną mamą, wiesz? Niesamowicie. Uściski dla Ciebie i Malutkiej!

  • Monika

    Wychowywanie dzieci, to sinusoida przeplatająca chwile radości i przepełnienia szczęściem z chwilami strachu i frustracji. Mam dwóch uroczych synków, Antoś ma 21 miesięcy a Franuś 3 miesiące. Największym moim zmartwieniem w ciąży było, jak Starszak przyjmie Malucha? Czy będzie wielka zazdrość?
    Moment powrotu ze szpitala był chyba najbardziej wzruszającym momentem mojego życia! Oczywiście przygotowywaliśmy Antka na pojawienie się brata, jednak trudno było przewidzieć jego reakcję, w końcu miał tylko półtora roku:) Pierwszy raz rozstałam się z nim na dłużej niż godzinę, myślałam więc, że będę pierwsza w kolejce do powitania, a tu nie! Antoś od razu zajrzał do fotelika samochodowego, w którym przywieźliśmy Franka i … pocałowała go w główkę, a właściwie w … czapkę:) Łzy wzruszenia ciekły mi po policzkach… takiej reakcji się nie spodziewałam, o takiej nawet nie marzyłam, bo myślałam, że on jeszcze „gaptuś”, że nie wie, że to jego brat, bo jak tak od razu? Tymi małymi rączkami chciał wyjąć braciszka z fotelika, chciał go rozebrać z kombinezonu…a ja? ja ryczałam jak bóbr! Oczywiście teraz mam dużo radości (podwójnie dużo) i mniej przyjemności (podwójnie mniej), ale jestem szczęśliwa – BARDZO!

    • Monika, ach! Tylko pozazdrościć! (tej podwójnej radości) :)))

  • Asia

    Moje starsze dziecko – Maciek, odziedziczylo po nas (a bardziej po mnie…) dosc czarny humor. I tak jak bardzo kocha mlodsze, tak lubi mu tez dokuczac. Starszak szalal kiedys z mlodym u babci, tak wariowali, ze w koncu stary, wielki grzejnik przewrocil sie Mackowi na palce. Niestety jegomoscie byly polamane, wrocilismy ze szpitala z szynami. Mlody w zyciu na oczy takiego czegos nie widzial i zapytal co mu sie stalo z paluszkami. Zabawny Maciej odrzekl, ze bedzie miec przez niego plastikowe palce do konca zycia. Franek oczywiscie uwierzyl…:)

    • Genialne! Ale Młody biedny, of kors, tak go w trąbe zrobić 😉

  • Emma

    Dzisiaj mija 2 lata od kad na swiat przyszła moja corka:) jak to mówią niedaleko pada jabłko od jabłoni wiec gadatliwość i rozstawienie po katach odziedziczyła po mamusi:) uwielbia rozmawiac z dziadkami przez telefon, bo dzieli nas odległość 150 km. Babcia lubi czasem pytać wnuczkę czy mamusia krzyczy na tatusia bądź odwrotnie. Ostatnio wnusia odpowiedziała babci tak:
    – G. Czy rodzice sie kloca?
    – Nieeeee
    – a co robią?
    – tata kzycy: ” daaawaj cycki matka”
    I tym sposobem babcia nigdy juz o nic nie zapytała, a ja sie przekonałam ze dziecko wszystko widzi i wszystko słyszy:)

    • Oficjalnie obsmarkałam monitor ze śmiechu 😀

  • Maria Tumidajewicz

    Wczoraj minęło dwa lata odkąd zostałam mamą Ani, prawdziwego dziecka z gatunku „high need baby”, już w pierwszą noc po urodzeniu spędziłam z Małą przy piersi, a później pierwszy miesiąc praktycznie nie byłam w stanie jej „odłożyć”, nie rozumiałam tego, męczyło mnie to strasznie, a jednak przez myśl mi nie przeszło, by zastąpić pierś butelką czy szukać innych rozwiązań. Piszę o tym, nie dlatego, by pokazać mamom, które nie karmiły piersią, że zrobiły coś nie tak, ale po to, by zachęcić do zaufania, sobie i dziecku. Gdybym posłuchała wtedy rad, którymi mnie obdarzano, moja macierzyńska droga z pewnością potoczyłaby się inaczej. Dzięki tamtym doświadczeniom wiem, że to ja znam moje dziecko najlepiej i tylko cierpliwym czekaniem i przyglądaniem się codzienności mogę odpowiadać na jej potrzeby bez szukania ich ‚norm’ w tabelkach, poradnikach itp. Ostatnie dwa lata to chyba najbardziej terapeutyczny czas w moim życiu.

    • Marysiu, znam to doskonale. Moja córa z tego samej drużyny „high need baby”. Bardzo się cieszę, że Wam się udało z Anią 🙂

  • celina

    majac czworo dzieci historii jest sporo jednak szczegolnie ta zapadla mi w pamieci …. rozmwialismy z mezem o sexie i zasmalam sie ze nic nie dostanie w tym momecie nadeszla najstarsza corka wiec maz zeby w prost nie mowic ( wiadomo dzieci chwytaja ciekawsze momenty ) stwierdzil ze zje na miescie 😉 ja mu na to ze hamburgerem sie zatruje a corka ckrazac dalej wokol nas stwierdzila… mamusiu a moze tatusiowi twoj obiad w domu nie smakuje? my w smiech a ona na to ide z tata na hamburgerra 😉

    • Hahaha, no tak… sprytne wybrnięcie z kłopotliwej sytuacji 😉

  • Pingback: NIE z miłości()